Właśnie dziś mija 48.rocznica rozpoczęcia Pontyfikatu Papieża Polaka. Został nim Karol Wojtyła, zwany potem Janem Pawłem II. Czy pamiętacie ten dzień?
A potem… jego chorobę i śmierć.
Oto garść wspomnień w postaci mojego reportażu, jaki tutaj przytaczam, za zgodą Wydawnictwa Michalineum, reportażu pisanego po Jego Odejściu. – Powstał spontanicznie, akurat odwiedziłam w tym czasie stolicę Tatr, i poruszona tym, jak górale świętują odejście Jana Pawła, postanowiłam zebrać na ten temat materiał. I oto efekt – w postaci tekstu, a właściwie dwóch tekstów, które wydrukowała „Powściągliwość i Praca” w dwóch kolejnych numerach.
Barbara Jagas O D E J Ś C I E I P R Z Y J Ś C I E (cz.I) {„Powściągliwość i Praca” 6/2005}
Poniedziałek 18 kwietnia 2005 roku
Odszedł nas Gazda – to zdanie powtarzane przez górali i cytowane przez prasę dzwoni w uszach, kiedy z ulicy Wadowickiej w Krakowie skręcamy w Zakopiankę. Czeka nas droga do jego ukochanych Tatr, które po raz ostatni odwiedził w roku 1997. Usłyszał wtedy na pożegnanie raz jeszcze: Góralu, czy ci nie żal, samolot wspiął się w górę, a niebo nad całym Podhalem się zachmurzyło, a potem rozpłakało. Ale nad Babią Górą promienie słońca przebiły się przez obłoki i utworzyły świetlistą koronę, co pocieszyło baców i gazdów.
Kto jak kto, ale górale kochali go całym sercem i była to miłość odwzajemniona. To do nich mówił: Na was można liczyć, gdy odwiedzali go w Watykanie. – Kiedy z kolei Jan Paweł przyjeżdżał do Krakowa, a wiadomo było, że nie będzie na Podhalu, to całe Zakopane pustoszało, bo wszyscy ruszali na spotkanie z nim – wspomina 28-letni Antek z Kościeliska. – Na wiadomość, że samolot z Papieżem przeleci nad górami, wychodziliśmy na pola i paliliśmy mu ogniska – mówi młody gazda.
Dziś rozpoczyna się konklawe. Wszyscy czekają na biały dym, będziemy witać nowego papieża. Ale droga do Zakopanego jest w smutku, widać żałobne flagi.
Kościół Świętej Rodziny na Krupówkach, późne popołudnie. Tutaj Jan Paweł II podczas ostatniej pielgrzymki spotkał się z dziećmi, które przystępowały do Pierwszej Komunii. – Drogie dzieci –mówił – dzisiaj przychodzi do was papież, aby w imieniu Pana Jezusa, powiedzieć, że on was kocha. Dzisiejszy główny ołtarz kościoła jest zasłonięty, w środku pusto i ciemno. – Mamy żałobę do wyboru drugiego papieża – mówi siostra zakonna, która sprzedaje książki w sklepiku parafialnym. Większość lektur jest o Janie Pawle lub jego autorstwa. Na wystawie leży „Pamięć i Tożsamość”, której nie można było dostać w Warszawie. Siostra mówi, że każda z pozycji ma swoją wartość, więc nie chce niczego doradzać. Opowiada, że spędziła 26 lat w Rzymie, więc miała okazję przebywać blisko papieża. – Ojciec Święty szczególnie lubił śpiewać z nami – wspomina.
–Mówiłyśmy o nim „nasz tatuś”. Dlaczego? Bo był dla nas jak prawdziwy ojciec: jak trzeba -łagodny i jak trzeba – wymagający… ale zawsze troskliwy – tłumaczy. Kiedyś bolał ją strasznie brzuch, tak, że nie mogła uczestniczyć we wspólnej modlitwie, więc poszła do Ojca Świętego się poskarżyć. Papież najpierw mnie przytulił, a potem położył ręce na głowie. Ból minął… jak ręką odjął. – Ale może lepiej o tym nie mówić – dodaje wzruszona siostra.
Wtorek, 19 kwietnia
Na Krupówkach pustki. Niby normalne, bo jest po sezonie, ale cale Zakopane tkwi w jakimś odrętwieniu. Prasa pisze o Watykanie, przypomina kolejnych papieży, czeka na wyniki konklawe i trochę spekuluje na ten temat, ale bez zbędnych emocji. Nawet tabloidy zwykle karmione sensacją, przyjęły spokojniejszy ton.
Na trasie na Kalatówki nie ma żywej duszy. Dopiero po terenie klasztoru albertynek kręcą się jacyś ludzie, to turyści ze Szwecji. Pustelnia Brata Alberta była jednym z ukochańszych miejsc Karola Wojtyły – lubił tutaj pomedytować. Ostatnio był u albertynów w 1997 r., spędził wówczas na modlitwie około 20 minut.
Dom Brata Alberta jest otwarty, można wpisać się do Księgi Pamiątkowej. Ostatnie treści są pełne wdzięczności za pontyfikat Jana Pawła II. W samo południe biją dzwony kościelne. Atmosfera nieco mistyczna. Czyżby wybrano nowego papieża?
W schronisku na Kalatówkach restauracja nieczynna. Na dole w barze też nie ma nikogo, tylko jakaś pani w kąciku przegląda prasę. Na Kondratową nikt nie idzie. Po drodze pełno śniegu, trzeba uważać, aby nie wpaść w zaspę… Innym niebezpieczeństwem jest możliwość spotkania wygłodniałego misia. Na taką myśl samotnej turystce przechodzą ciarki po plecach. .. Schronisko na Kondratowej w żałobie, na zewnątrz wywieszona flaga papieska, jest zamknięte. To tędy szli na Giewont taternicy, aby zapalić na pociechę umierającemu Janowi Pawłowi światełko.
Wieczorem media podają, że nowym papieżem został Joseph Ratzinger.
Środa, 20 kwietnia
Kościół księży bernardynów na Bystrem. W środku wisi portret Jana Pawła II i tablica z jego błogosławieństwem, która jest przewiązana czarną księgą. Zwyczajna poranna Msza święta… tylko w modlitwie o papieża pada imię: Benedykt. Brzmi trochę dziwnie.
Wszystkie gazety piszą o nowym Ojcu Świętym. Zdjęcie skromnego pracownika winnicy Pana widnieje na pierwszych stronach. Chociaż sprawa jest świeża, pojawiają się już pierwsze sondy i komentarze. „Gazeta Krakowska” podaje, że wszyscy z zadowoleniem przyjęli wybór kardynała Ratzingera i obok drukuje wypowiedzi księży i przyjaciół Jana Pawła na ten temat. Zofia Ustupska z Antałówki, na pytanie o Benedykta, najpierw odpowiada milczeniem. Serce góralki jest ciągle przy Janie Pawle II, więc co tu rzec, by nie zostać posądzonym o zdradę (?). – A wy, co myślicie? – odpowiada pytaniem na pytanie. Odzywa się sąsiadka, Anna R., która mówi, że jej Ratzinger się podoba. Wtedy Zosia się uśmiecha i mówi: – Ja też się cieszę, bo to dobry człowiek, widać to po jego oczach. Kierowca busa zwraca uwagę na niepewność w zachowaniu Benedykta. – Jeszcze nie wiadomo, jaki on jest… On sam też nie wie… – mówi.
W nocy spadł śnieg, od rana świeci piękne słońce, trzeba na narty (!) Na dolnej stacji kolejki na Kasprowy jest gablotka ze zdjęciem upamiętniającym ostatni pobyt Jana Pawła II w tym miejscu. Pracownicy PKL wspominają, że papież wszystkich wtedy zaskoczył swoją wizytą. – Po południu 6 czerwca(1997 r. – przyp. red.) w Kuźnicach już praktycznie nikogo nie było.
Samochód z papieżem zajechał z tyłu, na plac pod linami kolei. Ojciec Święty z całą świtą wszedł tylnym wejściem. Przywitał nas wszystkich i wsiadł do kolejki – wspomina na łamach „Tygodnika Podhalańskiego” Kazimierz Korzeniowski, kierownik zespołu kolei linowych Kasprowy Wierch. – Pamiętam, jak by to było dziś. Ojciec Święty wszedł do restauracji, usiadł przy narożnym stoliku i zamówił herbatę z sokiem malinowym… Chociaż byliśmy cały dzień w pogotowiu, to jednak nie wierzyliśmy, że Jan Paweł nas odwiedzi. Miał przecież jechać na Krzeptówki, a tymczasem znalazł się tutaj, podobno bardzo chciał… Może czuł, że to jest ostatni raz i zapragnął popatrzeć na Tatry – wspomina na górze konduktor.
Na Kasprowym, przy wyjściu ze schroniska, wisi tablica upamiętniająca ten ostatni pobyt. Jest przewiązana żałobną wstęgą, pod nią stoją znicze. Na Gąsienicowej mgła, widoczność na półtora metra, śnieg jak kasza. Aż strach zjeżdżać. Lepiej wrócić do środka i zamówić herbatę z szarlotką.
Czwartek, 21 kwietnia
Wszystkie gazety piszą o Benedykcie XVI, prześcigając się w szczegółach na jego temat. Jedna z bulwarówek podaje na przykład, że nowy papież uwielbia słodkie naleśniki. To zupełnie jak Jan Paweł II, którego znaliśmy z miłości do kremówek. Porównania papieży wychodzą więc na plus – przynajmniej w kwestii kulinarnej. Inne media cytują myśli Josepha Ratzingera. Krakowska „Gazeta Wyborcza” daje tytuł: Credo Benedykta XVI. Tylko „Tygodnik Podhalański” milczy (w numerze z 21 kwietnia), ani na pierwszej stronie, ani w środku nie ma nic o nowym papieżu. Na okładce zamiast zdjęcia Benedykta XVI, foto jakiegoś pana z siwą brodą i tytuł „Ubecja”, fala z teczkami odżyła…
Na Kasprowym w południe zero stopni. Pod płaskorzeźbą Jana Pawła II dalej płoną znicze. Jest mgła i silny wiatr, wyciąg na Goryczkowej nie chodzi. Znowu nici z nart.
Nowy papież? Podoba mi się. Widać, że jest nieśmiały, ale to początki, trzeba mu dać czas… – odpowiada pani z bufetu w schronisku.
Droga do Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej, wzdłuż całej ulicy Kościeliskiej żółte flagi papieskie. Jednak wiele chałup jest dalej w żałobie. W niektórych oknach wystawione są portrety i zdjęcia Jana Pawła II. W połowie trasy czytamy napis: „Módlcie się i nie zapominajcie o mnie – Jan Paweł II.
Po drugiej stronie ulicy, u podnóża Giewontu, jakby odpowiedź: Codziennie o 12. modlimy się za Jana Pawła II.
Pod jego pomnikiem, już na terenie sanktuarium, płoną znicze. Robi się smutno. Ale na pocieszenie przypomina się ulubiony cytat Papieża z Horacego: Non omnis moria – nie wszystek umrę. Patrzymy na Giewont i płyną słowa z jego znanej homilii wygłoszonej na Podhalu: Dzisiaj dziękowałem Bogu za to, że wasi przodkowie na Giewoncie wznieśli krzyż. Ten krzyż patrzy na całą Polskę od Tatr aż do Bałtyku, i ten krzyż mówi całej Polsce: Sursum Corda! – w górę serca!
A w kościele już wisi zdjęcie nowego papieża – Benedykta XVI. Jak by tu trochę nie pasuje. Cała świątynia jest po brzegi wypełniona ludźmi. Ale bynajmniej nie są to górale, tylko jacyś na ciemno ubrani mężczyźni. Czyżby pogrzeb? Okazuje się, że nie, bo po chwili wychodzi ksiądz, wita serdecznie wycieczkę ze Śląska i zaczyna opowiadać historię sanktuarium. W tym czasie mężczyźni błyskają fleszami. Robi się atmosfera trochę jak na wycieczce krajoznawczo-przyrodniczej. Można jednak popatrzeć na witraże, z których spogląda na nas Jan Paweł II. Jakby mówił: Piękno tych świątyń odpowiada pięknu Tatr i jest odblaskiem tego samego piękna, o którym mówią słowa Wincentego Pola wypisane na krzyżu w Dolinie Kościeliskiej: I nic nad Boga. Te słowa przynoszą spokój. Tymczasem ksiądz opowiada o tym, jak tutejsi parafianie modlili się w 1981 r. do Matki Boskiej o zmiłowanie dla Jana Pawła II i przyrzekli, że jeśli mu daruje życie, to w podzięce wybudują Jej wspaniałe sanktuarium.
Tak też uczynili.
Na zakończenie ksiądz prosi wszystkich o uklęknięcie i odmówienie modlitwy. Chwila ciszy… Po czym na ciemno ubrani mężczyźni sięgają znów po aparaty fotograficzne.
– W każdą niedzielę przyjeżdżają tu górale z całego Zakopanego, by modlić się za Jana Pawła – mówi baca z Chochołowskiej. – No tak, ale dzisiaj mamy dopiero czwartek.

Barbara Jagas O D E J Ś C I E I P R Z Y J Ś C I E (cz.II) „Powściągliwość i Praca” nr 7-8 2005
Piątek, 22 kwietnia
„Gazeta Krakowska” pyta na pierwszej stronie Jak Joseph uniesie ten dar i ciężar i drukuje wywiad z bratem Benedykta. Inne dzienniki zastanawiają się nad nowym pontyfikatem. Wszyscy czekają, co powie Benedykt na Placu św. Piotra, jaki ogłosi program.
Na Kasprowym dalej płoną znicze. Jest piękne słońce, napadało śniegu, trasa doskonale przygotowana do nart. Warunki na Gąsienicowej i Goryczkowej jak w środku zimy (!).
Kościół św. Krzyża w Zakopanem – w 1976 r. kardynał Wojtyła powołuje tę parafię. Dzisiaj jest już po wieczornej mszy. Jakaś młodzież śpiewa pieśń o Duchu Świętym, jedna z dziewcząt pięknie gra na gitarze. Ale siostra mówi, że trzeba opuścić świątynię.
– Już zamykamy…
Na zewnątrz tablica upamiętniająca ostatnią wizytę Jana Pawła II, obok bukiet kwiatów. Ale w gablotce parafialnej już zaproszenie na jutrzejszy koncert, ma wystąpić jakiś znany zespół czarnoskórych muzyków. Dla równowagi w lokalnej prasie czytamy, że górale z Poronina, w dowód wierności naukom Ojca Świętego, zlikwidowali agencję towarzyską i zamierzają tam otworzyć nowy biznes.
Sobota, 23 kwietnia
W prasie nadal dominuje tematyka papieska. „Dziennik Polski” donosi, że na pierwszą pielgrzymkę Benedykt uda się do Polski, o czym zapewniają kardynałowie niemieccy. Z kolei „Gazeta Krakowska na Podhalu” pisze o pamiątkach z wizerunkami Jana Pawła, które poznikały z targowisk. – Były różne obrazecki i talyrze z papieżem. Zalegały całe roki, ale my syćkie je wyprzedali, jak Ojciec Święty umarł… Ale za pore dni bedom nowe…– mówią zakopiańskie handlarki.
W Kuźnicach do kolejki na Kasprowy kolejka na dwie godziny stania. Ale przecież można wziąć deski na ramię i podchodzić, jak to zwykł czynić Ojciec Święty, który twierdził, że korzystanie z wyciągów ma niewiele wspólnego z prawdziwym. narciarstwem.
A lubił narty i będąc kardynałem przyjeżdżał co roku do Zakopanego, aby poszusować. Kiedy zagraniczni dziennikarze zapytali go kiedyś, ilu polskich kardynałów jeździ na nartach, Karol Wojtyła miał odpowiedzieć: –
Czterdzieści procent. – Ale przecież Polska ma tylko dwóch kardynałów – dopytywał się inny dziennikarz. – Oczywiście, ale kardynał Wyszyński, prymas Polski, stanowi 60 procent…
Niedziela, 24 kwietnia
Msza poranna w Kościele św. Krzyża. Świątynia zapełniona tylko w połowie, reszta ludzi już pewnie siedzi przed telewizorami w oczekiwaniu na rozpoczęcie uroczystości z Placu Świętego Piotra. W kościele zostaje odczytany list kardynała Macharskiego, który prosi o modlitwę za papieża Benedykta XVI. Ksiądz wygłasza kazanie. – Tylko przez Chrystusa Pana możemy dojść do prawdziwej wiary – tłumaczy. – To jedynie filozofowie uważają, że wszystkie drogi są słuszne, ponieważ prowadzą do jednej prawdy i jednego Boga. – Ale oni się mylą, ponieważ inne religie są tylko poszukiwaniem Boga, a nie prawdziwą wiarą… – tłumaczy ksiądz.
Za ogrodzeniem kościoła wolontariusze zbierają na hospicjum dla dzieci. W zamian można dostać wiosennego hiacynta.
Przed dziesiątą zaczyna się relacja z Watykanu. Pierścień rybaka jest już na palcu właściciela, zaczyna się zarzucanie sieci. Benedykt XVI urzeka swoją mową… Pani w kiosku z napojami wypowiada się dość powściągliwie na temat Ratzingera. – Jest jakiś dziwny… No chciałoby się w jego miejsce zobaczyć naszego Jana Pawła… Jakoś nie pasuje do niego to ubranie… Ale może to dobrze, że wybrano Ratzingera, przynajmniej u Niemców będzie więcej wierzących… Bo u nas dzięki Janowi Pawłowi liczba katolików wzrosła… Mam nadzieję – dodaje.
Żałoba, przynajmniej zewnętrznie, opuszcza Zakopane. Jeszcze powiewają czarne wstęgi na samochodach i busach, gdzieniegdzie poprzyklejane zdjęcia Jana Pawła. – No niech pani spojrzy na naszego Ojca Świętego, jaki to był postawny mężczyzna! A ten Niemiec…? – zastanawia się gaździna z Butorowego. Ubrana w paradny strój góralka powiada: – Wszyscyśmy wiedzieli, że padnie na Ratzingera. On przecież celebrował pogrzeb naszego papieża – Czy mi się podoba?… – Każdy papież jest dobry… Ale ten to nie to, co nasz… Czekałam we wtorek (19 kwietnia) na jego błogosławieństwo i nie doczekałam się. No nie wiem, może akurat wyszłam z kuchni…?
A pani, co widziała? – To dla mnie dziwne, że mamy papieża Niemca – mówi 47-letnia Maria. – Ja nic nie mam przeciwko nim, ale człowiek już tak jest wychowany… No i co, do Niemiec będziemy jeździć na pielgrzymki…? Ale zobaczymy, jak to będzie… Wszystko jest zapisane w Księdze Sabały – mówi.
Co tam mówią? – A co, nie wiecie?
– Jest wyraźnie powiedziane, że po naszym Wojtyle będzie Niemiec. Ale na krótko. Potem przyjdzie Murzyn albo jakiś inny ciemnoskóry. A po nim już tylko III wojna światowa – powiada pani Marysia. A co potem? – Ludzie gadają, i tak jest w tej przepowiedni, że wojna będzie straszna, wszyscy zginą… Tylko na Podhalu zostanie garstka ludzi… Pozostawione po rosie ślady człowieka będzie się całować…
Pod Gubałówką jakby na zawołanie pojawia się ciemnoskóry człowiek z Biblią w ręku. –
Jestem Daniel z Brazylii. Okazuje się, że jest świadkiem Jehowy. O papieżach wypowiada się krytycznie. – Jezus Chrystus nie chciał być królem i zasiadać na tronie – mówi łamaną angielszczyzną. Wszystkiego dobrego, Daniel!
Z Gubałówki rozciąga się wspaniała panorama Tatr. Dzwonią w uszach słowa Jana Pawła II: Ilekroć mam możność udać się w góry i podziwiać górskie krajobrazy, dziękuję Bogu za majestat i piękno stworzonego świata…
Poniedziałek, 25 kwietnia
Kościół bernardynów na Bystrem. Siostra urszulanka z klasztoru na Jaszczurówce przychodzi tu na poranne Msze święte. Ma oczy mistyczki. – Oj, należy się cieszyć z wyboru Benedykta! Przecież to Duch Święty go wybrał! Kardynał Ratzinger był dwadzieścia cztery lata razem z naszym papieżem. To mądry człowiek i teolog – mówi dydaktycznie. – Ach, to pani dziennikarka…
– Oj, nie wolno nam rozmawiać, muszę mieć zgodę matki przełożonej… Ale po chwili zaczyna już nabierać zaufania.
– Znałam Karola Wojtyłę od lat, jeszcze z Poznania, gdzie byłam w seminarium – zaczyna swą opowieść. – Przyjeżdżał do nas na różne uroczystości, odprawiał msze. To był bardzo bezpośredni człowiek. Przychodził do kuchni po wodę… Ale z drugiej strony w jego obecności od początku coś taaakiego się działo… Jednak żadna z nas nie spodziewała się, że ksiądz Karol Wojtyła zostanie papieżem… Chociaż ojciec Pio mu to przepowiadał i siostra Faustyna pisała w swoim dzienniczku, że iskra boża wyjdzie z Polski i rozejdzie się po całym świecie. No, ale dopiero potem to zrozumiałyśmy… Pani pyta, jakim był narciarzem? – Trudno mi powiedzieć, bo jestem w zakonie na Jaszczurówce dopiero od 15 lat… Wiem jednak od matki przełożonej i innych sióstr, że dom urszulanek to było miejsce wyjątkowo bliskie jego sercu.
– Na tym stoku pod Nosalem szusował do pierwszej albo drugiej nad ranem. Mówił żartem, że musi wydychać zły Kraków, bo mają tam złe powietrze. Oczywiście stok był w tamtych czasach czyściuteńki, żadnych cudów, jak dzisiaj, wyciągów…– wspomina siostra.
Teresa na łamach „Tygodnika Podhalańskiego”. – Był gościem, domownikiem, wiele rozmawialiśmy. Przez 16 lat po dwa tygodnie spędzał w pokoju na pierwszym piętrze. Skromność miejsca świadczy, jak niezwykłym był człowiekiem. Kochał zwykłość. Obok skromnego pokoiku jest łazienka, z której korzystał, gdzie do dziś stoją dwa dzbanki, używane przez Karola Wojtyłę – jeden na zimną, a drugi na gorącą wodę, oraz miednica. – Zawsze o wpół do ósmej odprawiał Mszę świętą w kaplicy na parterze, jadł śniadanie z naszym kapelanem i ruszał na narty. Dawałyśmy kanapki i termos z gorącą kawą do plecaka. Kierowca wiózł kardynała do Doliny Chochołowskiej. Tan podchodził na Grzesia i zjeżdżał – mówi 78-letnia siostra Teresa.
– Potem, będąc już papieżem, bardzo tęsknił za nartami i tym wspaniałym miejscem. Któregoś razu w drodze do Morskiego Oka, chciał podobno wstąpić, ale nie udało się… Ksiądz Stanisław (Dziwisz – przyp. red.) opowiadał potem, że kiedy mijali nasz dom, to Jan Paweł II wymienił jednym tchem wszystkie imiona urszulanek – mówi urszulanka spotkana u benedyktynów.
Jego marzenie o wizycie w klasztorze na Jaszczurówce miało się spełnić w 1997 roku. –
Odwiedził nas nieoczekiwanie późnym wieczorem, byłyśmy po kolacji… Wszedł z ochroną, ale jego obecność czuło się bardzo blisko – wspomina siostra. – Potem poszedł już sam na górę do swego pokoju, spędził tam około piętnastu minut – opowiada wzruszona urszulanka. Dostał wtedy od sióstr ogromny bukiet czerwonych róż.
Przed trzema laty podczas pielgrzymki w 2002 roku śmigłowiec z Janem Pawłem tylko przeleciał nad Podhalem i Tatrami.
Maszyna jednak wyraźnie obniżyła lot nad Jaszczurówką. Urszulanki z balkonu machały swojemu narciarzowi pękiem maków. Jan Paweł II kontaktował się z nimi do samego końca. – Jeszcze na Wielkanoc przesłał nam życzenia, pobłogosławił przedszkole, które budujemy …– mówi siostra. – Ale on tu jest wśród nas, ja go czuję – uśmiecha się.
Autokar do Krakowa jedzie wolno, siąpi drobny kapuśniaczek. Na Zakopiance trwają prace budowlane. Jeszcze gdzieniegdzie powiewają na domach żałobne chorągwie. Na stacji PKS w Nowym Targu wiszą już papieskie flagi. W Myślenicach kwitną drzewa… Wiosna!
Kraków. Autobus z Zakopianki skręca w ulicę Wadowicką. Szkoda, że Karol Wojtyła już nigdy nie odwiedzi swojego miasta ani nie pojawi się na ulicy Floriańskiej 3.
Ale przecież jest i pozostanie wśród nas – jak mówiła urszulanka – i będzie nam błogosławił z Okna Niebieskiego.