Cóż wart byłby czerwony dworek w Krasnogrudzie, gdyby nie słynny jego mieszkaniec Czesław Miłosz. Czy ktoś inny równie pięknie rozsławiłby tutejsze bory-lasy, a także specjalne chmury, o kształcie których pisano wiersze. Nie mówiąc o żabach i różnych innych dziwnych mieszkańcach pobliskich mokradeł.
Kultura składa się ze śladów, śladów bytności różnych ludzi – mniej lub bardziej znanych. Choć jej początki były w zabawie, jak pisał słynny Huizinga, jej znawca. Trzeba bowiem nazwać owo piękno, które widzimy, a nie tylko je przeżyć.
Kultura czasem składa się z faktów, ale te przeważnie różni jej interpretatorzy, mówię o historykach, przeinaczają. Bardziej więc kultura czerpie z nazewnictwa tego, co ludzie sobie pokazują, opowiadają i przeżywają. Bogactwo języka składa się na kulturę, bo z niego ona żyje. Ubóstwo językowe prowadzi do jej zaniku, tak samo jak lenistwo umysłowe itp.
Gdyby Miłosz nie studiował literatury, a także prawa, nie był z dobrego domu, nigdy nie stworzyłby wierszy (intelektualnych), które pogłębiają przeżycia czytelnika, albo je nazywają.
Gdyby nie przeszłość, jej ślady, opisane, nazwane, nie mielibyśmy kultury, żylibyśmy w stanie medytacyjnym, jak pierwotne ludy. Albo Adam i Ewa, którzy do szczęścia nie potrzebowali nic, lub niczego.
Niestety, niektórych miejsc już nie ma, ale w każdej chwili możemy mieć do nich dostęp dzięki poetom i artystom, którzy na swój użytek przetworzyli zasłyszane historie, a także swoją własną pamięć (o nich). Tak się stało z Miłoszowymi Szetejniami, w których się urodził, majątku matki, nad rzeką Niewiażą. I do których tęsknił całe życie, a zręby tego klimatu opisał w „Dolinie Issy”, mitycznej krainie dzieciństwa.
To dzięki innemu pisarzowi, Melchiorowi Wańkowiczowi, a mojemu krewnemu, mogłam się dowiedzieć jak wyglądał dwór w Nowotrzebach nad tą samą Niewiażą, skąd moje przodki – babcia Róża Korewa, jej ojciec Seweryn – powstaniec styczniowy i sybirak, jego żona zwana ciotką Korewiną, a moja w końcu prababka. Szkoda, że nie poznałam reportażysty, bo może więcej bym się dowiedziała o wspólnej praprababce Feliksie Konstantowej Szwoynickiej, która zarządzała Nowotrzebami, a przede wszystkim o mojej babci Rózi, z którą Mel biegał po ogrodzie…
CDN.


