<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Barbara Jagas</title>
	<atom:link href="https://reportazbarbaryjagas.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://reportazbarbaryjagas.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 29 May 2026 17:44:10 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/cropped-quill-1-32x32.png</url>
	<title>Barbara Jagas</title>
	<link>https://reportazbarbaryjagas.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>ALBO-ALBO, czyli Athe, Zeo i Cyklady</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/9158-2/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/9158-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 May 2026 23:41:24 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do nabycia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=9158</guid>

					<description><![CDATA[Cykady na Cykladach, tak chciałam je usłyszeć, o czym śpiewała boska Kora, czyli córka bogini Demeter. Ale się nie dało, bo przecież płynęliśmy, a na wyspach i tak spaliśmy na łajbie, kiedy to najbardziej słychać ich świerk, jeśli można tak powiedzieć. Bo tak – właśnie wydają tego typu dźwięk, bliżej nieokreślony, jak to świerszczyki, czyli [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><u>Cykady na Cykladach, tak chciałam je usłyszeć, o czym śpiewała boska Kora, czyli córka bogini Demeter. Ale się nie dało, bo przecież płynęliśmy, a na wyspach i tak spaliśmy na łajbie, kiedy to najbardziej słychać ich świerk, jeśli można tak powiedzieć. Bo tak – właśnie wydają tego typu dźwięk, bliżej nieokreślony, jak to świerszczyki, czyli pasikoniki.</u></p>
<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-9169" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/c2-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/c2-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/c2-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/c2-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/c2-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/c2-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><u>Wyruszyliśmy w niedzielę o świcie, albo prawie o tak wczesnej porze, bo przecież nikt na takim rejsie, który ma być bardziej relaksem niż obozowym rygorem nie mierzy czasu; nie ma na morzu ani kalendarzy, ani zegarków, tak jak to mieli, lub mają, bo nie wiem, czy jeszcze żyją, przyjmijmy jednak, że tak, Hunzowie, lud pochodzący od Greków, potem się trochę skundlił, ale nieznacznie, w każdym razie potomkowie rycerzy Aleksandra Wielkiego, którzy uciekli nie wiedzieć czemu w Himalaje, gdzie założyli komunę; a później królestwo, które jednak nic wspólnego z monarchią nie miało, bo król z królową byli tylko liderami, wykonując w czasie wolnym od rządzenia takie same prace jak inni. (Relację o nich, Hunzach, przeczytałam w książeczce reporterskiej jakiejś współczesnej amerykaskiej dziennikarki, zakupionej na Allegro.  Pani Barbara, bo chyba tak miała na imię, poleciała w góry prywatnym samolotem, bo miejsce życia tych ludzi jest niedostępne inaczej. Pisała, jak zaskoczył ją widok grających w siatkówkę mężczyzn, którzy &#8211; jak się okazało &#8211; mieli po 150-160 lat. &#8211; Skąd taka żywotność w tym wieku i w ogóle taki wiek tych ludzi?!, okazało się, że nie gimnastyka, nie biegi i nie drastyczna dieta to sprawiły, a tryb życia, i filozofia. Polegała  w skrócie na tym, że wszyscy Hunzowie byli sobie równi, nie ma więc zawiści, konkurencji, walk między nimi, wszyscy pracowali fizycznie, głównie zajmując się uprawą roślin i hodowlą bydła, a poza tym są wobec siebie przyjacielscy, bo od siebie nawzajem tylko zależą, stanowią coś w rodzaju wczesnych komun chrześcijańskich.)</u></p>
<p><u>Podobne obyczaje, czy raczej zasady, panują na jachcie, gdzie – oprócz kapitana – który nim zarządza, ale obok tego jest po prostu morskim bratem, wszyscy są równi. Dlatego od początku poczuliśmy jedność i radość ze współdziałania. Dopiero w późniejszym czasie ujawniły się między nami różnice, charakterologiczne, ale nie tylko. O czym za chwilę.</u></p>
<p>Skład naszej drużyny, jak to się dzisiaj modnie mawia, stanowił mieszankę wybuchową. Było wśród nich dwoje melancholików, których można by nazwać romantykami, para stąpająca mocno po ziemi – ona zorganizowana, konkretna, on – równie szybki w działaniu, ale typ wykonawcy, byli mieszaniną wszystkich czterech osobowości według Hipokratesa, może najmniej w nich można było znaleźć melancholii, choleryk pokręcony z sangwinikim, choć nieraz łapała go melancholia, sangwiniczka połączona z choleryczką, a także para wykazująca brak charakterystycznych cech, które określałyby ich osobowość, według tegoż starożytnego myśliciela i lekarza, o którym była mowa. Dlatego na użytek naszych rozważań, a może opowiadania, nazwijmy ich Athe i Zeo. Athe to skrót od Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwości, Zeo – od Zeusa, choć w tym przypadku można by spokojnie nazwać go Jezusem, ponieważ ten najważniejszy bóg Olimpu nie należał do najłagodniejszych, raczej można go było spotkać, nadal tak jest, jak ciska piorunami. W sumie, gdyby się uprzeć, u pozostałej szóstki też można by znaleźć ślady boskości, ale dla uproszczenia zostawmy ich przy swoich ludzkich imionach, skracając je nieco, by jednak tym światłem trochę rozjaśniali rzeczywistość, a jednocześnie nie różnili się aż tak od naszej pary wybrańców. W końcu niejednokrotnie wszyscy razem, jak wcześniej ustaliliśmy, stanowili połączony miłością ludzki zespół, a nie zbieraninę egoistów. (Chociaż zdarzało się i tak, niestety. Ale o tym później.)</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-9170" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/C1-300x169.jpg" alt="" width="300" height="169" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/C1-300x169.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/C1-1024x576.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/C1-768x432.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/C1-1536x864.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/C1-2048x1152.jpg 2048w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/C1-800x450.jpg 800w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p>Ale różniliśmy się także, pięknie, wiekiem, nie tylko płcią i cnotami, lub ich brakiem. Artu z Ingą byli z nas najmłodsi i w sumie ta ich melancholia mogła być nieco udawana, introwertyzm także – nieco kontrolowany, bo po prostu nie czuli się swobodnie. Gdyby popłynąć z nimi po raz kolejny może okazałoby się, że Inga potrafi huknąć, gdy ktoś ze starszych zwróci jej uwagę, zresztą uczyniła to nawet raz, gdy Iwa – z nas chyba najbardziej leciwa, zapytała, co robi, gdy ta tylko piłowała swoje paznokietki. (Dodajmy, że pytanko było złośliwe, bo tak naprawdę chodziło o to, by popędzić dziewczynkę do roboty, albo – skrytykować, że tylko siedzi i oporządza te paznokcie albo patrzy w ekran smartfona, podczas gdy Iwa, nasza mądrala, co na każdy temat ma swoje zdanie, i tylko jej liczy się, czyta np. harlekiny, a nie bumeluje /jej zdaniem, rzecz jasna/.) Lwia z Adem stanowili wiek średni, dochowawszy się już młodzieży, która studiować zaczyna, jednak z najmłodszymi znaleźli szybko wspólny język, dyskutując o ich skończonych szkołach i pierwszych krokach w życiu dorosłym. Nigdy nie pozwoliłbym córce jeździć na motorze, to szalenie niebezpieczne, rzekł któregoś dnia Artu do Lwi, a raczej Ada, który jako ojciec bardzo obawiał się spełnić marzenie swej córy, które popierała jej matka Lwia, uznając, że wysportowana kobieta, to niezależna kobieta, a motor miał być tego również określeniem. Jej wyemancypowanie nawet raziło, gdy wyprawiła kiedyś Ada do sklepu po produkty, dyktując co ma kupić, a nawet rozkazując, by nagrał to na dyktafon. Być może brało się to z faktu, że była lekarzem, ale takim, który nie znosi sprzeciwu pacjenta. I tak mniej więcej traktowała swego męża. Amen.</p>
<p>Iwa, najstarsza (metrykalnie) i najbardziej puszysta, jak to się dzisiaj określa, dała się od razu poznać jako gaduła nad gadułami. Na szczęście, oprócz zanudzania innych swoimi wspomnieniami z poszczególnych prac, i układów tam panujących, wykazywała duże poczucie humoru, czym zarażała Nusza, bardziej spokojną niż gwałtowną duszę. Przy niej Nusz się rozkręcał i stawał może nie gadułą, ale w pełni mieszanką choleryczno-sangwiniczno-melancholiczną (to ostatnie miejscami, gdy nikt nie widział).</p>
<p><img decoding="async" class="size-medium wp-image-9161" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/dlaHeniaM1-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/dlaHeniaM1-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/dlaHeniaM1-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/dlaHeniaM1-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/dlaHeniaM1-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/dlaHeniaM1-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><u>Atena zwana Athe była kobietą bez wieku, jak to bóstwo, można powiedzieć, że wiecznie młoda, zresztą tak o sobie mówiła. Z kolei Zeus, takoż bez metryki, raz wyglądał jak chłopak, a innym razem – jak niedoszły emeryt, choć bez grama tłuszczyku, choć z niewielkim brzuszkiem, który jest typowy dla pewnego wieku, już; w każdym razie nie mają ich młodzi mężczyźni – co to smukli są, umięśnieni lub opaśli. Ścieżką Jezusa podążał, czyli niby starzał się zgodnie z wiekiem, ale z drugiej strony, przy braku zgody nań, pokrywał smutek i zgorzknienie śmiechem, którym zarażała go Athe</u>; tak Zeo zdecydowanie lgnął do energicznych, radosnych i pozytywnie nastawionych (jakkolwiek by to źle, czy zbyt modnie, brzmiało) kobiet, nawet czasem oglądając się za nastolatkami  &#8211; w nadziei (złudnej, o czym sam wiedział), że może któraś go zechce. A wtedy&#8230; a wtedy udowodni sobie, że jest całkiem młody, tak jak tego gorąco pragnął (ale tylko czasami. Przeważnie jednak godził się na swój wiek i w ogóle życie jako takie, przypominając sobie nauki Kościoła katolickiego. Choć nie do końca. Jednak bunt w nim był, o czym świadczyły: zainteresowania ezoterą i taichi.)</p>
<p>Nie omówiliśmy jeszcze sylwetki Nusza, typowej dla pana po 70., jednak dobrze utrzymanego. Były dni, gdy można było ze spokojem dać mu 60-kę, a nawet lekko nadszarpniętą 50-kę. Wiadomo przecie jak dziś wyglądają przepracowani mężczyźni, w wieku średnim – jak staruszkowie. Chociaż nie palił – nawet fajki. Za to popijał gorzałkę, z dużym wdziękiem, raz nawet wszystkim postawił siedmiogwiazdkową Metaxę. Tak, Athe, wyjaśniał bogini, która przecież nie pije, to boski napój (tak się wyraził)(i chyba miał rację) &#8211; przez siedem lat stał ten trunek w dębowych beczkach. I czekał, he-he-he, aż my się go napijemy. Skubał się przy tym w kilkudniowy zarost, z radości wspólnej degustacji, która miała niebawem nastąpić, który specjalnie zapuścił na ten czas, odpoczynku time. Wtórowała mu Iwa, prawdziwa miłośniczka procentowych nektarów, tj. szczerzyła swe piękne ząbki na tę myśl, tę samą myśl.</p>
<p>***</p>
<p>Okeanos, bóg wód, był tym razem miłosierny dla ósemki śmiałków, nie kołysząc Adriatykim, ani nie wzywając żadnej z boginek wiatru, by trochę dmuchnęła w żagle. Na Rodos, wyspę róż, którą ofiarowano kiedyś Heliosowi, wszystkowidzącemu bogowi słońca, a gdzie wprzód płynęli, ale dwa lata temu, podróż wyglądała zupełnie inaczej. Szalał sztorm, mogło być 9 stopni w skali Beauforta, siła wiatru dochodziła do 80 km na godzinę, a fale wydawało się, że zaleją pokład. Tylko dzięki Danie, nie mylić z Dianą, która wtedy była u steru, a pomimo braku patentu sternika kierowała jachtem idealnie (nie ma się co dziwić, miała wcześniej dwóch mężów, z których jeden posiadał jeszcze większy jacht, więc po prostu była zaprawiona w bojach. Jeździła też świetnie samochodem.) Nawet kapitan Nusz nie mógł się nadziwić, że ta dama steruje żaglowcem prawie jak on. A tamtego roku mieli trochę inny zestaw załogi – czwórka z tegorocznej Anny 2, Dana oraz małżeństwo żeglarzy ze Śląska – ona dominująca półgaduła, on – cichy wykonawca, typowy introwertyk, choć z kiełkującym ekstrawertyzmem, który przejawiał się tym, że Mark ciągle był do wzięcia, jednym słowem kapitan Nusz mógł spokojnie na niego liczyć, nawet jak zepsuł się motor (na którym nie za bardzo się znał, ale chciał się znać, a chcieć to móc). Nata zresztą także, pomimo złamanej nogi, a w zasadzie, konkretnie nogi w półgipsie, była niezwykle pomocna i społeczna, ale to bardziej wynikało z jej ekstrawertycznej natury. Ciągle też zagadywała Athe, bo ona także z nimi płynęła, w nadziei, że sobie pobiesiadują i po prostu poplotkują. Niestety, Atena nie była wtedy w Wyższych Boskich Energiach, a przebywała raczej na Nizinach, dopiero co wyszła z kolejnego dołka, bo kiedy stawała się człowiekiem, jej perspektywa zamykała się, tak jak to bywa zwykle, u normalnych ludzi – raz jesteśmy przygnębieni, smutni, a innym razem weseli – wtedy perspektywa nam się poszerza. A więc na zaczepki, jako zwykła dziewczyna, w dodatku smutna, bo rozpamiętująca różne historie z przeszłości, także śmierć ojca, po prostu nie odpowiadała. Natka jako pedagog więzienny, a więc doświadczony psycholog niemal, próbowała ustalić przyczynę tego zamknięcia. Tata? Tak, odpowiadała Atenka, aby odczepić się od natrętki, bo tak naprawdę ogólnie czuła się źle – i fizycznie, i psychicznie. Nie chciała wcale jechać w żaden rejs, ale skoro zapłaciła, trudno – w końcu podjęła decyzję, że płynie (choć do końca się opierała. Mówiła nawet Ranowi, jej narzeczonemu, że zostaje. Zobaczysz, on na to, pojedziesz, zawsze mówisz, że ci się nie chce, a potem ruszasz. Śmiał się. Tak, w takich sytuacjach pozwalał sobie na radosny uśmieszek, jeśli można w ogóle tak rzec.)</p>
<p>Co ty mówisz, Athe, przecież nie byliśmy na Rodos, odparł Kaptain, kiedy Atena oddała się wspomnieniom. Jeśli nawet, to co? To nic, tyle, że Rodos nie należy do Cyklad. Aha. Atena nie próbowała dyskutować z kapitanem, ponieważ wyspy na ogół myliły jej się bardzo, zwłaszcza po powrocie do domu, gdy chciała o nich napisać. Pewnie, że podporą jest zawsze wikipedia, czy też zwykła encyklopedia, ale Atha w tym przypadku niechętnie z tego korzystała, by nie być posądzoną o plagiat. Plagiat? Jaki plagiat? Ale bogini mądrości wiedziała o czym mówi, nawet gdy ktoś inny nie miał o tym pojęcia. Za to odwiedziliśmy Paros, z tym, że nie od razu, rzekł Kaptain. I wtedy Athe przypomniała sobie, że musieli dopłynąć do Parikii, miejscowości, która słynie z marmurów, powstały z nich przecież słynne rzeźby: Wenus z Milo i Nike z Sanotrali. Mówił o tym sam kapitan, przynajmniej o pierwszej rzeźbie, drapiąc się z dumy po świeżej bródce. Z dumy, że zna historię nie tylko starożytności, a także iż może się swoją wiedzą podzielić. Bo. Czasami lubił  się dzielić, na pewno cenił to u siebie.</p>
<p>No więc ten sztorm musiał być gdzieś indziej, pomyślała Athe. Ale już nie dociekała gdzie. Na pewno w jakimś cennym miejscu, bo przecież na Adriatyku nie ma zwykłych miejsc. Każdą wyspą opiekuje się jakieś bóstwo, inaczej mówiąc jest czczone przez jej mieszkańców, w wielu grotach, prawie we wszystkich rodzili się bogowie, np. Zeus.</p>
<p>Ale gdyby zapytać Zeo, gdzie się zaczęło jego istnienie, nie powie, nie pamięta.</p>
<p>Nie ma się czemu dziwić, w końcu było to bardzo dawno. Choć z drugiej strony&#8230; czasu podobno nie ma. (To ludzie go wymyślili na swój użytek, by przeżywać w zorganizowany sposób swe życie.)</p>
<p>Teraz Atena obserwowała kierunek podróży, a potem śledziła wpisy w Dzienniku Yachtowym. I choć to nie było w jej stylu, bo przecież bogini może być wszędzie jednocześnie, to pierwszą wyspę nawet sama zapamiętała. Choć pamięć nie była jej przecież do niczego potrzebna. (Jak wiemy, wieczność nie zna czasu, a więc po co coś pamiętać.)(Proste? Proste.)</p>
<p>Nawet kapitan tuż po wypłynięciu z mariny w Kalamaki, kiedy opuszczaliśmy Ateny, na pytanie któregoś z nas, dokąd płyniemy, odpowiedział: Nie wiem, czy coś takiego. Widać nie obrał sobie żadnego celu. Tam, gdzie będzie wiał jakiś wiatr. Rzekł po chwili. Jednak widać było po nim, że nie jest nastawiony na zaliczanie czegokolwiek albo odkrywanie, zwiedzanie itp. Nusz pragnął luzu, szumu fal, zapachu morza, śpiewu delfinów i niczego więcej, potem i tak siedział w łodzi, nie chciało mu się spacerować po wysepkach. Natomiast gdy inni się gdzieś wypuszczali, np. Athe i Zeo, szczególnie oni, to wstępowała w niego złość. Czemu? Nie wiemy. Możemy jedynie się tego domyślać, ale o tym – cicho-sza.</p>
<p>***</p>
<p><u>Czemu płynąc po Morzu Egejskim, gdy nic się nie dzieje, masz do zrobienia tylko tyle, ile wymaga od ciebie obowiązek np. wachty, a za tym idzie pilnowanie kursu, czasem kapitan pozwoli posterować dłużej niż godzinkę-dwie, innym razem musisz ugotować makaron z sosem pomidorowym, czujesz się wolny i szczęśliwy. Patrzysz sobie na morze, które prawie się nie zmienia, jest tylko jasno lub ciemnoszmaragdowe, chyba, że jest sztorm, to bywa szare, raz na jakiś czas pojawi się delfin lub zobaczysz z daleka grzbiet rekina, i to jest to, cieszysz się jak dziecko. Czas się poszerza.</u></p>
<p><u>Czasem wejdziesz w jakąś dłuższą gadkę z innym żeglarzem, innym razem zanucicie sobie piosenkę, to znów zatopisz się w lekturze, którą nieopatrznie zabrałeś ze sobą (bo przecież po co ci ona tutaj. Lepiej czytać coś z Jaźni, z którą się łączysz wraz z innymi, z Kroniki Akaszy, jeśli ktoś w nią wierzy.) Możesz też niczemu nie poświęcać uwagi, nawet rozbryzganym falom, które pluskają o burtę. Medytujesz, pyta cię kapitan. Tak, oj tak, ale tak naprawdę nie wiesz.</u></p>
<p><u>Nie ma czasu! Nawet wtedy, gdy przesypiasz go w kajucie za dnia. A z drugiej strony czujesz się nasycony, pełen wrażeń bez wrażeń. </u></p>
<p><u>***</u></p>
<p><u>Skupiłam się na czujniku pokazującym wiatr, ale nie mogłam go odczytać. Nic dziwnego, było zaledwie 2 węzły i wskazówka zaledwie drgnęła. Od pół godziny jechaliśmy na motorze. Ale wstyd, powiedziałby mój ojciec. No cóż, i takie żeglarstwo trzeba zaliczyć. Powierzchnia morza była prawie płaska, a niewielkie zmarszczki ledwo było widać. Ale flauta, powiedziałby tata i zacząłby szukać miejsca, gdzie dochodzi do jakiegoś ruchu powietrza. Jednak kapitan się nie śpieszył, siedział za sterem, tak pro forma i delikatnie drzemał. Odsypiał wszystkie swoje prace i naprawiał troski, które rujnowały mu nastrój przez ostatnie tygodnie. Na szczęście miałam wachtę, więc mógł spokojnie wypoczywać, nie obawiając się, że ktoś nadpłynie znienacka. Jak te okręty bojowe NATO, które pojawiły się znacznie później. Jechały w zwartym szyku, bezszelestnie, aż dziw, miały w sobie jednocześnie grozę i elegancję, nie wiadomo czego więcej. </u></p>
<p>Dochodziło południe, upał był niemiłosierny, dlatego rozłożyliśmy daszek, aby słońce nie patrzyło nam prosto w oczy. Nagle ni stąd ni zowąd usłyszałam znajomy dźwięk, jakby delikatne gwizdanie. Obejrzałam się do tyłu&#8230; i co widzę – delfinka w pełnej krasie. Podpłynął prawie pod samą łódź, zrobił kilka zawijańców, jakby bawiąc się z nami, i spokojnie odszedł, nawet nie zdążyliśmy go niczym nakarmić.</p>
<p>Nic nie wiedziałam na temat Kei, w kierunku której, jak się dowiedziałam, płynęliśmy. Bardzo często tak robię, że nie przygotowuję się do podróży, by nie zamącić sobie pola widzenia i odczuwania. Bo to tak jest, że gdy za dużo na jakiś temat wiemy, to mózg, umysł, jak zwał, tak zwał, skupia się głównie na tym. Zbyt duża ilość wiedzy jest wręcz obciążająca dla nas, bo sprawia, że po prostu się męczymy, chcąc wszystko obejrzeć, wszystkiego dotknąć. I co to wtedy jest za wypoczynek, panie&#8230; Brak wiadomości powoduje przede wszystkim spokój, że niczego nie trzeba&#8230;.(i tu sobie każdy wstawi, co chce). A mnie o to chodziło i myślę, że reszcie załogi też.</p>
<p>Obiad, zawołałam, bo mieliśmy jeszcze z Zeo wachtę w kuchni. Proszę wszystkich do stołu&#8230; W zasadzie trzeba było zebrać kolegów w mesie, bo tam było najchłodniej, ale każdy na razie chciał jak najwięcej przebywać na powietrzu, więc zrobiliśmy posiłek na pokładzie.</p>
<p>Nie była to żadna grecka ryba smażona wraz z czosneczkiem, bo nikt jej nie kupił, ani gyros (w końcu wszyscy go znamy) lub musaka albo chociażby zapiekanka z bakłażanami, a nasz polski kurczak, choć zakupiony w ateńskim markecie, pokrojony w kawałeczki, a w zasadzie wyszarpany w cieniutkie pastereczki (czemu? Bo nie było normalnego ostrego noża. Męczyłam się więc okrutnie, przy pomocy dziecięcego nożyka. Ale efekt był.) podsmażony z cebulką i warzywami, do tego ryż. Tego typu mamałygi każdemu smakują i łatwo je robić, chociaż ja akurat bardzo się starałam, dodając orzeszki, migdałki, rodzynki, sosik pomidorowy, oliwki, co tam znalazłam. Zeo, obiecał wcześniej, że będzie gotował, bo ja nastawiałam się na słodkie lenistwo, przypilnował tylko ryżu. Myślałam, że wyjdzie sypki, ale i tak nikt nie zauważył, że został rozgotowany. Wszyscy byliśmy szczęśliwi, że jemy na łodzi, a na świeżym powietrzu w zasadzie nie ma rzeczy, która by nie smakowała. Na deser, zamiast lodów (bo kto by je robił) rozłożyłam jogurt z miodem i miejscową marmoladą, niektórzy, z większym zapotrzebowaniem na kalorie, wzięli sobie dokładkę ryżu, polewając go jogurtem na słodko, z cynamonem. Po wszystkim usłyszałam jakieś echa zadowolenia, co mnie spokojnego i radosnego człowieka lekko jednak ukłuło, bo i ja lubię pochwały, jak każdy. (Tym bardziej, że nie szczędziłam słów zachwytu nad śniadaniem, zrobionym przez poprzednich dyżurnych, które przecież było nijakie, pośpiesznie zrobione i bez pomysłu.) A tutaj na dodatek dostało mi się od Nusza, że za wolno zmywam i w ogóle tracę zbyt wiele wody, a poza tym chyba zaczął się wiaterek i trzeba pomagać, jak to w zespole żeglarskim – jeden drugiemu.</p>
<p>Wkurzyłam się okrutnie, ale połknęłam złość ze śliną, nie chcąc robić afery z byle powodu. Odwrotnie niż Nusz, który jak się później okazało lubi nakręcać się złością tylko wtedy, gdy coś jest nie po jego myśli. Nusz ma swoje zdanie i jest ono niepodważalne, wszyscy muszą się z nim zgadzać, nawet gdyby on nie miał racji. Takie kapitańskie tango nam zafundował przez cały rejs. Zresztą miał też klakierów w postaci Lwi i Ada, a zwłaszcza pani doktor, która jak to medyk stosowała się do określonych zasad, ściśle, jeśli nawet nie miały one uzasadnienia. Ad zaś musiał klakierować ze względu na zależność od Lwi, która pełniła rolę lidera w ich związku. Podobnie Iwa, wzmacniaczka Kaptaina, która w ten sposób dodawała mu odwagi, gdy w jego zachowaniu pojawiała się chwila zwątpienia. Bo umówmy się, nie był to człowiek ze stali, czyli bez uczuć, śmigały one pod tą kapitańską skorupą bez przerwy. A to spojrzał z tęsknotą w niebo, a to uśmiechnął się do niewidzialnej nimfy, a to oczka mu się zaszkliły na myśl&#8230; choć nie wiadomo jaką.</p>
<p>I w tym kapitańskim kombinezonie widziałam jak miota się mały chłopczyk, którego nikt nie słucha. Bo być może odebrał podobne wychowanie do Athe, zgodne z zasadą, że dzieci i ryby głosu nie mają. Dziewczynki nie płaczą (Athe w ten sposób próbowała kiedyś wyrażać złość. To od razu dostawała reprymendę, że jest złośnicą, a złościć się panience nie przystoi.), tym bardziej chłopcy (no właśnie nie wiadomo, jak to mogło być z chłopczykiem-kapitanem, możemy się tego tylko domyślać). Z kolei Iwa zawsze każdego przekrzykiwała, albo wręcz zagłuszała, kto wie, może odebrała podobne wychowanie, tyle, że w dorosłości postanowiła przesadnie zaznaczać swoją obecność, i czerpać z tego radość (w końcu!).</p>
<p>Kiedy Athe miała dość ludzi, wchodziła w swoją Przestrzeń, gdzie nie ma ludzkich wybryków, a raczej nikt ci nic nie jest w stanie zrobić, bo w Przestrzeni Owej brak myśli, króluje tam Jedno, można nazwać to Miłością. Właściwie częściej w niej przebywała niż w normalnym ludzkim świecie, w końcu była boginią.</p>
<p>Podobnie Zeo, a w zasadzie Jesz, który przesadnie wszystko i wszystkich tłumaczył, bez słów sprzeciwu wykonując każde, nawet najgłupsze zadanie, wygłoszone z ust szefa, i nie tylko. Nic dziwnego, szedł drogą Chrystusa (dla Athe to była przeszłość)(A w zasadzie przyszłość, bo przecież chrześcijaństwo narodziło się dużo później.)(Z drugiej strony, wiadomo, że przecież nie ma czasu, a ona – jak nikt inny – to wiedziała. Przynajmniej w tym składzie.)</p>
<p>A teraz można było zaobserwować niewielkie falki, które pluskały o łajbę, raz były koloru szmaragdowego, to znów przechodziły w ciemniejszy chabrowy, wszystko w zależności od słońca i chmur, które nie wiadomo skąd nadeszły. Kapitan nagle rzekł: chłopcy, do mnie, będziemy zakładali grota, poradzicie sobie?, zapytał niby na poważnie, przecież wiedział, że dadzą radę, mało tego, był o tym przekonany. Na jachcie doszło do poruszenia, nawet Iwa przestała opowiadać historie swoich prac, tak ją postawił na nogi Kaptaina głos, dotąd bowiem cichutko sobie siedział i jednym uchem słuchał jej wywodów. Zeus wykaraskał się ze swojej komórki, chociaż trudno powiedzieć, aby można było nazwać w sumie największą kajutę, jaką dostał, bo z podwójnym piętrowym łożem. Dawaj, Zeo, do roboty, no przestań ziewać, obsztorcował go Nusz, który przeważnie tak robił, uznając widocznie, że inaczej ten spokojny mężczyzna nie miałby motywacji do działania, a przecież to był błąd.</p>
<p>Nasz statek nabrał rozpędu, żagle załopotały na wietrze, zrobiło się rześko, upał prysł. Atena także przyjęła wojowniczą postawę, Artu poszedł na dziób. Inga zaczęła nerwowo obgryzać paznokcie, nie wiedząc co robić, Lwia z Adem chwycili za cumy. Przecież wiadomo, że te sznurki mają inną nazwę, ale Athe za długo była na słońcu i zapomniała jak naprawdę się je określa.</p>
<p>Kea. A właściwie Keos, po starogrecku, przywitał ich z oddali niczym jakiś kolejny bóg. Przynajmniej tak im się wydawało.</p>
<p>Atena pomimo tuniki, jaką miała na sobie, była długa do pięt, dzięki czemu mogła teoretycznie lepiej chronić się przed słońcem i upałem, przybyła do portu cała mokra. Dodatkowo zgrzała się w mesie, gdzie kapitan oszczędzał na klimatyzacji, a przecież obiad przygotowała dość solidny.</p>
<p>Kolacja, gdzie kolacja, podniósł głos boss, gdy prawie już dobijali do brzegu. W taki upał, kolacja, myślała, że wypiją po kefirze i czym prędzej zejdą na ląd, by się wykąpać. Ale ponieważ była to szybka dziewczyna, i przez swego ojca – Dzeusa, jednak nauczona porządku i dyscypliny, zorganizowała posiłek w tri miga. Tylko Zeo, a właściwie Jeszu, niepotrzebnie wkroczył, proponując załodze naleśniki. Naleśniki?, czyś ty oszalał Ze, krzyknęła zwykle spokojna Athe. Jednak za późno, bo wszyscy podchwycili temat i zaraz musiała ponownie znaleźć się w dusznej mesie. Miała ochotę powiedzieć towarzystwu, że odpada, niech ktoś inny smaży placki w taki żar, miała ochotę krzyknąć do Jeszu, by sam zjadł tę żabę. Ale cóż, cóż by przez to osiągnęła? Że postawiłaby na swoim? A przecież zaczęłaby się awantura, a kapitana nikt przecież nigdy nie przekrzyczy, mało tego, on nie daje innym dojść do słowa. Lepiej nie mieć racji i mieć spokój, pomyślała. Jednak za godzinę już tego żałowała, bo zachęcony brakiem jej asertywności boss, nie pozwolił wyjść na brzeg bez zmycia naczyń. Coś ty, próbowała oponować, przecież za chwilę zapadnie zmierzch i nie będzie już po co iść na plażę. Mnie to nie interesuje, rzekł Nusz, zasady są takie, że wachta najpierw zmywa, a potem wychodzi. A przecież piliście wcześniej piwo, gdy przybyliśmy do portu, czy takie zasady też obowiązują – lecz tylko pomyślała, zdążyła pomyśleć, bo zaraz para dojrzalców, a za nią wszyscy inni poparli kapitana w jego wątpliwej racji. Jak wszyscy, to wszyscy, poprawiła doktor Lwia, tutaj nie ma wyjątków. A ty taka nie siaka, pomyślała ze złością Atenka, bo w tym momencie stała się dziewczynką, gdzie tam bóstwem, której zadaniem jest słuchanie starszych. Niestety Jeszu nawet nie pomyślał aby przeciwstawić się bzdurnej decyzji Nusza.</p>
<p>Już się nie spieszyła, umyła wszystko w zwolnionym tempie, w ten sposób czyniąc chociaż bierny opór. By. By złość nie utkwiła w ciele, powodując jego zamrożenie, czyli brak uczuć. A z tego wiadomo – niedaleko do Nizin, bóstwa też bowiem mają swoje.</p>
<p>Jak dziś pisze o tym, to czuje, że zrobiła błąd, wielki błąd, bo tylko cham chama zrozumie. Dobrze, że wyciągnęła jakieś wnioski i gdy sytuacja powtórzyła się w nieco innej wersji, huknęła na swego ciemiężyciela, gdy tylko próbował ją zaczepić. Efekt? Szok, a potem zrozumiał o co chodzi.</p>
<p>Miała za sobą już dwie nieprzespane noce, więc postanowiła położyć się dość wcześnie, po niewielkim spacerze wzdłuż brzegu. Rajze fiber, tak to się nazywa przed wyjazdem i wtedy nie zmrużyła oka. A potem, już w marinie ateńskiej zmuszona była słuchać chrapania koleżanki, z którą znalazła się w koi. Mała kajutka, którą odkryła na dziobie jeszcze ją do siebie nie przekonała, była ciasna, duszna i schodziło się do niej bardzo stromo, po drabinie. Byle nieuwaga groziła wypadkiem, a biorąc pod uwagę długi strój i tarczę, którą Athe zawsze miała przy sobie, by nie dopuszczać złych duchów, a także gdy stawała się Atenką – móc się łatwiej obronić przed napastnikiem, nocleg w tej norce rodził wiele obaw. Postanowiła spróbować na pokładzie, na jednej z ław się położyć, biorąc pod uwagę także fakt, że znalazła u Jeszu jakieś dodatkowe materace.</p>
<p>Noc była piękna, gwiaździsta, rozświetlona przez nisko zaczepiony na niebie księżyc, a naprzeciw muzyka. O, nie, nie zachęcała ona do snu. Raczej do poddania się marzeniom, romantycznym rozmyślaniom itp. I w ten sposób upłynęła jej noc trzecia, na czuwaniu.</p>
<p>Nazajutrz obudziła się rozbita, z bólem głowy i niechęcią do życia. A budzący ją Jeszu, który specjalnie zajrzał do kabiny, tylko ją rozzłościł. Nigdzie nie idę, nigdzie nie idę, słyszysz, Jeszu&#8230;Ale za chwilę wstała, ubrała kostium i wyszła na brzeg.</p>
<p>Ale cudnie, powitała Kaptaina, gdy ten szwendał się po pokładzie, bo zawsze wcześniej wstawał. To taka kacszwendziawka, określiła to potem Iwa, która z kolei na kacu dłużej spała, a potem więcej piła i jadła.</p>
<p>A gdzie śniadanie, zaraz odpływamy. Robi się, tak, kapitanie, przyłączył się Jeszu. (I gdzie ty się tak spieszysz, człeku, który płyniesz bez celu i pośpiechu, pytała go w myślach.) (Ale on jej w myślach nie odpowiadał.)</p>
<p>Dobry nastrój po pływaniu i spacerze przełożył się na niechęć do kłótni i dyskusji. Niech mu będzie, przynajmniej na tej łódce porządzi, a ja daję się ponieść sytuacjom, nie protestuję, kontynuowała swoją filozofię. Za dużo muszę działać w normalnym życiu i decydować, teraz niechaj inni robią to za mnie. Tak też jest przyjemnie. Jednak do śniadania już się nie przykładała, scedowała je na Jeszu, który poddał się bez walki.</p>
<p>Czy mam się teraz zachwycać plażą w Vourkari skoro widziałam piękniejsze, tylko morze było cudowne i orzeźwiające. Zresztą wpadniemy tu w powrotnej drodze, to można będzie się bardziej przyjrzeć, by ocenić jak jest. Teraz tylko sobie ulżyła, zakopując później jak kotek swoje odpady.</p>
<p>W końcu bóstwa też mają układy trawienne, takie same jak ludzie. A ten zatkał się jej na łajbie, może w ten sposób ciało przyzwyczajało się do zmiany klimatu.</p>
<p>***</p>
<p>Płynęli znowu w nieokreślonym kierunku, nawet nie chciało jej się wyjąć mapy, by sprawdzić jakie są możliwości, a Kaptain, jak zwykle, milczał. A nawet denerwował się, gdy ktoś go zapytał, jaki jest kurs. Ten pyknikowaty były harcerz potrzebował spokoju, poza kontrolą, tak – niebiańskiego spokoju, którego nie zakłócał mu nikt i nic. Najprawdopodobniej wchodził wówczas w trans, podobny do tego, w jakim znajdowała się Athe, tyle, że nie miał tej świadomości. Bo. Bo był zwykłym człowiekiem. Fajnym, miłym, pomocnym, dobrodusznym, tego typu cechy też miał. Wszyscy mamy wszystko – jesteśmy introwertykami oraz ekstrawertykami, potrafimy być dobrzy i źli, pomocni i egoistyczni, osobowość człowieka składa się z samych przeciwieństw, tyle, że jedne są bardziej wyraziste, inne – przytłumione, wręcz ukryte daleko, czy też głęboko w podświadomości. I wszystkie te zachowania, które nas u siebie szokują, pochodzą właśnie z niej, ale są – nasze, jak najbardziej. Widoczna osobowość człowieka składa się z cech i zachowań, których jesteśmy świadomi, i tyle. Może to nic nowego, ale piszę to dlatego, by sobie pewne rzeczy przypomnieć i uporządkować.</p>
<p>Chociaż tak naprawdę znudziło mi się to pisanie, jak czytelnikowi wchłanianie tych dyrdymałów.</p>
<p>Dobra, spróbujmy ożywić akcję, jeśli w ogóle można o niej mówić, bo przecież to nie kryminał. Ożywiałam także i ja swój umysł, gdy było mi za sennie. A na horyzoncie widniało tylko morze i morze, a Iw gadała i gadała, już sama nie wiedziała o czym. Myśmy jej słuchali i słuchali jak muzyki, albo radia. Szczególnie Nusz, który co i raz przysypiał.</p>
<p>Jakże inaczej wyglądał mój poprzedni rejs na te że Cyklady. Po pierwsze, źle się czułam, początkowo, po drugie był inny zestaw ludzi, to i podróż przebiegała inaczej. Chodziłam więcej na wycieczki, bo nie było tak gorąco, teraz nie byłam tak ciekawa i głównie przebywałam na łódce lub w wodzie, zresztą mijane miejscowości jakoś mnie do tych wypadów nie nastrajały. Wyobrażam sobie, co myśleli o nas państwo doktorostwo, że leniwce jesteśmy, tak jak my wtedy o innych – bardziej biesiadujących. No więc Hydra, przypominam sobie te czerwone dachówki, które nas przywitały. A także osły, objuczone towarem, szkoda było mi tych zwierząt, co tak są wykorzystywane przez ludzi. Całkiem niedawno dowiedziałam się, że na Hydrze miał swój dom Cohen, by tam tworzyć. Wcale się nie dziwię – bezkresna, prawie, biel, która jednoczyła te kręte uliczki mogła wprowadzać człowieka w stan zwany medytacją czy też gotowością do tworzenia, połączenia się ze wszystkim, miłością, kto co chce. Koty leniwie śpiące gdzie popadnie, ale chwileczkę, nie do końca – często wylegujące się na wycieraczkach, murkach, zaułkach, nawet drzewach, tak – widziałam je.</p>
<p><strong>Druga strona medalu</strong></p>
<p>A gdybyśmy na wszystko spojrzeli inaczej, przecież wystarczy tylko zmienić punkt widzenia. Proszę bardzo&#8230;</p>
<p>CD. jest już za drobną opłatą. (Możesz w tym celu skontaktować się ze mną, wszystko jest na stronie.)</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/9158-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Lolek</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/lolus/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/lolus/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 May 2026 07:41:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8963</guid>

					<description><![CDATA[Nazywam się Lolek, jestem kotem niezależnym. Co wiadomo. Ale jeśli ktoś nie wie, to musi to usłyszeć. Bardzo lubię psy i koty, a także inne ssaki, także ludzkie. Uwielbiam swoją panią, a właściwie starszą siostrę i jej bliską. – To nie jest żadne ogłoszenie, rzecz jasna, ale jedynie poinformowanie Państwa, że jestem już zajęty (jeśli [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nazywam się Lolek, jestem kotem niezależnym. Co wiadomo. Ale jeśli ktoś nie wie, to musi to usłyszeć. Bardzo lubię psy i koty, a także inne ssaki, także ludzkie. Uwielbiam swoją panią, a właściwie starszą siostrę i jej bliską. – To nie jest żadne ogłoszenie, rzecz jasna, ale jedynie poinformowanie Państwa, że jestem już zajęty (jeśli można w ogóle tak powiedzieć. Bo tak naprawdę nigdy nie byłem niczyją ani własnością, ani do nikogo nie należałem. Mogłem jedynie skorzystać z cudzej gościny. Jak to gość. (Bo jestem superGość!) – Dziękuję za uwagę.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8980" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003-274x300.jpg" alt="" width="274" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003-274x300.jpg 274w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003-935x1024.jpg 935w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003-768x841.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003.jpg 1284w" sizes="(max-width: 274px) 100vw, 274px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/lolus/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Cyk-klika</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/cyk-klika/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/cyk-klika/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 May 2026 14:03:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8863</guid>

					<description><![CDATA[Tym razem nie opiszę dokładnie rejsu, ponieważ nie jest on tego wart. Po prostu dałam ciała, decydując się nań. Nieważne czemu tak zrobiłam, naprawdę mało ważne. Fakt jest faktem, że pojechałam. I korzyść z tego jest taka: iż mam potwierdzenie tego jak działają kliki. Bo są one wszędzie, nie tylko w polityce, nie tylko w [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem nie opiszę dokładnie rejsu, ponieważ nie jest on tego wart. Po prostu dałam ciała, decydując się nań.</p>
<p>Nieważne czemu tak zrobiłam, naprawdę mało ważne. Fakt jest faktem, że pojechałam. I korzyść z tego jest taka: iż mam potwierdzenie tego jak działają kliki.</p>
<p>Bo są one wszędzie, nie tylko w polityce, nie tylko w biznesie, szkole, pracy czy kościele, ale także na morzu, a konkretnie na łajbach, które przynajmniej teoretycznie powinny być od nich wolne.</p>
<p>Klika niewiele różni się od bandy, a także niegroźnej grupy społecznej, jedynym jej wyróżnikiem jest, że powstaje z garstki obcych sobie ludzi, których zaczyna coś ze sobą łączyć, do tego stopnia, że gotowi są innych spoza niej tępić i maltretować, m.in. po to, by utrzymać swoje status quo. I tak, jak inni ma swego lidera, wokół którego gromadzą się jej członkowie, którzy pod przymusem, lub dobrowolnie, oddają się w jego ręce. Z czasem jednak klika działa jak jeden mąż, mówiąc  jednym głosem, tylko czasami powołując się na autorytet jej twórcy.</p>
<p>***</p>
<p>Klika, jaka zawiązała się na naszym jachcie Kon Tiki na początku września tego roku składała się z następujących osób: kapitana Szunaja, na co dzień mechanika zajmującego się naprawianiem lodówek, który w ten sposób dorabiał sobie do emerytury, jego zastępcy Fotynka – niegdyś wilka morskiego, dziś emeryta i smutnego rozwodnika, który odzyskiwał nastrój po intensywnym kontakcie z gorzałą tudzież siwiejącą blondi, której na łodzi objaśniał do czego służy bom i szot, tejże blondyny  zwanej Kobyłką, jednak o bardzo wąskich biodrach, która dopiero co wyzwoliła się spod kieratu domowego, rzucając się na każdą aktywność (tu kompulsywnie uczyła się zawiązywać węzły), małżeństwa Wednarów – ona lekarka (Anja) o artystycznej duszy, on artysta (Anaj) ceniący ekonomię i konkrety, którzy zajmowali się na łódce sprawami K-O, Anja dodatkowo trzymała kasę i stąd kapitan mianował ją swoim drugim zastępcą, dalej to byli już sami majtkowie: dwóch samotnych mężczyzn nigdy, i nigdzie, nie pracujących, nie była to jednak para gejów &#8211; Anilan po śmierci żony, hiszpański Tagmar w poszukiwaniu kolejnej bogaczki, która by go utrzymywała, a także sterniczki Madaji, inżyniera-budowlańca, lubiącej bycie użyteczną i – co tu dużo mówić – kochającej wszelkie maszyny oraz sprzęt techniczny, włącznie z elektroniką.  (Tym razem M. wybrała się na rejs bez męża, dzięki czemu mogła w pełni oddać się swemu niewątpliwie interesującemu hobby.)</p>
<p>Obiektem ataków, w tym szyderstwa, przytyków oraz wszelkiego rodzaju złośliwości, agresji – czynnej i biernej, a także (nazwijmy to po imieniu) zwykłego chamstwa (włącznie z próbami ograniczania wolności) była para znajomych, Meo i Pea, którzy na czas relaksu porzucili swoje światy i połowy, by oddać się przyjemności żeglowania, a także innym radosnym aktywnościom (choć nie był to akurat seks.). To oni właśnie znaleźli się poza kliką i byli jej punktem odniesienia.</p>
<p>Pierwszym węzłem wiążącym  Cyk-klikę z greckiej Kon Tiki było bezwzględne posłuszeństwo i wręcz oddanie kapitanowi Sz., co wynikało w dużej mierze z lęku przed pływaniem po morzu, a także w nim.</p>
<p>Drugim – stała się nie woda morska, lecz woda ognista, pod wpływem której klikarze bardziej się jednoczyli, łączyli, wchodząc nawet w stany zażyłości, a przy okazji ujawniając swe ukryte na co dzień strony osobowości (zwane przez Junga Cieniem) (przez co zaskakiwali innych, a także samych siebie). Tak naprawdę drugi węzeł był grubszy i ważniejszy, mimo że nie miał nic wspólnego z żeglarstwem, ani z węzłem pierwszym.</p>
<p>SZTUKA  W  PIĘCIU  AKTACH  <u>o pływaniu w wodzie i wódzie na wodach Morza Egejskiego</u></p>
<p>Akt I – Rozgrzewka</p>
<p>W Marinie Kalamaki na dobry początek zakupiono po trzy skrzynki wina oraz wódki i pięć zgrzewek piwa, ale tylko greckiego. W ten sposób ograniczono miejsce na soki, wodę mineralną, masło i chleb, uznając, że nie są to artykuły (spożywcze) pierwszej potrzeby.  – Zawsze można będzie skoczyć do jakiegoś marketu na najbliższej z wysp – mruknął pod nosem Sz., gdy ktoś nieśmiało spytał o jutrzejsze śniadanie.</p>
<p>Oj zabrakło już dnia następnego wody, nie wódy, o co miał pretensje Szunaj do Mea, który jak zwykle był  podręcznym winnym (kapitana). (Panowie znali się nie z jednej podróży po morzach i oceanach.)</p>
<p>&#8211; No gdzie jest woda, Meo, gdzie!!!? – rozsierdził się od rana skacowany boss, rzucając błyskawice złości w kierunku kozła ofiarnego.</p>
<p>&#8211; Już jest, już jest… tzn. zaraz będzie – zająknął się M.</p>
<p>(Meo na co dzień mówił normalnie, ale jak się tylko zdenerwował, to zaczynał źle składać zdania i wyrazy.)</p>
<p>&#8211; To znaczy kiedy będzie, skoro już wypływamy z portu ??!! – tym razem Sz. ryknął dużo głośniej … aż Meo podskoczył , a potem zaczął jąkać się na dobre, nie mogąc dokończyć myśli.</p>
<p>&#8211; A kto był w sklepie (spożywczym) wczoraj, przecież nie my…?! – zwróciła (słusznie) uwagę Pea.</p>
<p>&#8211; Cicho, nie wtrącać się, kapitan ma rację – zarżała, ale tym razem nie radośnie Kobyłka.</p>
<p>&#8211; Tak, tak, ma rację. A poza tym Meo choć nie pił wódy, ale za to nie kupił wody, a fe – dodał jej kochaś, jeszcze ściszonym tonem.</p>
<p>&#8211; Pewnie, pewnie  – poparła ich sterniczka. – A kto nie pije, to kabluje, wiadomo, no nie? – spojrzała wzrokiem bazyliszka na Peę.</p>
<p>Reszta załogi ciągle jeszcze spała, toteż więcej głosów w tej sprawie nie odnotowano.</p>
<p>I chociaż dzień ledwo świtał, Meo założył okulary i chyżo śmignął w stronę Aten, bo marina Kalamaki właśnie tam się znajdowała, po to, by spełnić życzenie kapitana (a także jego wynurzających się popleczników).</p>
<p>Akt II – Pierwsza Wyspa</p>
<p>&#8211; Jesteśmy, jesteśmy, nareszcie dotarliśmy. Ale fajnie. Czy możemy się wykąpać, tam widzę już plażę! – krzyknęła radośnie Pea, gdy tylko opuszczono trap.</p>
<p>&#8211; Nie teraz, nie teraz, najpierw piwka się napijemy – roześmiał się kapitan.</p>
<p>&#8211; Ale my z Meo nie pijemy, wolimy w tym czasie pójść popływać &#8211; w wodzie, a nie w wódzie – Pea nie dawała za wygraną. Bo w istocie rzeczy była to odważna kobieta.</p>
<p>&#8211; Poczekaj Peo, poczekaj, niechże kapitan się napije, bo jest spragniony i zły – szepnął jej do ucha Meo. A my tymczasem przyniesiemy mu jeszcze więcej wódy. – Jak się ubzdryngoli, będzie dobroduszny i wtedy pozwoli nam wyjść na plażę, na naszą wspaniałą plażę. Co?</p>
<p>&#8211; Czyś ty zwariował, będę pijakom latała po wódę??!! – wypaliła na głos Pea. Bo nie wytrzymała napięcia.</p>
<p>&#8211; P i j a k o m  ? ? ! !  – zbulwersował się kapitan. – A gdzie oni są?!!</p>
<p>Następnie poskrobał się po swej kapitańskiej bródce, podciągnął spodnie i rzekł: &#8211; To nigdzie nie pójdziecie, ani do wody, ani po wódę.</p>
<p>Po czym jeszcze raz łypnął groźnie na odszczepieńców, i nic nie powiedział więcej, choć wydawało się, że chce.</p>
<p>A następnie powoli obrócił się twarzą do reszty… i oznajmił:  – Dajcie to piwo. Najpierw się napijemy tego, co jest, a potem naradzimy gdzie i kiedy kupić więcej.</p>
<p>&#8211; Tak, hurra, brawo kapitan, brawo! – odezwała się  Anja.</p>
<p>&#8211; Pewnie, że tak! Oj, tak, oklaski dla kapitana – poparł ją Anaj.</p>
<p>&#8211; A wy, antyspołecznicy, do kuchni – spojrzała groźnie Kobyłka. – Po zagrychę, do kuchni marsz.</p>
<p>&#8211; Zdrowie naszego kapitana! – jego zastępca  Fotynek  polał po pół szklanicy piwa z wódą każdemu z nich.</p>
<p>Minęło pół dnia (zanim wszyscy dobrze się napili), kapitan przydzielił wachtę kucharską Meo i Pei, i w ten sposób nie poznali oni Pierwszej Wyspy. Podobno była to P&#8230;, ale już nieważne.</p>
<p>Akt III – Mayday</p>
<p>Kiedy Meo i Pea przekazali wachtę Anilanowi z Tagmarem, a następnie tamci zrobili kolację, Szunaj zarządził przymusowy postój na kotwicy oraz bardzo ważne spotkanie.</p>
<p>&#8211; Żeglarze – odezwał się z nabożeństwem, jak tylko się zakotwiczyli .  – Moi drodzy…Przyjaciele.</p>
<p>&#8211; Tak jest, kapitanie, tak jest … &#8211; odezwał się chór załogi statku Kon Tiki. Po czym wszyscy usiedli w mesie, przy stole.</p>
<p>&#8211; Otóż… Chciałbym was poinformować, drodzy moi, iż siła wiatru się zwiększa i w związku z tym musimy podjąć pewne decyzje – czy ruszamy do następnej wyspy, czy też uciekamy na pełne morze – kapitan był po raz pierwszy zatroskany.</p>
<p>I w tym momencie Anilan z Tagmarem włożyli kamizelki ratunkowe. (Wcześniej jako pierwsi się przyznali, że nie potrafią pływać.)</p>
<p>&#8211; A nie możemy wrócić do Drugiej Wyspy?, jest niedaleko – próbowała znaleźć rozwiązanie Pea.</p>
<p>&#8211; Ale po co, ale po co – kręcił głową Szunaj. – Najlepiej gdybyśmy nigdzie nie popłynęli…</p>
<p>&#8211; Kapitanie, kapitanie, za godzinę będziemy tutaj mieli 10 w skali Beauforta – odezwała się zwykle milcząca Madaja.</p>
<p>&#8211; Co za bzdura, co za bzdura – żachnął się zastępca Szunaja. – Ja mam zupełnie inne dane, nie 10 tylko 11.</p>
<p>I w tym momencie kapitan się odwrócił i poszedł do swojej kajuty. Nie było go z pół godziny. Po czym wyszedł i mówi:</p>
<p>&#8211; Pijemy dalej…</p>
<p>&#8211; A jak się sytuacja zmieni, to co? To co? – znajoma Mea była lekko przerażona.</p>
<p>&#8211; To nic, to nic – uśmiechnął się Sz., wypijając z gwinta pół butelki greckiego wina.</p>
<p>&#8211; To ja bym chciała wiedzieć, co robić na wypadek… Na wypadek… Gdyby komuś się coś stało.</p>
<p>&#8211; Nic się nikomu nie będzie, pijemy równo – zarechotał szef.</p>
<p>&#8211; Proszę natychmiast pokazać mi, gdzie się naciska alarm! Gdzie woła: „Mayday, mayday”– nie odpuszczała Pea.</p>
<p>&#8211; A po co ci, nie powiem, nie powiem – dworował sobie z Pey boss.</p>
<p>&#8211; On ci nie powie, daj spokój, daj spokój i już nie zadręczaj więcej kapitana – Fotynek włączył się do rozmowy.</p>
<p>&#8211; Ale ja ci nie wierzę i domagam się, byś mi pokazał jak się ratować, gdy tobie się coś stanie!</p>
<p>&#8211; Dobre sobie, dobre sobie. Kobieto! – odpowiedział Sz.</p>
<p>&#8211; N a l e g a m   ! ! ! ! ! !</p>
<p>&#8211; A odczep ty się głupia babo od kapitana! – ryknęli teraz ci co byli już w kamizelkach.</p>
<p>Po czym wyciągnięto przeróżne zakąski, i pito do rana.</p>
<p>Żadna z informacji na temat pogody się nie sprawdziła. Przestało w ogóle wiać, trzeba było włączyć motor.</p>
<p>&#8211; Nie mogłem słowa z siebie wydusić tak się wczoraj narąbałem – zaśmiał się na dzień dobry chief.</p>
<p>&#8211; Chachachachachachacha – odezwało się małżeństwo Wednarów.</p>
<p>– Hehehehehehehe  – zawtórowała im Kobyłka z kochasiem.</p>
<p>&#8211; A myśmy znaleźli jeszcze skrzyneczkę białego winka – Anilan z Tagmarem mieli kolejny powód do radości.</p>
<p>&#8211; Kochani. – Ruszamy. – A na Ermioni już napijemy się na lądzie, tam też zjemy kolacyjkę – zapowiedział  Sz.</p>
<p>**</p>
<p>Ale przypłynęli dużo wcześniej. Jeszcze przed obiadem.</p>
<p>&#8211; Chcielibyśmy się wykąpać – tym razem Meo się odważył powiedzieć kapitanowi o swojej potrzebie.</p>
<p>&#8211; Na kąpiele przyjdzie czas, przyjdzie czas, najpierw trzeba zjeść obiadek , wasi koledzy pół dnia go szykowali… – wtrącił się zastępca Fotynek, który nawet bez alkoholu był już dość śmiały.</p>
<p>Biesiada zakończyła się pod wieczór. Wtedy kapitan nakazał zrzucić trap. A następnie wskazując na Mea i Peę rzekł: &#8211; A wy co?, dlaczego jeszcze nie jesteście w wodzie?</p>
<p>(Bo po ciemku nie pływamy – szepnął cichutko Meo. Tak, aby go nikt nie słyszał.)</p>
<p>Akt IV – Wspinaczka</p>
<p>Hydra przywitała ich dziesiątkami niebieskich okiennic (a może setkami, kto to wie), które wesoło mrugały w ich kierunku.</p>
<p>Meo i Pea weszli na najwyższy szczyt tej wyspy, bo w pobliżu nie było plaży i nie było jak się wykąpać.</p>
<p>&#8211; Ale jesteście aspołeczni, oj, tak – powitał ich na łajbie Artysta (który, przypomnijmy, lubił konkrety).</p>
<p>Po czym wziął do ręki gitarę i zaczął śpiewać wiersze Różewicza (oraz swoje i żony).</p>
<p>Akt V – Aneks</p>
<p>A jednak się cieszę, że ta podróż się odbyła i wzięłam w niej udział. Albowiem jeśli nawet nie nauczyłam się czegoś nowego, to moje obserwacje na temat kondycji ludzkiej się potwierdziły. A także na temat siebie samej.</p>
<p>Ludzie, wiadomo, są jak barany, byle przywódca jest im w stanie zamieszać w głowie. Jest też coś takiego jak energia grupy, która ją spaja i zasila.</p>
<p>Ja, człowiek wolny, do żadnej bandy się nie nadaję. I dalej nie chcę… –  Chyba że stworzę …swoją(?):)</p>
<p><em>Najpiękniej nam było na Ermioni, kameralnej wysepce, gdzie, jak powiedziałam do M. mogłabym mieć mały apartment, do którego uciekałabym w listopadowe dni. Tak, bo być może jestem już w takim wieku, że chciałabym odpocząć w sposób spokojniejszy, tj. spędzać czas na pływaniu wśród malowniczych skałek, których tutaj pełno, na dzikich plażach, w które ta wysepka obfituje, z dala od zgiełku (napisałby grafoman, a ja to za nim powtórzę). Bujałabym się też na pięknej drewnianej huśtawce, którą ktoś zainstalował na jednym z klifów, patrząc w morze i myśląc o … o tym, że szczęśliwsza  już chyba być nie mogę. A potem poszlibyśmy do jednego z pobliskich barów na zwykłą smażoną rybę, do której być może zamówilibyśmy po piwie. Ale nie więcej, bo więcej – to… po co, bo przecież tak jest pięknie. Na tym świecie. Nie tylko na Ermioni…</em></p>
<p><em>Mogłabym nawet w tym miejscu otworzyć kawiarnię, gdzie przyjmowałabym żeglarzy z całego świata, tych prawdziwych, a nie pasażerów jachtów, i może częstowałabym ich migdałowym ciastem. Niektórzy pewnie by zostali, dołączając do nas, życiowych rozbitków, którym z różnych powodów nie wyszło, albo też im się tak wydaje.</em></p>
<p><em>Po pistacje moglibyśmy popłynąć na Aeginę, gdzie są najpiękniejsze kremy, pasty, a nawet olejki, nie mówiąc o lodach na bazie masy orzechowej. Dziwię się, że nikt nie otworzył jeszcze spa pistacjowego, w oparciu o te różne cudowności. Razem z Meo próbowaliśmy urządzić  je na plaży przy pomocy zakupionych wcześniej produktów, ale nie bardzo nam to wyszło, bo czas postoju na tej wyspie był wyjątkowo krótki.</em></p>
<p><em>Chyba nie zaglądalibyśmy już więcej na Hydrę, moim zdaniem zbyt przereklamowaną. Już nie chodzi o zwierzęta, które wykorzystywane zamiast samochodów, czy rowerów, są po prostu smutne, bo zmęczone, ale o ten tłok wszędzie, pośpiech, od którego przecież uciekaliśmy z Warszawy. </em></p>
<p><em>(A jednak udało nam się uciec także od portowej wrzawy, udając się na pobliskie wzgórze, na, górkę – prawie o wysokości Gubałówki, którą forsowaliśmy w tym upale.)(Widok niezapomniany, choć dość powtarzalny, jeśli chodzi o Cyklady. – Tu jednak zobaczyłam, że konikami ktoś się opiekuje – mają podaną strawę, mogą odpocząć w cieniu skarłowaciałych drzew, eh, dobre i to.)</em></p>
<p><em>(A już na samym końcu, co było celem tej podróży, monastyr mały żeśmy ujrzeli. Meo szczęśliwy, bo chodzi tam do Boga, ja bardziej chłodu spragniona byłam. Kazano mi ubrać się w długą sukienną spódnicę i piękną tekstylną chustę, dobrze mi w tym było, szkoda, że nie mogłam sobie tego stroju kupić. Chodziłabym w nim po mieście w ciepłe jesienne dni, albo nawet chłodniejsze.)</em></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-9175" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-9176" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-9177" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-9180" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p>Tekst został napisany w oparciu o wydarzenia prawdziwe. Ale jak wiadomo, każdy ma swoją prawdę. &#8211; Jeśli ktoś z uczestników tamtego rejsu miałby ochotę napisać inną jego wersję, proszę o kontakt. &#8211; Moglibyśmy ją umieścić na tej stronie. Amen.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/cyk-klika/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mistrz Ly i Jan</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/mo/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/mo/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 May 2026 10:23:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8843</guid>

					<description><![CDATA[Moim drugim mistrzem tai chi był Chińczyk Antoine Ly Li Chanzheng Laoshi, który niedawno odszedł, a którego osobiście nie znałam, ale jego nauki przekazywał, i robi to nadal, Jan Gliński. Mogę mieć jedynie satysfakcję, że gdy Janek był u swego nauczyciela pod Paryżem, by zaprosić go do Polski, prosiłam telefonicznie, aby przekazał mu pozdrowienia oraz, [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Moim drugim mistrzem tai chi był Chińczyk Antoine Ly Li Chanzheng Laoshi, który niedawno odszedł, a którego osobiście nie znałam, ale jego nauki przekazywał, i robi to nadal, Jan Gliński. Mogę mieć jedynie satysfakcję, że gdy Janek był u swego nauczyciela pod Paryżem, by zaprosić go do Polski, prosiłam telefonicznie, aby przekazał mu pozdrowienia oraz, że zobaczy u nas w Łazienkach, jak przyjedzie, niesamowite rude stworzonka, które jedzą orzechy z ręki. Nie wiedziałam wtedy, że  Antoine Ly już dawno nie mieszka na Tajwanie.  (A także, iż to był ostatni nasz kontakt.)</p>
<p>Nie zdawałam sobie także sprawy z tego, że Kasia i Jan uczą mnie tak naprawdę tego samego Starego Stylu Yang, tylko w innym wydaniu, forma Kas była znacznie krótsza, a ruchy w niej bardziej zaokrąglone (stąd to robienie piłeczek ciągle). Może dlatego, mimo wielu nieobecności na zajęciach u Jana, prawie że opanowałam formę nauczaną przez Antoine Ly.</p>
<p>Nie zamierzam jednak porównywać tego, co robiła, i uczyła nas Katarzyna Miernicka, do formy nauczanej przez Jana Glińskiego. To nie moja sprawa, a poza tym nie ma to sensu.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8847" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/Janek-i-my-300x169.jpg" alt="" width="300" height="169" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/Janek-i-my-300x169.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/Janek-i-my-1024x576.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/Janek-i-my-768x432.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/Janek-i-my-1536x864.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/Janek-i-my-800x450.jpg 800w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/Janek-i-my.jpg 1920w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p>Tym bardziej, że wkrótce zobaczą Państwo wywiad z Janem, gdzie wypytam go o różne szczegóły.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/mo/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mistrzyni Kas</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/pamieci-kas/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/pamieci-kas/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 May 2026 19:29:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8815</guid>

					<description><![CDATA[Była moją pierwszą nauczycielką, i mistrzynią, tai chi oraz qikongu, także medycznego. &#8222;Wdech i wydech, pozycja wu dżi. OTWARCIE. Ciało i umysł słucha dźwięków z tyłu głowy, czeka na ruch; dołącza oddech. Uwaga&#8230;&#8221; &#8211; Tak zaczynała każde zajęcia, czyli  praktykę taichi. A my, patrząc na nią, powtarzaliśmy poszczególne sekwencje 24 formy pekińskiej. Potem robiliśmy jeszcze [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Była moją pierwszą nauczycielką, i mistrzynią, tai chi oraz qikongu, także medycznego. &#8222;Wdech i wydech, pozycja wu dżi. OTWARCIE. Ciało i umysł słucha dźwięków z tyłu głowy, czeka na ruch; dołącza oddech. Uwaga&#8230;&#8221; &#8211; Tak zaczynała każde zajęcia, czyli  praktykę taichi. A my, patrząc na nią, powtarzaliśmy poszczególne sekwencje 24 formy pekińskiej. Potem robiliśmy jeszcze 12 Kawałków Brokatu.</p>
<p>Odbarczanie, czyli świrowanie, to był Kasin patent na pozbycie się złości, chyba że nauczył jej tego któryś z jej chińskich mistrzów. Właśnie ostatnio sobie o nim przypomniałam i zaczęłam to robić, jest mi od rana lepiej. A kiedy łapią mnie smutne myśli, odgarniam je z czoła i wyrzucam na dół &#8211; ziemię (jak byliśmy w Gąskach, to wrzucaliśmy je do morza) Bardzo lubię stukać się palcami po głowie, to mnie stawia na nogi, robię też czasami masaż oczu, zębów przez wargi, masuję uszy i je &#8222;odkorkowuję&#8221;, a potem wyciągam brodę do przodu i cofam ją przysiadając, by następnie wznieść się na palcach, wyprostować kręgosłup.</p>
<p>Kaśka podchodziła do tych wszystkich fizyczno-duchowych ćwiczeń także ezoterycznie, uczyła nas na sesjach wyjazdowych samouzdrawiania (pomarańczowym światłem), a także leczenia innych, na odległość, przy pomocy zwizualizowanej pomarańczowej kuli. Pokazywała nam jak pobierać energię z drzew i także jak je doenergetyzowywać.</p>
<p>Była piękna, niezwykła. W białych jedwabnych spodniach i szerokiej bluzie było jej do twarzy, gdy ćwiczyła, wyglądała jak lecący żuraw (taka jest zresztą jedna z pozycji qikongu, gdzie także naśladuje się zwierzęta).</p>
<p>Tak, przywiązywała wagę do wyglądu, trochę może nawet grała swoją rolę tańczącej z energią i świetnie jej to wychodziło, była bowiem zawodową aktorką*.</p>
<p>Poznałam ją wiele lat temu w Grecji, pożegnałam dwa i pół roku temu, nie wiedząc, że to nasze ostatnie spotkanie. Była wtedy chora, ale jak to Kaśka, nie dawała tego poznać po sobie. W każdym razie często nie wiedziałam, czy aktualnie czuje się dobrze, czy nie. Tak, nie lubiła się ze sobą certolić, była dzielnym wojownikiem; i do końca wierzyła, że da sobie radę. Dlatego dla wszystkich nas jej odejście było zaskoczeniem. (Ale widocznie taką miała karmę?).</p>
<p>Na zajęciach nikogo nie popędzała, mówiła do nas z empatią i serdecznością: – Róbcie wszystko w swoim tempie, nie napinajcie się, to nie wyścigi. Jeszcze dziś słyszę jej delikatny głos; trochę zwracała się do nas jak dzieci. Nie lubiła, gdy ktoś olewał zajęcia, ale też dawała ludziom wolność. Zajmowała się z troską chorymi, których przyciągała, często im się poprawiało po kontakcie z nią; może to był wpływ dobrej energii (?).</p>
<p>Była taoistkę i uczyła w ten sposób tai chi, pobierając wcześniej wiedzę od mistrza Zhang Fen Yuma z pekińskiej Akademii Wu Shu oraz Chen Xiao Wanga – spadkobiercy rodziny Chen praktykującej taichi od dziewiętnastu pokoleń.  Mówiła nam zawsze: „To jest proste. Wystarczy zrobić piłeczkę, a potem…”. Niestety nie pamiętam co miało być „potem”, ale Kaśce chodziło o to, że schemat, zasada, wszędzie jest podobna; a jeśli nauczymy się podstaw, ciało już nas poprowadzi.</p>
<p>Nie zapomnę też naszych występów artystycznych, których byłą inicjatorką, widocznie brakowało jej sceny, gdy wycofała się z aktorstwa, na zakończenie wyjazdów. Okazywało się, że wielu z nas to urodzeni tancerze, śpiewacy i muzycy, odkrywaliśmy nasze talenty. A jeden z nas, pokonując nieśmiałość, zaczął potem występować na normalnych scenach, to fakt, że wcześniej umiał już grać na gitarze.</p>
<p>Kasia zapraszała też ciekawe osoby, znanego poza mainstreamem Stefana Poprawę, ekologa i makrobiotyka, który świetnie nam gotował, a także uczył masażu miłości. Mariusza R., który potrafił odprowadzić zabłąkaną duszę na tamten świat. Zresztą bywały wśród nas osoby niezwyczajne, nie tylko tarocistki i wróżki, astrolożki, ale również takie, które potrafiły mentalnie przejść na drugą stronę jeziora.</p>
<p>Niektórzy z nas przyjeżdżali raz do roku na jej farmę, by oczyścić organizm na wiosnę, stosując kontrolowaną (przy asyście lekarza) głodówkę i by zażyć potem pewne zioło, które zmieniało świadomość i ułatwiało odpowiedzi na trudne pytania, czego nie dało się zrobić w normalnym stanie.</p>
<p>Tęsknię za Tobą, Kasieńko i jestem zła, że nie mogę się z Tobą spotkać, pogadać, czasem pofilozofować, posłuchać jak deklamujesz swoje wiersze oraz innych poetów, jak Rilke. A  także zrobić wspólnie formę.</p>
<p>*Kas Wu Miernicka, czyli Katarzyna Miernicka była aktorką &#8222;Ateneum&#8221;, występowała w teatrze telewizji oraz w słuchowisku &#8222;Jeziorany&#8221;. Grała w &#8222;Awanturze o Basię&#8221;, &#8222;Klanie&#8221; oraz &#8222;Labiryncie&#8221;. Po 12 latach pracy porzuciła jednak scenę i zajęła się tylko praktyką tai chi oraz qikongiem. Mówiła mi w wywiadzie dla &#8222;Wróżki&#8221;, że musiała odejść z teatru, ograniczając się tylko do grania w serialach, ponieważ poważne role dramatyczne za bardzo ją wyczerpywały energetycznie, nie lubiła też rywalizować o nie z innymi.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8820" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191-300x138.jpg" alt="" width="300" height="138" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191-300x138.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191-1024x472.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191-768x354.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191.jpg 1268w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8822" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8823" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063.jpg 1500w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8857" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/pamieci-kas/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dla Lili</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/dla-lili/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/dla-lili/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 May 2026 08:31:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8779</guid>

					<description><![CDATA[Jest mi smutno, że Cię nie ma*** Z Tobą można by smakować świat*** Albo ukryć się w bzach kiści Rok temu pisałam do Ciebie tak: Jak to dobrze, że Jesteś, że mogłyśmy znowu pójść na spacer, alejkami wśród zieloności, różowości, bieli, żółci, seledynu, fioletu… Pani Wiosny. Znowu więc zawieszam Cię na swojej stronie, abyś przypominała [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jest mi smutno, że Cię nie ma*** Z Tobą można by<br />
smakować świat*** Albo ukryć się w bzach kiści</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8782" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili.jpg 1536w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8787" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>Rok temu pisałam do Ciebie tak:</p>
<p><em><u>Jak to dobrze, że Jesteś, że mogłyśmy znowu pójść na spacer, alejkami wśród zieloności, różowości, bieli, żółci, seledynu, fioletu… Pani Wiosny.</u></em></p>
<p><em><u>Znowu więc zawieszam Cię na swojej stronie, abyś przypominała innym, jak kruche bywa życie, jak kruche czasem jesteśmy my, jak trudno nam nieraz się podnieść, a jak się podniesiemy, jakie potrafimy być potem  s z c z ę ś l i w e . </u></em></p>
<p>*</p>
<p>A po promocji Twojej książki (pół roku wcześniej) napisałam tutaj:</p>
<p><em>&#8211; Nie zależało mi na tym, aby zobaczyć swoje nazwisko w księgarni, a bardziej, by ta książka służyła innym, powiedziała wczoraj (tj. 5 listopada 2024 roku) na jej promocji autorka „Mojego życia na dwóch biegunach” – Liliana Łempicka.</em></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-8792" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-8793" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><em>„Wracam do przeszłości, przywołuję obrazy, w których dostrzegam na swojej twarzy bolesne ślady smutku, żalu, urazy, poczucia krzywdy. Nakręcam spiralę negatywnych myśli i coraz bardziej czuję swoją bezsilność. Opuszcza mnie wtedy energia do działania lub raczej sama się jej pozbawiam, koncentrując się na nieprzyjemnych emocjach i uczuciach………. Zarzucam wszelką aktywność sportową. Unikam ludzi, jestem bierna w sferze kontaktów towarzyskich. Powoli zapadam w   h i b e r n a c j ę………. Doszłam już do takiej wprawy, że czasami, gdy ktoś zachowa się wobec mnie w sposób, który mnie rani, w ciągu 2-3 sekund potrafię przejść do przytłaczającego uczucia żalu. Kolejnym następstwem wymienionego uczucia są pojawiające się błyskawicznie myśli samobójcze…” – napisała w swym pamiętniku 7.05.2005 roku Lila, a którego fragmenty wykorzystuje w książce.</em></p>
<p><em>I chociaż przeszła tak wiele, ostatnio samobójczą śmierć syna Bartka, nagłe odejście przyjaciółki Moniki, to ona stawia mnie na nogi, dzwoniąc rano, by przypomnieć, że jesteśmy umówione na basen.</em></p>
<p><em>Lilu, dziękuję Ci, że jesteś.</em></p>
<p><em>Na spotkaniu, które prowadziła sprawnie Beata Pawłowicz, poetka i dziennikarka, mieliśmy okazję nie tylko dowiedzieć się więcej o życiu Liliany Łempickiej, ale także zapoznać z fragmentami filmu dokumentalnego nt. jej ukochanego syna Bartka, który zrobił reżyser Kamil Witkowski; na konferencji powiedział, że jego motywacją było pozostawienie śladu istnienia pięknego człowieka.</em></p>
<p><em>„Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi</em></p>
<p><em>za waszą czułość w nieczułości świata</em></p>
<p><em>za niepewność wśród jego pewności</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni </em></p>
<p><em>za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni</em></p>
<p><em>za to, że odczuwacie niepokój świata</em></p>
<p><em>jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie</em></p>
<p><em>……….</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni</em></p>
<p><em>za to, że jesteście leczeni</em></p>
<p><em>zamiast leczyć innych</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni………</em></p>
<p><em>za to, że wasza niebiańska siła</em></p>
<p><em>jest spychana i deptana</em></p>
<p><em>przez siłę brutalną i zwierzęcą</em></p>
<p><em> za to, co w was przeczutego,</em></p>
<p><em>niewypowiedzianego, nieograniczonego</em></p>
<p><em>Za samotność i niezwykłość waszych dróg</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi.” </em></p>
<p>&#8211; Przeczytała na koniec fragment z &#8222;Posłania do nadwrażliwych&#8221; autorstwa Kazimierza Dąbrowskiego, który znalazł się w jej książce &#8222;Moje życie na dwóch biegunach. A zrobiła to 6 listopada 2024 roku w Bibliotece MDM na ul. Marszałkowskiej 55/73 w Warszawie.</p>
<p><em>*</em></p>
<p>A tak potem świętowałyśmy jej sukces wydawniczy.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8784" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/LilaWSukni-225x300.jpeg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/LilaWSukni-225x300.jpeg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/LilaWSukni-768x1024.jpeg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/LilaWSukni.jpeg 1080w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-8812" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/dla-lili/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pierwszy śnieg</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/pierwszy-snieg/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/pierwszy-snieg/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Jan 2026 21:39:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8350</guid>

					<description><![CDATA[Budzę się, a tu zima&#8230;  Szybko więc do szafy.  Po czapkę, po szalik&#8230;   &#8211; By ulepić bałwana]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Budzę się, a tu zima&#8230;  Szybko więc do szafy.  Po czapkę, po szalik&#8230;   &#8211; By ulepić bałwana</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7899" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7904" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7901" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/pierwszy-snieg/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nobel za?</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/nobel-za/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/nobel-za/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Dec 2025 12:17:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8055</guid>

					<description><![CDATA[Nudy na pudy, bo inaczej nie mogę nazwać „A świat trwa” – tegorocznego Nobla w literaturze autorstwa Laszlo Krasznahorai&#8217;ego. Już nie czepiam się okładki, jest jak z powielacza, ale mięsa, którego w tej książce nie ma. A przecież powinna dostarczać nam literatura – przeżyć, wzruszeń, ciekawych historii, przemyśleń. Zero. Może więc pisarze uznali, że zastąpili [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8059" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" />Nudy na pudy, bo inaczej nie mogę nazwać „A świat trwa” – tegorocznego Nobla w literaturze autorstwa Laszlo Krasznahorai&#8217;ego. Już nie czepiam się okładki, jest jak z powielacza, ale mięsa, którego w tej książce nie ma. A przecież powinna dostarczać nam literatura – przeżyć, wzruszeń, ciekawych historii, przemyśleń. Zero. Może więc pisarze uznali, że zastąpili ich twórcy cyfrowi, czyli każdy z nas, kto umie pisać? (I czytać; nie jest więc analfabetą:))</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/nobel-za/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>mało perfekcyjnie</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/7973-2/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/7973-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Dec 2025 08:51:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=7973</guid>

					<description><![CDATA[Bardzo trafnie uchwycona charakterystyka  współczesnych graphic designerów i twórców stron internetowych, czyli tzw. ludzi kreatywnych, jak ich  nazywa włoski pisarz, wolnych i nie potrzebujących etatów, a także nie przywiązanych do miejsca zamieszkania.  Pokolenia trzydziesto- czterdziestolatków, czasami starszych, spełniających swój sen o dobrym życiu, którego kwintesencją jest profil na Instagramie. A tam znajdziemy wszystko: od zdjęć [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Bardzo trafnie uchwycona charakterystyka  współczesnych graphic designerów i twórców stron internetowych, czyli tzw. ludzi kreatywnych, jak ich  nazywa włoski pisarz, wolnych i nie potrzebujących etatów, a także nie przywiązanych do miejsca zamieszkania.  Pokolenia trzydziesto- czterdziestolatków, czasami starszych, spełniających swój sen o dobrym życiu, którego kwintesencją jest profil na Instagramie.</p>
<p>A tam znajdziemy wszystko: od zdjęć pokazujących nowoczesny design ich mieszkań, potrawy jakie spożywają, topowe galerie i bary, które odwiedzają po przepiękne miejsca, gdzie wyjeżdżają na wakacje. Choć czasami przenikają się one z miejscami pracy, która odbywa się na dzikiej plaży, bo w tym pokoleniu najważniejsze jest przyjemne życie, bez ograniczeń.</p>
<p>Najczęściej jednak tworzą w domach, pełnych egzotycznych roślin i ziół, na duńskich fotelach, z herbatą zaparzoną w japońskich imbrykach i w otoczeniu reprodukcji zdjęć z czasów wojny oraz albumów Andy Warhola.</p>
<p>Są panami swojego czasu, więc także aktywność w social mediach miesza się z robieniem projektu graficznego dla kolejnego znajomego i klienta, którym jest mąż amerykańskiego dziennikarza z Berlina.</p>
<p>I chociaż był on upragnionym miejscem życia Anny i Toma, pochodzących, jak sądzili, z prowincjonalnego południa Europy, to okaże się, że niczym nie będzie się  różnił się od Lizbony, gdzie bohaterowie powieści Vinzenzo Latronico udadzą się w poszukiwaniu szczęścia.</p>
<p>Nienasycenie, nuda zamiast obiecanych wrażeń i zmęczenie – to ostatecznie cechuje Annę i Toma oraz rzeszę ich znajomych, którzy postawili w życiu na to samo, czyli pracę i konsumpcję – w dużym uproszczeniu, bo w tym mieszczą się wypady do galerii i modnych klubów oraz podróże, także kulinarne.</p>
<p>Temat stary jak świat. Nadmiar wolności i skupianie się na tym, co przyjemne wcale nie nadaje sensu ludzkiemu życiu, nie sprawia, że stajemy się szczęśliwi. Bo to jest charakterystyczne dla naszego umysłu, który wciąż poszukuje i wydaje mu się, że jak dostaniemy to, czego aktualnie nie mamy, to poczujemy się wspaniale. Tylko na chwilę!</p>
<p>Szkoda, że książka „Do Perfekcji” Vincenzo Latronico  jest mało perfekcyjnie przetłumaczona, lub zredagowana, wstydzę się za wydawnictwo Czarne (oraz przyklaskujących mu krytyków).</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7974" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /> <img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7975" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/7973-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zakopane &#8211; zakopane</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/zakopane-zakopane/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/zakopane-zakopane/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 19 Nov 2025 10:46:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do nabycia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=7544</guid>

					<description><![CDATA[To podróż w czasie, reporterska wyprawa pokazująca jak zmieniało się Zakopane od czasów Peerelu do nam współczesnych, ale nie tylko, bo także sięgam do dawniejszych epok i przywołuję ich ducha, a także duchy, spotykając je na górskim szlaku lub na Krupówkach. I jak to w tym gatunku, na poły literackim, bywa, historia nie pozbawiona jest [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>To<em> podróż w czasie, reporterska wyprawa pokazująca jak zmieniało się Zakopane od czasów Peerelu do nam współczesnych, ale nie tylko, bo także sięgam do dawniejszych epok i przywołuję ich ducha, a także duchy, spotykając je na górskim szlaku lub na Krupówkach. I jak to w tym gatunku, na poły literackim, bywa, historia nie pozbawiona jest wątków osobistych. Reportaż składa się z następujących działów: Pierwsze kroki, Generał, Salamandra, FWP, Dansing w Jędrusiu, Bar mleczny, Krupówki, Wesele góralskie, Kasprowy, Lenin w Poroninie, Krzyż, Żywiec, Hasior, Zima, Witkacy, Koron, Pokłosie.</em></p>
<p>Autor: <em><strong>Barbara Jagas</strong></em></p>
<p>Tytuł: <strong><em>Zakopane &#8211; zakopane,</em></strong><em> takie tam bajdurzenie   </em></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-7610" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/19ddd-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/19ddd-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/19ddd-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/19ddd-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/19ddd-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/19ddd-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><strong>Zamiast wstępu</strong></p>
<p><em>Trudno wyrazić uczucie do miejsca, w którym bywało się 60 roków z rzędu. Bo tak to jest w moim przypadku. Niestety, jestem już tak stara, ale i mam miłość, która nie gaśnie wraz z wiekiem. </em></p>
<p><em>Postanowiłam więc podzielić się nią z młodszym pokoleniem, a także starszym – które być może to uczucie-odczucie podziela. Ponieważ dla nas, dzieci Peerelu, Zakopane było czymś więcej niż miejsce </em><em>m trendy&#8230; </em></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-319" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane2-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane2-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane2-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane2-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane2-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane2-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-1277" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/giewont-2-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/giewont-2-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/giewont-2-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/giewont-2-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/giewont-2-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/giewont-2-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-1266" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Witkacy4-2-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Witkacy4-2-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Witkacy4-2-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Witkacy4-2-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Witkacy4-2-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Witkacy4-2-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-472" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane4-1-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane4-1-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane4-1-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane4-1-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane4-1-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane4-1-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-1074" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Wesele-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Wesele-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Wesele-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Wesele-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Wesele-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/Wesele.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-471" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane3-1-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane3-1-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane3-1-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane3-1-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane3-1-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane3-1-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><strong>Pierwsze kroki</strong></p>
<p>Zakopane to nie Maryla Rodowicz dla mnie, to znowu my. Bardziej Młynarskiego, jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach. Chociaż wtedy jeszcze tej piosenki nie kojarzyłam, bo byłam małą dziewczynką. Mimo że leciała w radiu i cała Polska ją nuciła, oprócz moich rodziców, bo ci nie lubili tego piosenkarza. Ojciec twierdził, że nie śpiewa lecz mówi, a mama, iż w ogóle nie rozumie co, bo robi to za szybko. Rodzice byli przyzwyczajeni do melodyjnych utworów, takie w końcu śpiewało się przed wojną, i ten nowy trend nie odpowiadał im zupełnie. Ja z kolei niektóre teksty tego artysty lubiłam, podobał mi się ich ironiczny styl. Natomiast co do tego, że nie jest to żadne śpiewanie zgadzałam się z nimi całkowicie. Ale polemizowałam, że wiersz lepiej wygłosić niż zanucić, w dodatku nie dość głośno. Właściwie Młynarski robił coś pomiędzy, potem mówiło się na to „poezja śpiewana”, chociaż nie do końca uważam, że pan Wojciech był jej przedstawicielem. Piosenki tego artysty były bowiem bardziej lekkie i przyjemne niż dramatyczne i poetycko wyrafinowane. Pokazywały w krzywym zwierciadle rzeczywistość, a czasem tylko ją lekko ironizując. Tak więc kiedy on śpiewał, to rodzice ściszali radio i zajmowali się czymś innym. Najprawdopodobniej miłością, tj. żyli nią, bo byli młodą parą.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-7752" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/PierwszeKroki0-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/PierwszeKroki0-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/PierwszeKroki0-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/PierwszeKroki0-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/PierwszeKroki0-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/PierwszeKroki0-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p>A tuż po ślubie wyjechali sobie do Zakopanego. I tam, najprawdopodobniej, zostałam poczęta. Może stąd właśnie moja miłość do tego miasta, zwanego niegdyś zimową stolicą Polski.</p>
<p>Kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy? – Dokładnie nie pamiętam, ale mogłam mieć jakieś 3-4 latka. Jako mały berbeć wiem, że zjeżdżałam, wraz z rodzicami, FIS-owską nartostradą, która zaczynała się na Kasprowym, a kończyła w Kuźnicach. Do dziś czuję powiew wiatru na policzkach, lekki mrozek i wielką radość, że sama jadę i to szybko, ale też zaraz strach, że się nie zatrzymam, bo w pewnym momencie wydawało mi się, że zostałam sama. Piękne wspomnienie. Jak myśmy jechali, skąd, bo chyba przecież nie z samego Kasprowego, tata by mnie nie puścił. A poza tym sama nie byłam zbyt wyrywna, by od razu szusować z tak dużej góry, najprawdopodobniej dołączyłyśmy do niego z mamą na Kalatówkach.</p>
<p>Kolejne wspomnienie, już nie tak miłe, mam ze zjazdów na oślej łączce, która znajdowała się między Kościeliskiem, a Krzeptówkami. Najpierw trzeba było do niej iść na piechotę, a narty trzymało się na barkach, uwierały, było też ciężko, bo to zupełnie inny sprzęt był. Chyba że spadł świeży śnieg, a nie zdołano uporządkować drogi prowadzącej z WDW, to się zjeżdżało w dół, bo na posypanej żwirem nie dałoby rady. Potem na polanie znowu głównie się chodziło, a dokładnie podchodziło pod górę, bo wtedy nie było jeszcze wyciągów, a na zjeżdżaniu spędzało się najmniej czasu. (Nie tak jak teraz, na każdej górce mamy orczyk.) Na koniec zaś trzeba było jeszcze dojść z powrotem do Kościeliska, a szło się kawał drogi pod wielką górę (dla nas dzieciaków na pewno), która zdawała się nie mieć końca.</p>
<p>I to był koszmar dla małej dziewczynki, jaką byłam, szłam i płakałam, ale nikt na mnie nie zwracał uwagi, a jeśli się poskarżyłam, to słyszałam, że jestem płaksa i nie ma co beczeć, bo zaraz będziemy na miejscu. Byliśmy, ale nie tak szybko.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-469" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane7-1-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane7-1-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane7-1-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane7-1-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane7-1-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/Zakopane7-1-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-5139" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/ZakopanePierwszeKroki-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/ZakopanePierwszeKroki-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/ZakopanePierwszeKroki-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/ZakopanePierwszeKroki-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/ZakopanePierwszeKroki-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/ZakopanePierwszeKroki-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>Zakopane to Skaldowie, Andrzej i Jacek, chociaż nie byli przecież góralami, raczej krakowianami, starszy z nich, co prawda, urodził się w Gdowie, wsi małopolskiej, gdzie teren jest już górzysty, ale obaj bracia studiowali w Krakowie i tam zaczynało się ich życie artystyczne. We wszystkich utworach, głównie komponowanych przez Andrzeja Zielińskiego słychać jednak nieceperską nutę, Jacek zaś podrygiwał na scenie, zresztą nadal to robi, po góralsku, drepcząc jak oni, a może bardziej – one, w charakterystycznych kierpcach, pewnie inaczej by się nie dało. Gdzieś jednak wyczytałam, że początkowo na Podhalu tańczyli tylko mężczyźni, czemu towarzyszyły skoki przez ognisko, dopiero potem dołączyły niewiasty – w pięknych wyszywanych cekinami, lub ozdobionych haftami w kwiaty, serdakach. Zawsze chciałam taki mieć, tj. najbardziej jako mała dziewczynka, a i teraz nie wyzbyłam się tych dawnych marzeń. Pamiętam, że występowałam w takim jeszcze w przedszkolu, mam zdjęcie, gdzie tańczyliśmy po góralsku dla rodziców, pewnie na zakończenie roku. A potem, wiele lat później, przebrano nas w Moskwie, gdzie byłam z rodzicami na placówce, w takie właśnie przepiękne stroje góralskie, bo występowaliśmy jako młodzi polscy artyści w młodzieżowym domu kultury. Tak, tańczyliśmy zbójnickiego, a także inne kawałki ludowe, których uczył nas niezapomniany profesor Krupowicz, na co dzień fizyk, a po lekcjach – kierownik zespołu tanecznego. Uwielbiałam te zajęcia i cieszyłam się na wszystkie słowa krytyczne ze strony nauczyciela, bo wiedziałam, że dzięki jego uwagom będę jeszcze lepsza. Zupełnie w przeciwieństwie do lekcji fizyki, gdzie krytyka mnie demobilizowała, bo za cholerę nie rozumiałam tej dziedziny nauki, musiałam się jej wkuwać na pamięć, a tego nie cierpiałam. A wtedy ten nasz występ na deskach dziecięcego teatru, który był olbrzymi jak Pałac Kultury, serdecznie nas oklaskiwano, nawet bisowaliśmy, i dzięki temu zapadł mi na zawsze w pamięci. Zresztą okropnie się wtedy przejmowałam, także przed wejściem na scenę, na tyle, że przyśpieszyło to moje kobiece dolegliwości i mój udział w przedstawieniu stanął pod znakiem zapytania. Profesor Krupowicz nie przewidział takiego scenariusza i widziałam, jak jest zdenerwowany, co jeszcze bardziej mnie rozstroiło, bo poczułam się winna za tę sytuację i nie widziałam z niej wyjścia, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że wycofanie jednej pary naruszyłoby cały układ taneczny. Jednym słowem, beze mnie i mojego partnera Maćka występ naszego zespołu byłby niemożliwy.</p>
<p>Na szczęście tabletki przeciwbólowe zadziałały, i jak przyjechała mama, którą wezwano, bo początkowo nikt nie wiedział co się ze mną dzieje, to już wychodziłam na scenę. Lekko wstawiona, bo do tego stanu mogłabym porównać to, jak się wtedy czułam, ale szłam, podtrzymywana dziarsko przez mojego partnera. Zresztą chyba dostał wcześniej takie instrukcje od profesora, że ma mnie cały czas pilnować, abym się gdzieś nie osunęła między jednym kręconym, a drugim, a takich układów było sporo w serii ludowych tańców polskich, jakie mieliśmy zaprezentować przed moskiewską publicznością.</p>
<p>Czy akurat wtedy miałam na sobie kierpce, tego nie pamiętam, ale na pewno musiałam je założyć do tańca góralskiego, bo do każdego z nich mieliśmy bardzo dokładnie dopasowany strój, ze wszystkimi detalami. I to było fantastyczne, uwielbiałam się przebierać, zresztą myślałam o tym, aby zostać aktorką, ale tego pragnienia nie zrealizowałam, jak wielu innych, bo zawsze z czegoś trzeba zrezygnować, by wybrać coś innego. Potem za każdym razem, gdy wracałam z Zakopanego przywoziłam sobie ukochane kierpce, uwielbiałam ich zapach i charakterystyczny dźwięk, jaki wydawały przy chodzeniu, który można nazwać trzeszczeniem, dopiero jak się wyrobiły, to cichły.</p>
<p>Na zdjęciu widzę &#8222;zamochryszkę&#8221; w dresie, wtedy takie stroje obowiązywały na stokach, któremu brakuje jedynek, bo właśnie je stracił z racji wieku, ale uśmiechniętego I mocno dzierżącego dechy pod pachą. Fotka pochodzi z polanki na Krzeptówkach, gdzie stoję pod Giewontem, a jestem już wyhasana, po nartach, a więc zadowolona z życia. Jeszcze nie wiem, że czeka mnie trudne podejście do WDW, bo wtedy dobry nastrój szybko zamieniłby się w płacz.</p>
<p>Tacie było mało nart, bo uwielbiał aktywność fizyczną, bez której nie mógł żyć, zresztą odszedł – moim zdaniem – z powodu jej braku, gdy już miał kłopoty z chodzeniem, więc szliśmy jeszcze wieczorami na spacery. I te nasze eskapady po Kościelisku wspominam z ogromną czułością. Czemu? Bo miały niezwykły klimat&#8230; Pod nogami chrupiący śnieg, twarz szczypiąca od mrozu, przed nami gdzieniegdzie palące się światełka chałupek, a nad głową niebo pełne gwiazd. Wyłaniające się z ciemności jodły i dolatujące do drogi odgłosy szczekających psów, czasami przeplatane zabłąkanymi akordami góralskich śpiewów, które wylewały się z całą mocą jeszcze przed zachodem słońca. I my całą czwórką, a wcześniej trójką, gdy L. był tylko w boskich planach, trzymający się za ręce, czasem będący w tak mocnym rodzicielskim uścisku, by móc pofrunąc w górę, jak na huśtawce – fiuuu.</p>
<p>Za dnia miało się inne zabawy, jak jazda na ślizgawkach, dosłownie, bo przy pomocy rodziców, znowu trzymających nas za ręce, można było z impetem przejechać się po mini-lodowisku, bo wcześniej robiło się dzięki temu podobny skok do góry, a potem lądowało na zamarzniętej tafli, która niosła nas do przodu jak na zjeżdżalni, bo użyto wcześniej siły, rozpędu. I wtedy olbrzymi komin WDW był wskazówką dla nas – spacerowiczów, gdzie jesteśmy, na ile oddaliliśmy się od domu, albo – w jakim kierunku trzeba iść, by zdążyć na obiad. Prawie zaraz po kominie wyłaniał się spośród drzew tak samo zielony dach naszego pałacyku, tyle, że o jaśniejszym odcieniu, bardziej idącym w seledyn niż w granat choinek.</p>
<p>A po obiedzie, zwykle złożonym z dwóch dań, bo deser podawano koło siedemnastej, oj czekało się na te pachnące drożdżowe ciasto&#8230; Potem leżakowanie na tarasie, ale to już mnie nudziło i męczyło, więc kręciłam się niezadowolona. Dziś nie zazdroszczę mamie, której nawet wtedy nie dawałam spokoju swoją aktywnością, a przecież chciała też sama odpocząć. Ale ja nie – musiałam łazić po balkonie z marsową miną, bo nie mogłam wyjść, co i rusz zakłócając jej poobiednią drzemką. Ta dziewczynka z białymi wstążeczkami w pszenicznych włosach nie zawsze była aniołkiem, przecież widać to na zdjęciach. Zresztą na wielu, także później, miałam taką minę, z której łatwo wywnioskować, że jestem humorzasta, choć wychowywano mnie na grzeczną panienkę, która emocji okazywać raczej nie powinna. Ale mnie to nie wychodziło i dość często się &#8222;krzywiłam&#8221;, jak mawiał tata, kiedy coś mi nie pasowało. Może jednak przesadzam i w Kościelisku ten zły nastrój występował dość rzadko, oprócz czasu leżakowania, którego rzeczywiście nie lubiłam, ponieważ w górach czułam się generalnie szczęśliwa. Mało powiedziane, przeszczęśliwa. Od początku zakochałam się w tym miejscu. I zawsze uważałam je za swój drugi dom. A może czasem i pierwszy?</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-2934" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/PierwszeKroki1-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/PierwszeKroki1-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/PierwszeKroki1-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/PierwszeKroki1-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/PierwszeKroki1-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/PierwszeKroki1-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>Zdjęcie z Zakopanego to fotka z misiem na Gubałówce. Siedzę mu na karku, a on nic, nawet nie szczerzy zębów. Może dlatego, że wyglądałam wtedy jak aniołek, z warkoczykiem, takie się nosiło, i trochę po góralsku – czyli swoja. Miałam świadomość jako dziecko, że niedźwiedź jest przebierańcem, w środku siedzi góral, który jednak mówi trochę dziwnym głosem, tak, że boję się tego człowieka, a nie zwierza. Dlatego siedzę grzeczna, nieco wystraszona. Ale z drugiej strony bardzo mnie ciągnie do białych misiów i jak tylko zjawiam się w Zakopanem, to od razu chcę do niego.</p>
<p>Może to była też obiecana atrakcja, gdy mieliśmy jechać na Gubałówkę. Taka sama jak podczas spaceru na Krupówkach, bo przecież szło się potem na rurki z kremem, a następnie na piernikowe ciasteczka. Co ciekawe, cukiernia dalej istnieje, chociaż minęło kilkadziesiąt lat i dwie epoki historyczne, a niektórzy twierdzą, że trzy. Dlaczego inny los spotkał &#8222;Poraja&#8221;, najstarszą restaurację w Zakopcu? Czy też &#8222;Salamandrę&#8221;, najwyżej położony dom wypoczynkowy i sanatorium w Polsce?</p>
<p>Takie samo zdjęcie z misiem miała moja koleżanka z podwórka Iwonka. I inne dzieci, bo w tamtych czasach, wbrew dzisiejszej propagandzie, jeździło się do Zakopanego. Może nie wszyscy na narty, bo nie było takiego ogólnonarodowego pędu, jaki obserwujemy dzisiaj, ale by chociaż wjechać turystycznie na Kasprowy Wierch, gdzie góry widać jak na dłoni. Te obrazy niezwykle urodziwych zaśnieżonych szczytów pamiętam od najmłodszych lat. Tak jak mam w uszach śpiewy górali pod koniec dnia, takie charakterystyczne – na głosy. I to, że wszyscy prawie wtedy chodzili w tradycyjnych góralskich strojach, a już na pewno kelnerki w WDW. Bardzo chciałam taki mieć i męczyłam mamę, by mi go kupiła przez kilka lat pod rząd, bo co roku wyjeżdżaliśmy pod Giewont. Ale była nieugięta i ze spokojem odmawiała, argumentując, że trzeba to specjalnie zamówić, a mnie się wydaje, że to była po prostu droga impreza. I kaprys małej dziewczynki nie mógł być usprawiedliwieniem dla tak luksusowego zakupu, tym bardziej, że mogłam szybko zmienić zdanie. Albo bym po prostu błyskawicznie wyrosła, tak że nawet nie zdążyłabym się nacieszyć upragnionym strojem. A nie miałby kto po mnie go nosić, bo przecież brat serdaczka z cekinami by nie wdział. Co innego ciepłą kurtkę czy rajtuzki pod spodnie. A zimy wtedy były srogie, mroźne, chodziło się po zaspach, trzeba było uważać, aby się nie zakopać w śniegu – nawet tam w Kościelisku, które było przecież położone na dole, no trochę powyżej Zakopanego. Na stokach też trzeba było być ostrożnym i raczej zjeżdżać dopiero wtedy, gdy dorośli uklepali nieco górki. Bo wtedy nikt przecież nie przygotowywał tras, myślę o oślich łączkach, ale i wyżej – też to się działo sporadycznie, chyba, że była to trasa FIS; trzeba było zdecydowanie liczyć na siebie. I właśnie wchodząc do góry, aby zjechać, bo nie było też wyciągów, przeważnie na jodełkę, utwardzało się jednocześnie zbocze. Po takiej więc zaprawie nic dziwnego, że człowiek był trup, a zwłaszcza dziecko. I powrót jeszcze na piechotę z nartami na plecach, w dodatku znowu pod górę, dość wysoko, był doprawdy wyzwaniem. Nagrodą za trudy mogła być tylko wycieczka na Gubałówkę i oglądanie stamtąd panoramy Tatr, a wśród nich Śpiącego Rycerza. Tutaj, w przeciwieństwie do misia, wierzyłam w legendę, że zasnął. Byłam pewna też, że któregoś dnia się obudzi, dlatego uwielbiałam patrzeć w jego stronę, obserwować, czy już&#8230;? Przy słonecznej pogodzie brało się kocyk i &#8230; na leżaczek, zresztą było do tego specjalne miejsce, gdzie się opalano. A także próbowano śmietany, oscypka, zsiadłego mleka, żentycy. Do dziś pamiętam zapach tych pysznych wyrobów, czego nie doświadczam w dzisiejszych czasach, bundz czy inny ser w ogóle nie pachną, jak by były sztuczne. A wtedy nawet zbliżająca się do nas góralka z koszykiem pełnym wiktuałów specyficznie pachniała – to była mieszanina zsiadłego mleka, śmietany i siana, a może nawet końskiego gnoju, za którym przepadam. Myślę, że dzięki tym atrakcjom za bardzo się nie wierciłam na leżaku. Zresztą za długo i tak nie siedzieliśmy na słońcu, ojciec szybko się nudził, a mama nie przepadała za opalaniem.</p>
<p>Teraz przypomniało mi się, że oprócz kierpców, które pachniały skórą, dziś – co dziwne, takiego odczucia nie mam, a wąchałam je w tym roku, bo znowu pojawiły się pod Gubałówką, po wieloletnim okresie niebytu, przywoziłam z Zakopanego ciupagę i piórnik. Też taki standard, inne dzieci miały podobne pamiątki. Ale ja zwłaszcza te piórniki z wycinankami bardzo lubiłam i po prostu używałam je w domu i szkole, chowając do środka stalówki. Bo tak, zaczynałam pisanie od&#8230; pisania wiecznym piórem Teraz uprzytomniłam sobie, że w ławkach były specjalne niecki, gdzie wstawiało się kałamarz. I że trzeba było uważać, aby nie poplamić sobie mundurka. Ale generalnie lubiłam pisać stalówką i wyciągać z kałamarza tusz, a także pakować wszystko do góralskiego piórnika. Wiem, że dorośli przyjeżdżali do Zakopanego, a właściwie częściej do Nowego Targu po inne wyroby góralszczyzny, a mianowicie kożuchy. Widać ich urodę na filmach dokumentalnych z tamtego okresu, i wcześniej. W pięknie haftowanych góralskich kożuszkach występowali przecież wspomniani wcześniej &#8222;Skaldowie&#8221;, a także, wydaje mi się, ale to już dużo później – Maryla Rodowicz. &#8222;Pędzą, pędzą sanie, góralskie koniki&#8230;&#8221; – śpiewali Andrzej i Jacek, siedząc na saniach, które wiozły ich ośnieżoną drogą, pomiędzy białymi choinkami, a w tle słychać było dzwoneczki. Nic dodać, nic ująć. Sama pamiętam jak przez mgłę, że jako dziecko brałam udział w kuligu – byłam okryta skórą z barana, nade mną woźnica trzymał pochodnię, a towarzystwo śpiewało, dorosłych, rzecz jasna. Ten nastrój przygody i wesołości zapisał się w moich komórkach mózgowych jak wiele innych obrazów z dzieciństwa, do których się tęskni. Zresztą całe życie marzyłam o sannie i jak dotąd nie spełniło się to moje pragnienie zimowej zabawy. Nie wiedzieć, czemu. Może nie miałam odpowiedniego towarzystwa, a innym razem – nie było śniegu. Fakt jest faktem, nie mogę temu zaprzeczyć, że kulig w Zakopcu mam odrobiony, choć nie do końca posmakowany. Obraz ze wspomnianego sprzed lat wydarzenia w jakimś momencie się urywa, może położyli mnie spać?</p>
<p>Długie niekończące się korytarze pokryte wyblakłymi dywanami, miejsce zabaw dzieciarni, kiedy ich rodzice udali się na poobiednią drzemkę, to kolejny obraz Kościeliska. Tylko moi nie chcieli spać i rzadko kiedy wypuszczali mnie z pokoju, bo nie życzyli sobie, abym dołączała do rozwydrzonych bachorów, które zakłócały słuszny odpoczynek ich opiekunów. A tam można było ganiać bez końca, bawiąc się w berka lub po prostu biec przed siebie radośnie z dziecięcej naturalnej potrzeby ruchu, niektóre zakamarki sprzyjały zabawie w chowanego. Gdzie jest ten czas, chciałoby się powiedzieć, beztroski, tysiąca możliwości przed sobą i zaciekawienia każdą wydarzoną chwilą. Bo nosiła ona nie tylko nowe wrażenia, czy znajomości, ale także cudowne zapachy i smaki. Jak ten – letniej osłodzonej herbaty znajdującej się w olbrzymim samowarze, a może to był rodzaj szybkowaru, przypominający tamtego kształtem, który stał na owym korytarzu, zawsze jeden na piętrze, a może czasem – dwa. Czekało się nań, ten pierwszy łyk zaczarowanego napoju, przez cały boży dzień, a na pewno poobiednie popołudnie. Aż słychać było charakterystyczny dźwięk stolików na kółkach, którymi je wywożono z kuchni, tak jak chwytało się moment zapachu ogórkowej, który nie wiadomo jak wchodził aż do pokoju. I wtedy następowało podniecenie, że &#8230; już&#8230; Za chwilę można było odkręcić kran, z którego sączyła się, czasem kapała – bo zapchał się niechcianym tu liściem herbacianego suszu, cudowna brązowa ciecz, którą nalewało się do przygotowanych białych kubeczków, przypominających filiżanki – bardziej wielkością niż kształtem. Ale nam przecież było wszystko jedno, albo inaczej – cieszyliśmy się tą prostotą otaczających nas w Peerelu przedmiotów, których wybór był skończony, a co rodziło spokój.</p>
<p>I nie zakłócał go brak wiedzy o tym, że tymi samymi korytarzami, gdzie myśmy się bawili, chodziła Maria Curie-Skłodowska, krewna Dłuskich, która pomagała im w sfinansowaniu tego przeciwgruźliczego sanatorium, podobno poszła nań cała nagroda Nobla, a która zapewne piła herbatę z filiżanki Rosenthala, a potem przechadzał się tędy Piłsudski, którego imieniem nazwano późniejsze sanatorium wojskowe. Wszyscy lubimy ciekawostki historyczne, ubarwiają one życie, ale działają też zaśmiecająco na odbiór świata, zniekształcając go. Dlatego dzieci są tak radosne&#8230; bo generalnie mało wiedzą.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-6720" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/OpalanieZakopae-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/OpalanieZakopae-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/OpalanieZakopae-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/OpalanieZakopae-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/OpalanieZakopae-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/03/OpalanieZakopae-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-3663" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/korytarze-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/korytarze-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/korytarze-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/korytarze-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/korytarze-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/korytarze-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-3665" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/tak-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/tak-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/tak-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/tak-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/tak-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/10/tak-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-1005" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/KoscieliskoWDW-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/KoscieliskoWDW-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/KoscieliskoWDW-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/KoscieliskoWDW-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/KoscieliskoWDW-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2024/02/KoscieliskoWDW-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p>CD. odpłatnie w systemie 5-10-15, tzn. 5 zł za pierwszą część książki, 10 &#8211; za drugą i 15 &#8211; za trzecią albo 20 zł za całość.</p>
<p>Opłaty proszę uiszczać przelewając na podane niżej konto wybraną kwotę z zaznaczeniem o jaką część e-booka chodzi.  A następnie należy z potwierdzeniem wpłaty napisać do mnie mejla, a ja prześlę zamówiony tekst (w pdf).</p>
<p>moje konto: 77 1240 1037 1111 0000 0588 3220</p>
<p>email: barbara.jagas@gmail.com</p>
<p>W razie pytań, proszę o telefon (502-070-377).</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/zakopane-zakopane/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
