Historia Macieja Berbeki, jego ostatniej wspinaczki, opowiedziana przez reżysera Leszka Dawida, zapiera dech. Widzimy tam przede wszystkim człowieka, który do końca jest oddany swojej pasji, w której widzi sens życia. A wszystko to dzieje się za sprawą niezwykłego talentu twórcy filmu „Broad Peak” oraz równie wspaniałej osobowości, jaką jest bohater jego obrazu. Dlatego zachęcam do poznania twórczości Leszka Dawida i przeczytania poniższej rozmowy z nim.
Odbyła się w listopadzie 2022 roku po projekcji filmu.

Charakter pisma
Rozmowa z Leszkiem Dawidem, reżyserem filmowym i teatralnym
– Gdyby nie pobyt w Zakopanem i wizyta w kinie „Sokół”, to bym nigdy nie obejrzała „Broad Peak”, ostatniego pana filmu. Nie mam bowiem Netfliksa, jestem trochę indywidualistką.
- Ten pokaz był więc dla takich osób jak pani. A film miał swoją premierę we wrześniu 2022 r. w tymże kinie, gdzie była zaproszona rodzina i znajomi głównego bohatera – także z Teatru Witkacego, gdzie Maciej Berbeka i żona Ewa pracowali. Potem był wyświetlany w kilku miastach Polski przez bodajże dwa tygodnie.
– Film zrobił na mnie piorunujące wrażenie, myślałam, że to wszystko co widzę, dzieje się naprawdę.
- Prawda była dla nas priorytetem. Największym wyzwaniem było to, aby widz nie poddawał w wątpliwość tego, co widzi na ekranie. Świat przedstawiony miał być wiarygodny, by autentyczność przeżycia bohatera nie mogła być kwestionowana. To dla nas było bardzo istotne, dlatego nie wyobrażaliśmy sobie realizacji filmu o Broad Peak, nie będąc z kamerą w Karakorum. Pojechaliśmy tam ograniczoną ekipą, która i tak potrzebowała do obsługi 250 tragarzy wysokościowych. Zatem było to bardzo duże i angażujące przedsięwzięcie. Ale najistotniejszym elementem naszej wyprawy na Broad Peak było to, aby ekipa, a przede wszystkim Irek Czop, odtwórca głównej roli uświadomili sobie skalę przedsięwzięcia i poczuli temat, o którym opowiadamy. Weszliśmy więc na stoki Broad Peak, by tego doświadczyć.
– Niemożliwe, byliście na samym szczycie?
- Byliśmy w kilku obozach w drodze na szczyt Broad Peak. Z kamerą i regularnymi zdjęciami byliśmy w pierwszym obozie, natomiast nasi himalaiści doszli do trzeciego obozu, realizując nam materiał zdjęciowy do postprodukcji. Na zdobycie szczytu zabrakło czasu.
– Myślałam, że zostaliście przywiezieni samolotem.
- No nie, weszliśmy tam o własnych siłach. Karawana na lodowiec pod stoki Broad Peak trwała tydzień i przeszliśmy ją pieszo. Inaczej tam się nie da dotrzeć. Po tygodniu wędrówki założyliśmy bazę i potem stopniowo wchodziliśmy do wyższych obozów, sukcesywnie się aklimatyzując.
– To dlatego, nie tylko dzięki fantastycznej grze aktorskiej, ten film robi tak niezwykłe wrażenie, wrażenie dokumentu, w dodatku świetnie zrobionego. Ja po prostu myślałam, że biorę udział w pierwszej i drugiej wyprawie na Broad Peak, razem z Maciejem Berbeką. A potem jestem żoną, która, jak Penelopa, na niego czeka. Właściwie mogłabym się wcielić w każdą rolę. Gratuluję też pięknej sceny miłosnej…
- Tak, Ireneusz Czop, odgrywający Maćka i Maja Ostaszewska, która wcieliła się w postać Ewy dali z siebie bardzo dużo, widać, że połączyła ich jakaś chemia, a przede wszystkim mają znakomity warsztat aktorski. A w kontekście całej historii – dzięki wyjazdowi w Karakorum, który otworzył nasz okres zdjęciowy ( trwający 3 lata) Irek od początku zdjęć był bardzo świadomy sprawy, którą w filmie poruszamy.
– Z drugiej strony zwróciłam uwagę na ten film tylko dlatego, że robiłam kiedyś wywiad z Wojciechem Barańskim, także wybitnym polskim himalaistą, który dość krytycznie wypowiadał się o postawie kolegów, którzy nie pomogli wtedy Maciejowi Berbece zejść z Broad Peak, choćby jako starszemu koledze.
- Naszym zadaniem nie była ocena moralna tego, co się wydarzyło w 2013 roku. Nie staraliśmy się także odpowiedzieć na pytanie: po co ludzie chodzą w góry. Zresztą kiedyś nakręciłem dokument o innym himalaiście Marcinie Tomaszewskim, któremu to pytanie zadałem, ale nie dostałem żadnej odpowiedzi, tzn. było to dla niego na tyle organiczne, jak powietrze którym oddychasz, że nie silił się na żadne wydumane teorie. Poznając szerzej historię Berbeki, wiedzieliśmy, że ta wyprawa z 2013 roku nie istnieje bez wyprawy w 1988. To na tej wcześniejszej dzieją się właśnie rzeczy, które pozostaną w Berbece na zawsze i uśpione doczekają do 2013 roku, kiedy wybiera się po raz drugi na wciąż nie zdobyty zimą Broad Peak. Ta wewnętrzna historia dokończenia pewnego rozdziału, jak chcą jedni, czy też odzyskania honoru, jak to widzą inni, jest w tym filmie najważniejsza. Można powiedzieć, ze nie zadajemy tym filmem pytania o sens chodzenia po górach, ale o sens życia.
– No właśnie, tak też to odebrałam. Inny pana film „Jestem Bogiem” obejrzałam z kolei w Internecie i powiem, że także bardzo mnie poruszył, chociaż nie interesuje mnie hip-hop. Mało tego, rozwalił mnie tak, że nie mogłam się pozbierać do końca dnia.
- Dziękuję za te słowa, to świetna recenzja. Nie można oczekiwać więcej, niż to, że historia, którą opowiadamy poruszy i zostanie w człowieku choćby na kilka chwil dłużej niż seans. To się rymuje z tym, dlaczego zabieram się za jakiś temat – bo jest w nim coś, co nie daje mi spokoju, chodzi za mną i muszę coś z tym zrobić. To pierwsza podpowiedź dla mojej intuicji czy mam się tym zająć czy nie.
– Nie jest to bowiem film o hip-hopie i nawet nie o muzykach. Ale…
- Pokazany w tym obrazie temat dotyczy wszystkich artystów, gdzie, jak wiemy, trudno jest pogodzić pracę twórczą z innymi sferami życia, zawsze coś jest kosztem czegoś. I o tych tragicznych wyborach opowiada mój film. I o pewnym rodzaju samotności.
– Trochę inny problem porusza pan w „Ki”. Ale myślę, że też jest podobnie zrobiony.
- Jest jakiś charakter pisma, od którego trudno uciec. Ale też nie ma potrzeby, by to robić. On po prostu jest i super, jeśli swój, jak mawiał Wojciech Marczewski „finger print” zostawiasz mimowolnie we wszystkim, co robisz. „Ki” było moim debiutem fabularnym, to w tym filmie kształtował się mój język. Traktuje o młodej kobiecie, która z trudem godzi się na rolę matki, ponieważ ciągle marzy o wolności, a to jest niemożliwe do pogodzenia. Świetna kreacja Romy Gąsiorowskiej. Te filmy łączy to, że wywodzą się z prawdziwych historii. Zawsze gdzieś u podstaw tych fabuł leży czyjeś prawdziwe życie. To daje ogromy ładunek prawdy dla postaci.
– Film według teoretyków kina, w tym Karola Irzykowskiego, ma spełniać kilka funkcji, w tym – katharsis (oczyszczającą). Dla widza. Ale moim zdaniem oczyszcza także twórcę. Z czego oczyścił pana „Broad Peak”?
- To trudne pytanie. Z wielu emocji nie zdawałem sobie sprawy… Ale na pewno robienie filmów jest bardzo ciekawym procesem samym w sobie, i ten proces lubię najbardziej. Odkrywam historię, tworzę ją, a jednocześnie wiele się od niej uczę.
– Co panu daje zawód-reżyser, a co zabiera?
- Ten zawód daje mi ogromne możliwości opowiadania historii, mierzenia się ze światem, szukania odpowiedzi na podstawowe pytania. Natomiast zabiera wszystko inne. To bardzo zaborczy zawód.
– A jak pan ocenia kondycję współczesnego kina?
- Uczę w Szkole Filmowej w Lodzi i Szkole Wajdy w Warszawie i spotykam młodych ludzi, którzy przychodzą ze swoim światem i chcą o nim opowiadać w bardzo wyrazisty, indywidualny sposób. Chcą przekraczać granice i próbować nowych rozwiązań. Podejmują aktualne i ważne dla nich tematy. Dostrzegam w nich niezgodę na świat, którzy zostawili im dorośli. W tym buncie oraz potrzebie, by się tym dzielić widzę nadzieję dla kina.
– Co pan mówi studentom na pierwszym roku?
- Mówię im, że reżyseria to dokonywanie wyborów, wszystko jedno jakich – dobrych, złych, ale muszą ich dokonywać, bo inaczej stoją w miejscu. Największą blokadą młodych (i nie tylko) reżyserów jest strach przed podejmowaniem decyzji. Czeka się, aż przyjdzie pewność, że podejmuje się jedyną słuszną decyzję, ale ta pewność nie przychodzi. Trzeba ryzykować.
– Słyszałam, że przymierza się pan do sportretowania Krzysztofa Komedy.
- Na razie czekamy na rozwiązanie kilku kwestii formalnych. Są problemy ze spadkobiercami muzyka, nie wszyscy widzieliby jego historię tak samo. To standardowa komplikacja przy filmach opartych na biografiach znanych i wyjątkowych ludzi.
– Czy z rodziną Macieja Berbeki było inaczej?
- Tak, tam nie było żadnych sporów. Mieliśmy ogromne wsparcie i zrozumienie ze strony tej rodziny, ale także od innych uczestników tamtych zdarzeń. Poświęciliśmy dokumentacji tematu prawie półtora roku. To był ciąg spotkań, rozmów i pytań. Ale było dla nas ważne, by odrobić tę lekcję solidnie. Podobnie zrobił Maciek Pisuk, pisząc scenariusz „Jesteś bogiem”. Dzięki temu historia jest kompletna i wielowymiarowa.
——————————————-
Na zdjęciu Leszek Dawid – fot. Rafał Placek, Gildia Reżyserów Polskich