Nic by się nie stało, gdybym tego filmu nie zobaczyła. Nie powala on na kolana. Chociaż – jak zawsze – jestem pod wrażeniem umiejętności twórców jakiejkolwiek animacji, bo sama tego nie potrafię. Niemniej lalki – według mnie – były dość szkaradne. Tematyka: misz-masz opowieści bajkowej o Indianach dla dzieci połączonej z edukatorskim zapędem, gdzie kobieta-Indianka (w tym przypadku główna bohaterka – czyli dziewczynka) powinna mieć takie same prawa, co mężczyzna, a więc, proszę państwa, mamy tutaj do czynienia z feminizmem indiańskim. Toż to tego nie da się oglądać…!
A gdzie są wymyślne tortury Irokezów, czy innych Apaczów, włącznie z przypalaniem skóry, a raczej jej obdzieraniem, jeśli chodzi o Białasa. Gdzie transe taneczne gloryfikujące zwycięstwo, których uczestnicy chełpią się skalpami pokonanych? Podczas gdy ich squash kołyszą w wigwamach następców Kolejnych Okrutników…
Powiecie, że w dzieciństwie naoglądałam się westernów oraz serialu o dzielnym Winnetou, według Karola Maya?
Może i tak. To przepraszam.
Ale ja tęsknię za dawnymi czasami, za męskimi mężczyznami i kruchością kobiecą.
Za dwiema płciami.
Można ten film obejrzeć już od dziś, tj. 9 maja 2025.