<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Do czytania &#8211; Barbara Jagas</title>
	<atom:link href="https://reportazbarbaryjagas.pl/category/do-czytania/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://reportazbarbaryjagas.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 24 May 2026 13:48:48 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2022/06/cropped-quill-1-32x32.png</url>
	<title>Do czytania &#8211; Barbara Jagas</title>
	<link>https://reportazbarbaryjagas.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Loluś</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/lolus/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/lolus/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 May 2026 07:41:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8963</guid>

					<description><![CDATA[Nazywam się Loluś, jestem kotem niezależnym. Co wiadomo. Ale jeśli ktoś nie wie, to musi to usłyszeć. Bardzo lubię psy i koty, a także inne ssaki, także ludzkie. Uwielbiam swoją panią, a właściwie starszą siostrę i jej bliską. – To nie jest żadne ogłoszenie, rzecz jasna, ale jedynie poinformowanie Państwa, że jestem już zajęty (jeśli [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nazywam się Loluś, jestem kotem niezależnym. Co wiadomo. Ale jeśli ktoś nie wie, to musi to usłyszeć. Bardzo lubię psy i koty, a także inne ssaki, także ludzkie. Uwielbiam swoją panią, a właściwie starszą siostrę i jej bliską. – To nie jest żadne ogłoszenie, rzecz jasna, ale jedynie poinformowanie Państwa, że jestem już zajęty (jeśli można w ogóle tak powiedzieć. Bo tak naprawdę nigdy nie byłem niczyją ani własnością, ani do nikogo nie należałem. Mogłem jedynie skorzystać z cudzej gościny. Jak to gość. (Bo jestem superGość!) – Dziękuję za uwagę.</p>
<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8980" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003-274x300.jpg" alt="" width="274" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003-274x300.jpg 274w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003-935x1024.jpg 935w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003-768x841.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20260518-WA0003.jpg 1284w" sizes="(max-width: 274px) 100vw, 274px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/lolus/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Cyk-klika</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/cyk-klika/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/cyk-klika/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 May 2026 14:03:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8863</guid>

					<description><![CDATA[Tym razem nie opiszę dokładnie rejsu, ponieważ nie jest on tego wart. Po prostu dałam ciała, decydując się nań. Nieważne czemu tak zrobiłam, naprawdę mało ważne. Fakt jest faktem, że pojechałam. I korzyść z tego jest taka: iż mam potwierdzenie tego jak działają kliki. Bo są one wszędzie, nie tylko w polityce, nie tylko w [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem nie opiszę dokładnie rejsu, ponieważ nie jest on tego wart. Po prostu dałam ciała, decydując się nań.</p>
<p>Nieważne czemu tak zrobiłam, naprawdę mało ważne. Fakt jest faktem, że pojechałam. I korzyść z tego jest taka: iż mam potwierdzenie tego jak działają kliki.</p>
<p>Bo są one wszędzie, nie tylko w polityce, nie tylko w biznesie, szkole, pracy czy kościele, ale także na morzu, a konkretnie na łajbach, które przynajmniej teoretycznie powinny być od nich wolne.</p>
<p>Klika niewiele różni się od bandy, a także niegroźnej grupy społecznej, jedynym jej wyróżnikiem jest, że powstaje z garstki obcych sobie ludzi, których zaczyna coś ze sobą łączyć, do tego stopnia, że gotowi są innych spoza niej tępić i maltretować, m.in. po to, by utrzymać swoje status quo. I tak, jak inni ma swego lidera, wokół którego gromadzą się jej członkowie, którzy pod przymusem, lub dobrowolnie, oddają się w jego ręce. Z czasem jednak klika działa jak jeden mąż, mówiąc  jednym głosem, tylko czasami powołując się na autorytet jej twórcy.</p>
<p>***</p>
<p>Klika, jaka zawiązała się na naszym jachcie Kon Tika na początku września tego roku składała się z następujących osób: kapitana Szunaja, na co dzień mechanika zajmującego się naprawianiem lodówek, który w ten sposób dorabiał sobie do emerytury, jego zastępcy Fotynka – niegdyś wilka morskiego, dziś emeryta i smutnego rozwodnika, który odzyskiwał nastrój po intensywnym kontakcie z gorzałą tudzież siwiejącą blondi, której na łodzi objaśniał do czego służy bom i szot, tejże blondyny  zwanej Kobyłką, jednak o bardzo wąskich biodrach, która dopiero co wyzwoliła się spod kieratu domowego, rzucając się na każdą aktywność (tu kompulsywnie uczyła się zawiązywać węzły), małżeństwa Wednarów – ona lekarka (Anja) o artystycznej duszy, on artysta (Anaj) ceniący ekonomię i konkrety, którzy zajmowali się na łódce sprawami K-O, Anja dodatkowo trzymała kasę i stąd kapitan mianował ją swoim drugim zastępcą, dalej to byli już sami majtkowie: dwóch samotnych mężczyzn nigdy, i nigdzie, nie pracujących, nie była to jednak para gejów &#8211; Anilan po śmierci żony, hiszpański Tagmar w poszukiwaniu kolejnej bogaczki, która by go utrzymywała, a także sterniczki Madaji, inżyniera-budowlańca, lubiącej bycie użyteczną i – co tu dużo mówić – kochającej wszelkie maszyny oraz sprzęt techniczny, włącznie z elektroniką.  (Tym razem M. wybrała się na rejs bez męża, dzięki czemu mogła w pełni oddać się swemu niewątpliwie interesującemu hobby.)</p>
<p>Obiektem ataków, w tym szyderstwa, przytyków oraz wszelkiego rodzaju złośliwości, agresji – czynnej i biernej, a także (nazwijmy to po imieniu) zwykłego chamstwa (włącznie z próbami ograniczania wolności) była para znajomych, Meo i Pea, którzy na czas relaksu porzucili swoje światy i połowy, by oddać się przyjemności żeglowania, a także innym radosnym aktywnościom (choć nie był to akurat seks.). To oni właśnie znaleźli się poza kliką i byli jej punktem odniesienia.</p>
<p>Pierwszym węzłem wiążącym  Cyk-klikę z greckiej Kon Tiki było bezwzględne posłuszeństwo i wręcz oddanie kapitanowi Sz., co wynikało w dużej mierze z lęku przed pływaniem po morzu, a także w nim.</p>
<p>Drugim – stała się nie woda morska, lecz woda ognista, pod wpływem której klikarze bardziej się jednoczyli, łączyli, wchodząc nawet w stany zażyłości, a przy okazji ujawniając swe ukryte na co dzień strony osobowości (zwane przez Junga Cieniem) (przez co zaskakiwali innych, a także samych siebie). Tak naprawdę drugi węzeł był grubszy i ważniejszy, mimo że nie miał nic wspólnego z żeglarstwem, ani z węzłem pierwszym.</p>
<p>SZTUKA  W  PIĘCIU  AKTACH  <u>o pływaniu w wodzie i wódzie na wodach Morza Egejskiego</u></p>
<p>Akt I – Rozgrzewka</p>
<p>W Marinie Kalamaki na dobry początek zakupiono po trzy skrzynki wina oraz wódki i pięć zgrzewek piwa, ale tylko greckiego. W ten sposób ograniczono miejsce na soki, wodę mineralną, masło i chleb, uznając, że nie są to artykuły (spożywcze) pierwszej potrzeby.  – Zawsze można będzie skoczyć do jakiegoś marketu na najbliższej z wysp – mruknął pod nosem Sz., gdy ktoś nieśmiało spytał o jutrzejsze śniadanie.</p>
<p>Oj zabrakło już dnia następnego wody, nie wódy, o co miał pretensje Szunaj do Mea, który jak zwykle był  podręcznym winnym (kapitana). (Panowie znali się nie z jednej podróży po morzach i oceanach.)</p>
<p>&#8211; No gdzie jest woda, Meo, gdzie!!!? – rozsierdził się od rana skacowany boss, rzucając błyskawice złości w kierunku kozła ofiarnego.</p>
<p>&#8211; Już jest, już jest… tzn. zaraz będzie – zająknął się M.</p>
<p>(Meo na co dzień mówił normalnie, ale jak się tylko zdenerwował, to zaczynał źle składać zdania i wyrazy.)</p>
<p>&#8211; To znaczy kiedy będzie, skoro już wypływamy z portu ??!! – tym razem Sz. ryknął dużo głośniej … aż Meo podskoczył , a potem zaczął jąkać się na dobre, nie mogąc dokończyć myśli.</p>
<p>&#8211; A kto był w sklepie (spożywczym) wczoraj, przecież nie my…?! – zwróciła (słusznie) uwagę Pea.</p>
<p>&#8211; Cicho, nie wtrącać się, kapitan ma rację – zarżała, ale tym razem nie radośnie Kobyłka.</p>
<p>&#8211; Tak, tak, ma rację. A poza tym Meo choć nie pił wódy, ale za to nie kupił wody, a fe – dodał jej kochaś, jeszcze ściszonym tonem.</p>
<p>&#8211; Pewnie, pewnie  – poparła ich sterniczka. – A kto nie pije, to kabluje, wiadomo, no nie? – spojrzała wzrokiem bazyliszka na Peę.</p>
<p>Reszta załogi ciągle jeszcze spała, toteż więcej głosów w tej sprawie nie odnotowano.</p>
<p>I chociaż dzień ledwo świtał, Meo założył okulary i chyżo śmignął w stronę Aten, bo marina Kalamaki właśnie tam się znajdowała, po to, by spełnić życzenie kapitana (a także jego wynurzających się popleczników).</p>
<p>Akt II – Pierwsza Wyspa</p>
<p>&#8211; Jesteśmy, jesteśmy, nareszcie dotarliśmy. Ale fajnie. Czy możemy się wykąpać, tam widzę już plażę! – krzyknęła radośnie Pea, gdy tylko opuszczono trap.</p>
<p>&#8211; Nie teraz, nie teraz, najpierw piwka się napijemy – roześmiał się kapitan.</p>
<p>&#8211; Ale my z Meo nie pijemy, wolimy w tym czasie pójść popływać &#8211; w wodzie, a nie w wódzie – Pea nie dawała za wygraną. Bo w istocie rzeczy była to odważna kobieta.</p>
<p>&#8211; Poczekaj Peo, poczekaj, niechże kapitan się napije, bo jest spragniony i zły – szepnął jej do ucha Meo. A my tymczasem przyniesiemy mu jeszcze więcej wódy. – Jak się ubzdryngoli, będzie dobroduszny i wtedy pozwoli nam wyjść na plażę, na naszą wspaniałą plażę. Co?</p>
<p>&#8211; Czyś ty zwariował, będę pijakom latała po wódę??!! – wypaliła na głos Pea. Bo nie wytrzymała napięcia.</p>
<p>&#8211; P i j a k o m  ? ? ! !  – zbulwersował się kapitan. – A gdzie oni są?!!</p>
<p>Następnie poskrobał się po swej kapitańskiej bródce, podciągnął spodnie i rzekł: &#8211; To nigdzie nie pójdziecie, ani do wody, ani po wódę.</p>
<p>Po czym jeszcze raz łypnął groźnie na odszczepieńców, i nic nie powiedział więcej, choć wydawało się, że chce.</p>
<p>A następnie powoli obrócił się twarzą do reszty… i oznajmił:  – Dajcie to piwo. Najpierw się napijemy tego, co jest, a potem naradzimy gdzie i kiedy kupić więcej.</p>
<p>&#8211; Tak, hurra, brawo kapitan, brawo! – odezwała się  Anja.</p>
<p>&#8211; Pewnie, że tak! Oj, tak, oklaski dla kapitana – poparł ją Anaj.</p>
<p>&#8211; A wy, antyspołecznicy, do kuchni – spojrzała groźnie Kobyłka. – Po zagrychę, do kuchni marsz.</p>
<p>&#8211; Zdrowie naszego kapitana! – jego zastępca  Fotynek  polał po pół szklanicy piwa z wódą każdemu z nich.</p>
<p>Minęło pół dnia (zanim wszyscy dobrze się napili), kapitan przydzielił wachtę kucharską Meo i Pei, i w ten sposób nie poznali oni Pierwszej Wyspy. Podobno była to P&#8230;, ale już nieważne.</p>
<p>Akt III – Mayday</p>
<p>Kiedy Meo i Pea przekazali wachtę Anilanowi z Tagmarem, a następnie tamci zrobili kolację, Szunaj zarządził przymusowy postój na kotwicy oraz bardzo ważne spotkanie.</p>
<p>&#8211; Żeglarze – odezwał się z nabożeństwem, jak tylko się zakotwiczyli .  – Moi drodzy…Przyjaciele.</p>
<p>&#8211; Tak jest, kapitanie, tak jest … &#8211; odezwał się chór załogi statku Kon Tiki. Po czym wszyscy usiedli w mesie, przy stole.</p>
<p>&#8211; Otóż… Chciałbym was poinformować, drodzy moi, iż siła wiatru się zwiększa i w związku z tym musimy podjąć pewne decyzje – czy ruszamy do następnej wyspy, czy też uciekamy na pełne morze – kapitan był po raz pierwszy zatroskany.</p>
<p>I w tym momencie Anilan z Tagmarem włożyli kamizelki ratunkowe. (Wcześniej jako pierwsi się przyznali, że nie potrafią pływać.)</p>
<p>&#8211; A nie możemy wrócić do Drugiej Wyspy?, jest niedaleko – próbowała znaleźć rozwiązanie Pea.</p>
<p>&#8211; Ale po co, ale po co – kręcił głową Szunaj. – Najlepiej gdybyśmy nigdzie nie popłynęli…</p>
<p>&#8211; Kapitanie, kapitanie, za godzinę będziemy tutaj mieli 10 w skali Beauforta – odezwała się zwykle milcząca Madaja.</p>
<p>&#8211; Co za bzdura, co za bzdura – żachnął się zastępca Szunaja. – Ja mam zupełnie inne dane, nie 10 tylko 11.</p>
<p>I w tym momencie kapitan się odwrócił i poszedł do swojej kajuty. Nie było go z pół godziny. Po czym wyszedł i mówi:</p>
<p>&#8211; Pijemy dalej…</p>
<p>&#8211; A jak się sytuacja zmieni, to co? To co? – znajoma Mea była lekko przerażona.</p>
<p>&#8211; To nic, to nic – uśmiechnął się Sz., wypijając z gwinta pół butelki greckiego wina.</p>
<p>&#8211; To ja bym chciała wiedzieć, co robić na wypadek… Na wypadek… Gdyby komuś się coś stało.</p>
<p>&#8211; Nic się nikomu nie będzie, pijemy równo – zarechotał szef.</p>
<p>&#8211; Proszę natychmiast pokazać mi, gdzie się naciska alarm! Gdzie woła: „Mayday, mayday”– nie odpuszczała Pea.</p>
<p>&#8211; A po co ci, nie powiem, nie powiem – dworował sobie z Pey boss.</p>
<p>&#8211; On ci nie powie, daj spokój, daj spokój i już nie zadręczaj więcej kapitana – Fotynek włączył się do rozmowy.</p>
<p>&#8211; Ale ja ci nie wierzę i domagam się, byś mi pokazał jak się ratować, gdy tobie się coś stanie!</p>
<p>&#8211; Dobre sobie, dobre sobie. Kobieto! – odpowiedział Sz.</p>
<p>&#8211; N a l e g a m   ! ! ! ! ! !</p>
<p>&#8211; A odczep ty się głupia babo od kapitana! – ryknęli teraz ci co byli już w kamizelkach.</p>
<p>Po czym wyciągnięto przeróżne zakąski, i pito do rana.</p>
<p>Żadna z informacji na temat pogody się nie sprawdziła. Przestało w ogóle wiać, trzeba było włączyć motor.</p>
<p>&#8211; Nie mogłem słowa z siebie wydusić tak się wczoraj narąbałem – zaśmiał się na dzień dobry chief.</p>
<p>&#8211; Chachachachachachacha – odezwało się małżeństwo Wednarów.</p>
<p>– Hehehehehehehe  – zawtórowała im Kobyłka z kochasiem.</p>
<p>&#8211; A myśmy znaleźli jeszcze skrzyneczkę białego winka – Anilan z Tagmarem mieli kolejny powód do radości.</p>
<p>&#8211; Kochani. – Ruszamy. – A na Ermioni już napijemy się na lądzie, tam też zjemy kolacyjkę – zapowiedział  Sz.</p>
<p>**</p>
<p>Ale przypłynęli dużo wcześniej. Jeszcze przed obiadem.</p>
<p>&#8211; Chcielibyśmy się wykąpać – tym razem Meo się odważył powiedzieć kapitanowi o swojej potrzebie.</p>
<p>&#8211; Na kąpiele przyjdzie czas, przyjdzie czas, najpierw trzeba zjeść obiadek , wasi koledzy pół dnia go szykowali… – wtrącił się zastępca Fotynek, który nawet bez alkoholu był już dość śmiały.</p>
<p>Biesiada zakończyła się pod wieczór. Wtedy kapitan nakazał zrzucić trap. A następnie wskazując na Mea i Peę rzekł: &#8211; A wy co?, dlaczego jeszcze nie jesteście w wodzie?</p>
<p>(Bo po ciemku nie pływamy – szepnął cichutko Meo. Tak, aby go nikt nie słyszał.)</p>
<p>Akt IV – Wspinaczka</p>
<p>Hydra przywitała ich dziesiątkami niebieskich okiennic (a może setkami, kto to wie), które wesoło mrugały w ich kierunku.</p>
<p>Meo i Pea weszli na najwyższy szczyt tej wyspy, bo w pobliżu nie było plaży i nie było jak się wykąpać.</p>
<p>&#8211; Ale jesteście aspołeczni, oj, tak – powitał ich na łajbie Artysta (który, przypomnijmy, lubił konkrety).</p>
<p>Po czym wziął do ręki gitarę i zaczął śpiewać wiersze Różewicza (oraz swoje i żony).</p>
<p>Akt V – Aneks</p>
<p>A jednak się cieszę, że ta podróż się odbyła i wzięłam w niej udział. Albowiem jeśli nawet nie nauczyłam się czegoś nowego, to moje obserwacje na temat kondycji ludzkiej się potwierdziły. A także na temat siebie samej.</p>
<p>Ludzie, wiadomo, są jak barany, byle przywódca jest im w stanie zamieszać w głowie. Jest też coś takiego jak energia grupy, która ją spaja i zasila.</p>
<p>Ja, człowiek wolny, do żadnej bandy się nie nadaję. I dalej nie chcę… –  Chyba że stworzę …swoją(?):)</p>
<p><em>Najpiękniej nam było na Ermioni, kameralnej wysepce, gdzie, jak powiedziałam do M. mogłabym mieć mały apartment, do którego uciekałabym w listopadowe dni. Tak, bo być może jestem już w takim wieku, że chciałabym odpocząć w sposób spokojniejszy, tj. spędzać czas na pływaniu wśród malowniczych skałek, których tutaj pełno, na dzikich plażach, w które ta wysepka obfituje, z dala od zgiełku (napisałby grafoman, a ja to za nim powtórzę). Bujałabym się też na pięknej drewnianej huśtawce, którą ktoś zainstalował na jednym z klifów, patrząc w morze i myśląc o … o tym, że szczęśliwsza  już chyba być nie mogę. A potem poszlibyśmy do jednego z pobliskich barów na zwykłą smażoną rybę, do której być może zamówilibyśmy po piwie. Ale nie więcej, bo więcej – to… po co, bo przecież tak jest pięknie. Na tym świecie. Nie tylko na Ermioni…</em></p>
<p><em>Mogłabym nawet w tym miejscu otworzyć kawiarnię, gdzie przyjmowałabym żeglarzy z całego świata, tych prawdziwych, a nie pasażerów jachtów, i może częstowałabym ich migdałowym ciastem. Niektórzy pewnie by zostali, dołączając do nas, życiowych rozbitków, którym z różnych powodów nie wyszło, albo też im się tak wydaje.</em></p>
<p><em>Po pistacje moglibyśmy popłynąć na Aeginę, gdzie są najpiękniejsze kremy, pasty, a nawet olejki, nie mówiąc o lodach na bazie masy orzechowej. Dziwię się, że nikt nie otworzył jeszcze spa pistacjowego, w oparciu o te różne cudowności. Razem z Meo próbowaliśmy urządzić  je na plaży przy pomocy zakupionych wcześniej produktów, ale nie bardzo nam to wyszło, bo czas postoju na tej wyspie był wyjątkowo krótki.</em></p>
<p><em>Chyba nie zaglądalibyśmy już więcej na Hydrę, moim zdaniem zbyt przereklamowaną. Już nie chodzi o zwierzęta, które wykorzystywane zamiast samochodów, czy rowerów, są po prostu smutne, bo zmęczone, ale o ten tłok wszędzie, pośpiech, od którego przecież uciekaliśmy z Warszawy. </em></p>
<p><em>(A jednak udało nam się uciec także od portowej wrzawy, udając się na pobliskie wzgórze, na, górkę – prawie o wysokości Gubałówki, którą forsowaliśmy w tym upale.)(Widok niezapomniany, choć dość powtarzalny, jeśli chodzi o Cyklady. – Tu jednak zobaczyłam, że konikami ktoś się opiekuje – mają podaną strawę, mogą odpocząć w cieniu skarłowaciałych drzew, eh, dobre i to.)</em></p>
<p><em>(A już na samym końcu, co było celem tej podróży, monastyr mały żeśmy ujrzeli. Meo szczęśliwy, bo chodzi tam do Boga, ja bardziej chłodu spragniona byłam. Kazano mi ubrać się w długą sukienną spódnicę i piękną tekstylną chustę, dobrze mi w tym było, szkoda, że nie mogłam sobie tego stroju kupić. Chodziłabym w nim po mieście w ciepłe jesienne dni, albo nawet chłodniejsze.)</em></p>
<p><img decoding="async" class="size-medium wp-image-9175" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_075006-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><img decoding="async" class="size-medium wp-image-9176" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_0755521-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-9177" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240902_080327-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-9180" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20240904_200338-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p>Tekst został napisany w oparciu o wydarzenia prawdziwe. Ale jak wiadomo, każdy ma swoją prawdę. &#8211; Jeśli ktoś z uczestników tamtego rejsu miałby ochotę napisać inną jego wersję, proszę o kontakt. &#8211; Moglibyśmy ją umieścić na tej stronie. Amen.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/cyk-klika/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mistrz Ly i Jan</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/mo/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/mo/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 May 2026 10:23:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8843</guid>

					<description><![CDATA[Moim drugim mistrzem tai chi był Chińczyk Antoine Ly Li Chanzheng Laoshi, który niedawno odszedł, a którego osobiście nie znałam, ale jego nauki przekazywał, i robi to nadal, Jan Gliński. Mogę mieć jedynie satysfakcję, że gdy Janek był u swego nauczyciela pod Paryżem, by zaprosić go do Polski, prosiłam telefonicznie, aby przekazał mu pozdrowienia oraz, [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Moim drugim mistrzem tai chi był Chińczyk Antoine Ly Li Chanzheng Laoshi, który niedawno odszedł, a którego osobiście nie znałam, ale jego nauki przekazywał, i robi to nadal, Jan Gliński. Mogę mieć jedynie satysfakcję, że gdy Janek był u swego nauczyciela pod Paryżem, by zaprosić go do Polski, prosiłam telefonicznie, aby przekazał mu pozdrowienia oraz, że zobaczy u nas w Łazienkach, jak przyjedzie, niesamowite rude stworzonka, które jedzą orzechy z ręki. Nie wiedziałam wtedy, że  Antoine Ly już dawno nie mieszka na Tajwanie, a tam takich wiewiórek nie ma, gdzie w 1972 roku zaczynał uczyć się taiji, stając się później nauczycielem siódmej generacji mistrzów Starego Stylu Yang.</p>
<p>Nie zdawałam sobie także sprawy z tego, że Kasia i Jan uczą mnie tak naprawdę tego samego stylu tylko w innym wydaniu, forma Kas była znacznie krótsza, a ruchy w nich bardziej zaokrąglone (stąd to robienie piłeczek ciągle). Może dlatego, mimo wielu nieobecności na zajęciach, prawie że opanowałam formę lansowaną przez Antoine Ly, bo miałam do czynienia w ogóle z tai chi wcześniej. (Choć sekwencje ruchów są tylko podobne, forma Lichuan Zheng jest dużo bardziej rozbudowana. A także filozofia ćwiczeń nieco inna, tutaj mówi się głównie o przepływie energii, a Kas Wu chodziło o połączenie ciała z umysłem, koncentracji na każdym ruchu.)</p>
<p>Nie moim jednak zadaniem jest porównywać oba style w tym samym nurcie, tak że pozwolą Państwo, że na tym zakończę swój wywód.</p>
<p>A o więcej informacji na ten temat poproszę mojego nauczyciela Jana Glińskiego, z wykształcenia fizyka z doktoratem,  pracującym przez 40 lat w międzynarodowym biznesie high-tech, z którym zrobię wywiad. Obiecał mi go jak tylko znajdzie więcej czasu, bo jak na razie jest rozrywany – raz jedzie do Muzeum Azji i Pacyfiku, to znowu do Muzeum Narodowego, następnie kina Kadr, a na końcu jeszcze do Studia Dantian, które prowadzi w ramach fundacji.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/mo/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mistrzyni Kas</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/pamieci-kas/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/pamieci-kas/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 May 2026 19:29:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8815</guid>

					<description><![CDATA[Była moją pierwszą nauczycielką, i mistrzynią, tai chi oraz qikongu, także medycznego. &#8222;Wdech i wydech, pozycja wu dżi. OTWARCIE. Ciało i umysł słucha dźwięków z tyłu głowy, czeka na ruch; dołącza oddech. Uwaga&#8230;&#8221; &#8211; Tak zaczynała każde zajęcie, czyli  praktykę taichi. A my, patrząc na nią, powtarzaliśmy poszczególne sekwencje 24 formy pekińskiej. Potem robiliśmy jeszcze [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Była moją pierwszą nauczycielką, i mistrzynią, tai chi oraz qikongu, także medycznego. &#8222;Wdech i wydech, pozycja wu dżi. OTWARCIE. Ciało i umysł słucha dźwięków z tyłu głowy, czeka na ruch; dołącza oddech. Uwaga&#8230;&#8221; &#8211; Tak zaczynała każde zajęcie, czyli  praktykę taichi. A my, patrząc na nią, powtarzaliśmy poszczególne sekwencje 24 formy pekińskiej. Potem robiliśmy jeszcze 12 Kawałków Brokatu.</p>
<p>Odbarczanie, czyli świrowanie, to był Kasin patent na pozbycie się złości, chyba że nauczył jej tego któryś z jej chińskich mistrzów. Właśnie ostatnio sobie o nim przypomniałam i zaczęłam to robić, jest mi od rana lepiej. A kiedy łapią mnie smutne myśli, od zgarniam je z czoła i wyrzucam na dół &#8211; ziemię (jak byliśmy w Gąskach, to wrzucaliśmy je do morza) Bardzo lubię stukać się palcami po głowie, to mnie stawia na nogi, robię też czasami masaż oczu, zębów przez wargi, masuję uszy i je &#8222;odkorkowuję&#8221;, a potem wyciągam brodę do przodu i cofam ją przysiadając, by następnie wznieść się na palcach, wyprostować kręgosłup.</p>
<p>Kaśka podchodziła do tych wszystkich fizyczno-duchowych ćwiczeń także ezoterycznie, uczyła nas na sesjach wyjazdowych samouzdrawiania (pomarańczowym światłem), a także leczenia innych, na odległość, przy pomocy zwizualizowanej pomarańczowej kuli. Pokazywała nam jak pobierać energię z drzew i także jak je doenergetyzowywać.</p>
<p>Była piękna, niezwykła. W białych jedwabnych spodniach i szerokiej bluzie było jej do twarzy, gdy ćwiczyła, wyglądała jak lecący żuraw (taka jest zresztą jedna z pozycji qikongu, gdzie także naśladuje się zwierzęta)</p>
<p>Tak, przywiązywała wagę do wyglądu, trochę może nawet grała swoją rolę tańczącej z energią i świetnie jej to wychodziło, była bowiem zawodową aktorką*.</p>
<p>Poznałam ją wiele lat temu w Grecji, pożegnałam dwa i pół roku temu, nie wiedząc, że to nasze ostatnie spotkanie. Była wtedy chora, ale jak to Kaśka, nie dawała tego poznać po sobie. W każdym razie często nie wiedziałam, czy aktualnie czuje się dobrze, czy nie. Tak, nie lubiła się ze sobą certolić, była dzielnym wojownikiem; i do końca wierzyła, że da sobie radę. Dlatego dla wszystkich nas jej odejście było zaskoczeniem. (Ale widocznie taką miała karmę?).</p>
<p>Na zajęciach nikogo nie popędzała, mówiła do nas z empatią i serdecznością: – Róbcie wszystko w swoim tempie, nie napinajcie się, to nie wyścigi. Jeszcze dziś słyszę jej delikatny głos; trochę zwracała się do nas jak dzieci. Nie lubiła, gdy ktoś olewał zajęcia, ale też dawała ludziom wolność. Zajmowała się z troską chorymi, których przyciągała, często im się poprawiało po kontakcie z nią; może to był wpływ dobrej energii (?).</p>
<p>Była taoistkę i uczyła w ten sposób tai chi, pobierając wcześniej wiedzę od mistrza Zhang Fen Yuma z pekińskiej Akademii Wu Shu oraz Chen Xiao Wanga – spadkobiercy rodziny Chen praktykującej taichi od dziewiętnastu pokoleń.  Mówiła nam zawsze: „To jest proste. Wystarczy zrobić piłeczkę, a potem…”. Niestety nie pamiętam co miało być „potem”, ale Kaśce chodziło o to, że schemat, zasada, wszędzie jest podobna; a jeśli nauczymy się podstaw, ciało już nas poprowadzi.</p>
<p>Nie zapomnę też naszych występów artystycznych, których byłą inicjatorką, widocznie brakowało jej sceny, gdy wycofała się z aktorstwa, na zakończenie wyjazdów. Okazywało się, że wielu z nas to urodzeni tancerze, śpiewacy i muzycy, odkrywaliśmy nasze talenty. A jeden z nas, pokonując nieśmiałość, zaczął potem występować na normalnych scenach, to fakt, że wcześniej umiał już grać na gitarze.</p>
<p>Kasia zapraszała też ciekawe osoby, znanego poza mainstreamem Stefana Poprawę, ekologa i makrobiotyka, który świetnie nam gotował, a także uczył masażu miłości. Marcina R., który potrafił odprowadzić zabłąkaną duszę na tamten świat. Zresztą bywały wśród nas osoby niezwyczajne, nie tylko tarocistki i wróżki, astrolożki, ale także osoby, które potrafiły mentalnie przejść na drugą stronę jeziora.</p>
<p>Niektórzy z nas przyjeżdżali raz do roku na jej farmę, by oczyścić organizm na wiosnę, stosując kontrolowaną (przy asyście lekarza) głodówkę i by zażyć potem pewne zioło, które zmieniało świadomość i ułatwiało odpowiedzi na trudne pytania, czego nie dało się zrobić w normalnym stanie.</p>
<p>Tęsknię za Tobą, Kasieńko i jestem zła, że nie mogę się z Tobą spotkać, pogadać, czasem pofilozofować, posłuchać jak deklamujesz swoje wiersze oraz innych poetów, jak Rilke. A  także zrobić wspólnie formę.</p>
<p>*Kas Wu Miernicka, czyli Katarzyna Miernicka była aktorką &#8222;Ateneum&#8221;, występowała w teatrze telewizji oraz w słuchowisku &#8222;Jeziorany&#8221;. Grała w &#8222;Awanturze o Basię&#8221;, &#8222;Klanie&#8221; oraz &#8222;Labiryncie&#8221;. Po 12 latach pracy porzuciła jednak scenę i zajęła tylko praktyką tai chi oraz qikongiem. Mówiła mi w wywiadzie dla &#8222;Wróżki&#8221;, że musiała odejść z teatru, ograniczając się tylko do grania w serialach, ponieważ poważne role dramatyczne za bardzo ją wyczerpywały energetycznie, nie lubiła też rywalizować o role z innymi.</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8820" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191-300x138.jpg" alt="" width="300" height="138" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191-300x138.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191-1024x472.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191-768x354.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ren-20191.jpg 1268w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8822" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/kas3-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8823" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG-20240929-WA0063.jpg 1500w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8857" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260520_212208343-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/pamieci-kas/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dla Lili</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/dla-lili/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/dla-lili/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 May 2026 08:31:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8779</guid>

					<description><![CDATA[Jest mi smutno, że Cię nie ma*** Z Tobą można by smakować świat*** Albo ukryć się w bzach kiści Rok temu pisałam do Ciebie tak: Jak to dobrze, że Jesteś, że mogłyśmy znowu pójść na spacer, alejkami wśród zieloności, różowości, bieli, żółci, seledynu, fioletu… Pani Wiosny. Znowu więc zawieszam Cię na swojej stronie, abyś przypominała [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jest mi smutno, że Cię nie ma*** Z Tobą można by<br />
smakować świat*** Albo ukryć się w bzach kiści</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8782" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/jaDlaLili.jpg 1536w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8787" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20260519_181915516-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>Rok temu pisałam do Ciebie tak:</p>
<p><em><u>Jak to dobrze, że Jesteś, że mogłyśmy znowu pójść na spacer, alejkami wśród zieloności, różowości, bieli, żółci, seledynu, fioletu… Pani Wiosny.</u></em></p>
<p><em><u>Znowu więc zawieszam Cię na swojej stronie, abyś przypominała innym, jak kruche bywa życie, jak kruche czasem jesteśmy my, jak trudno nam nieraz się podnieść, a jak się podniesiemy, jakie potrafimy być potem  s z c z ę ś l i w e . </u></em></p>
<p>*</p>
<p>A po promocji Twojej książki (pół roku wcześniej) napisałam:</p>
<p><em>&#8211; Nie zależało mi na tym, aby zobaczyć swoje nazwisko w księgarni, a bardziej, by ta książka służyła innym, powiedziała wczoraj (tj. 5 listopada 2024 roku) na jej promocji autorka „Mojego życia na dwóch biegunach” – Liliana Łempicka.</em></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-8792" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182315-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-8793" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/IMG_20241105_182509-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><em>„Wracam do przeszłości, przywołuję obrazy, w których dostrzegam na swojej twarzy bolesne ślady smutku, żalu, urazy, poczucia krzywdy. Nakręcam spiralę negatywnych myśli i coraz bardziej czuję swoją bezsilność. Opuszcza mnie wtedy energia do działania lub raczej sama się jej pozbawiam, koncentrując się na nieprzyjemnych emocjach i uczuciach………. Zarzucam wszelką aktywność sportową. Unikam ludzi, jestem bierna w sferze kontaktów towarzyskich. Powoli zapadam w   h i b e r n a c j ę………. Doszłam już do takiej wprawy, że czasami, gdy ktoś zachowa się wobec mnie w sposób, który mnie rani, w ciągu 2-3 sekund potrafię przejść do przytłaczającego uczucia żalu. Kolejnym następstwem wymienionego uczucia są pojawiające się błyskawicznie myśli samobójcze…” – napisała w swym pamiętniku 7.05.2005 roku Lila, a którego fragmenty wykorzystuje w książce.</em></p>
<p><em>I chociaż przeszła tak wiele, ostatnio samobójczą śmierć syna Bartka, nagłe odejście przyjaciółki Moniki, to ona stawia mnie na nogi, dzwoniąc rano, by przypomnieć, że jesteśmy umówione na basen.</em></p>
<p><em>Lilu, dziękuję Ci, że jesteś.</em></p>
<p><em>{Na promocji, którą prowadziła sprawnie Beata Pawłowicz, poetka i dziennikarka, mieliśmy okazję nie tylko dowiedzieć się więcej o życiu Liliany Łempickiej, ale także zapoznać się z fragmentami filmu dokumentalnego nt. jej ukochanego syna Bartka, który zrobił reżyser Kamil Witkowski; na konferencji powiedział, że jego motywacją było pozostawienie śladu istnienia pięknego człowieka.}</em></p>
<p><em>„Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi</em></p>
<p><em>za waszą czułość w nieczułości świata</em></p>
<p><em>za niepewność wśród jego pewności</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni </em></p>
<p><em>za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni</em></p>
<p><em>za to, że odczuwacie niepokój świata</em></p>
<p><em>jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie</em></p>
<p><em>……….</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni</em></p>
<p><em>za to, że jesteście leczeni</em></p>
<p><em>zamiast leczyć innych</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni………</em></p>
<p><em>za to, że wasza niebiańska siła</em></p>
<p><em>jest spychana i deptana</em></p>
<p><em>przez siłę brutalną i zwierzęcą</em></p>
<p><em> za to, co w was przeczutego,</em></p>
<p><em>niewypowiedzianego, nieograniczonego</em></p>
<p><em>Za samotność i niezwykłość waszych dróg</em></p>
<p><em>Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi.”</em></p>
<p><em>(Z „Posłania do nadwrażliwych” umieszczonym w książce &#8222;Moje życie na dwóch biegunach&#8221;, które Liliana Łempicka odczytała  6.11.2024 w Bibliotece MDM na ul. Marszałkowskiej 55/73 w Warszawie, po promocji.)</em></p>
<p>A to po promocji książki</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8784" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/LilaWSukni-225x300.jpeg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/LilaWSukni-225x300.jpeg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/LilaWSukni-768x1024.jpeg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/LilaWSukni.jpeg 1080w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-8812" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2026/05/ja-i-kreacja-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/dla-lili/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pierwszy śnieg</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/pierwszy-snieg/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/pierwszy-snieg/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Jan 2026 21:39:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8350</guid>

					<description><![CDATA[Budzę się, a tu zima&#8230;  Szybko więc do szafy.  Po czapkę, po szalik&#8230;   &#8211; By ulepić bałwana]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Budzę się, a tu zima&#8230;  Szybko więc do szafy.  Po czapkę, po szalik&#8230;   &#8211; By ulepić bałwana</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7899" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143725479-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7904" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_143815847-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7901" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20251123_150534543-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/pierwszy-snieg/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nobel za?</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/nobel-za/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/nobel-za/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Dec 2025 12:17:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=8055</guid>

					<description><![CDATA[Nudy na pudy, bo inaczej nie mogę nazwać „A świat trwa” – tegorocznego Nobla w literaturze autorstwa Laszlo Krasznahorai&#8217;ego. Już nie czepiam się okładki, jest jak z powielacza, ale mięsa, którego w tej książce nie ma. A przecież powinna dostarczać nam literatura – przeżyć, wzruszeń, ciekawych historii, przemyśleń. Zero. Może więc pisarze uznali, że zastąpili [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-8059" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251211_1258158582-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" />Nudy na pudy, bo inaczej nie mogę nazwać „A świat trwa” – tegorocznego Nobla w literaturze autorstwa Laszlo Krasznahorai&#8217;ego. Już nie czepiam się okładki, jest jak z powielacza, ale mięsa, którego w tej książce nie ma. A przecież powinna dostarczać nam literatura – przeżyć, wzruszeń, ciekawych historii, przemyśleń. Zero. Może więc pisarze uznali, że zastąpili ich twórcy cyfrowi, czyli każdy z nas, kto umie pisać? (I czytać; nie jest więc analfabetą:))</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/nobel-za/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>mało perfekcyjnie</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/7973-2/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/7973-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Dec 2025 08:51:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=7973</guid>

					<description><![CDATA[Bardzo trafnie uchwycona charakterystyka  współczesnych graphic designerów i twórców stron internetowych, czyli tzw. ludzi kreatywnych, jak ich  nazywa włoski pisarz, wolnych i nie potrzebujących etatów, a także nie przywiązanych do miejsca zamieszkania.  Pokolenia trzydziesto- czterdziestolatków, czasami starszych, spełniających swój sen o dobrym życiu, którego kwintesencją jest profil na Instagramie. A tam znajdziemy wszystko: od zdjęć [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Bardzo trafnie uchwycona charakterystyka  współczesnych graphic designerów i twórców stron internetowych, czyli tzw. ludzi kreatywnych, jak ich  nazywa włoski pisarz, wolnych i nie potrzebujących etatów, a także nie przywiązanych do miejsca zamieszkania.  Pokolenia trzydziesto- czterdziestolatków, czasami starszych, spełniających swój sen o dobrym życiu, którego kwintesencją jest profil na Instagramie.</p>
<p>A tam znajdziemy wszystko: od zdjęć pokazujących nowoczesny design ich mieszkań, potrawy jakie spożywają, topowe galerie i bary, które odwiedzają po przepiękne miejsca, gdzie wyjeżdżają na wakacje. Choć czasami przenikają się one z miejscami pracy, która odbywa się na dzikiej plaży, bo w tym pokoleniu najważniejsze jest przyjemne życie, bez ograniczeń.</p>
<p>Najczęściej jednak tworzą w domach, pełnych egzotycznych roślin i ziół, na duńskich fotelach, z herbatą zaparzoną w japońskich imbrykach i w otoczeniu reprodukcji zdjęć z czasów wojny oraz albumów Andy Warhola.</p>
<p>Są panami swojego czasu, więc także aktywność w social mediach miesza się z robieniem projektu graficznego dla kolejnego znajomego i klienta, którym jest mąż amerykańskiego dziennikarza z Berlina.</p>
<p>I chociaż był on upragnionym miejscem życia Anny i Toma, pochodzących, jak sądzili, z prowincjonalnego południa Europy, to okaże się, że niczym nie będzie się  różnił się od Lizbony, gdzie bohaterowie powieści Vinzenzo Latronico udadzą się w poszukiwaniu szczęścia.</p>
<p>Nienasycenie, nuda zamiast obiecanych wrażeń i zmęczenie – to ostatecznie cechuje Annę i Toma oraz rzeszę ich znajomych, którzy postawili w życiu na to samo, czyli pracę i konsumpcję – w dużym uproszczeniu, bo w tym mieszczą się wypady do galerii i modnych klubów oraz podróże, także kulinarne.</p>
<p>Temat stary jak świat. Nadmiar wolności i skupianie się na tym, co przyjemne wcale nie nadaje sensu ludzkiemu życiu, nie sprawia, że stajemy się szczęśliwi. Bo to jest charakterystyczne dla naszego umysłu, który wciąż poszukuje i wydaje mu się, że jak dostaniemy to, czego aktualnie nie mamy, to poczujemy się wspaniale. Tylko na chwilę!</p>
<p>Szkoda, że książka „Do Perfekcji” Vincenzo Latronico  jest mało perfekcyjnie przetłumaczona, lub zredagowana, wstydzę się za wydawnictwo Czarne (oraz przyklaskujących mu krytyków).</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7974" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093112503-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /> <img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-7975" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-225x300.jpg 225w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-768x1024.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-1152x1536.jpg 1152w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-1536x2048.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/12/IMG_20251201_093123939-scaled.jpg 1920w" sizes="(max-width: 225px) 100vw, 225px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/7973-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jesteś dziewczyną słońca</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/6872-2/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/6872-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 02 Nov 2025 20:55:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=6872</guid>

					<description><![CDATA[Nastawiłam dziś Twoją płytę, Anno. Płytę pt. „Dziewczyna słońca”. I od razu świat się zarumienił. – Odeszły smutki, melancholia, przyszła radość życia. /Tak, czasami, jeśli powodów brak, to należy ją przywołać./ Jesteś dziewczyną słońca Rozmowa z Anną Rusowicz, piosenkarką, córką Ady &#8211; Mam przyjemność z panią Anną Rusowicz? &#8211; Niewątpliwą (śmiech)… Jak rozmawiać, to z [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nastawiłam dziś Twoją płytę, Anno. Płytę pt. „Dziewczyna słońca”. I od razu świat się zarumienił. – Odeszły smutki, melancholia, przyszła radość życia. /Tak, czasami, jeśli powodów brak, to należy ją przywołać./</p>
<p><strong>Jesteś dziewczyną słońca</strong></p>
<p><strong>Rozmowa z Anną Rusowicz, piosenkarką, córką Ady</strong></p>
<p>&#8211; Mam przyjemność z panią Anną Rusowicz?</p>
<p>&#8211; Niewątpliwą (śmiech)… Jak rozmawiać, to z przyjemnością.</p>
<p>&#8211; A o czym lubi pani najbardziej?</p>
<p>&#8211; O życiu.</p>
<p>&#8211; Jak się pani dziś czuje?</p>
<p>&#8211; Lepiej niż wczoraj. Jestem meteopatką i zmiany pogody mają na mnie wpływ. Bolą mnie kości, a najbardziej kręgosłup.</p>
<p>&#8211; Co na to pomaga…?</p>
<p>&#8211; W moim przypadku jest to nadmiar obowiązków, który nie pozwala myśleć o tym.</p>
<p>&#8211; Podziwiam, trudno jest pogodzić macierzyństwo z występami na scenie, a przecież ostatnio bardzo dużo pani śpiewa.</p>
<p>&#8211; Nie mam wyboru, muszę pracować, ale … i chcę, bo mam to szczęście, że robię to, co kocham.</p>
<p>&#8211; Widziałam panią na Festiwal Blues w Suwałkach, gdzie występowała pani z zespołem „Voo Voo” i świetnie rezonowała z Janem Pospieszalskim, który także grał na trąbce.</p>
<p>&#8211; O!&#8230; Bo my się bardzo lubimy prywatnie, a to się przekłada na to, co dzieje się na scenie. A poza tym ja kocham bluesa i fajnie się spotkać z osobą, która podobnie czuje, cudownie wymienić tą energią.</p>
<p>&#8211; To na pewno. Zresztą było widać, patrzyłam i słuchałam oczarowana.</p>
<p>&#8211; Wie pani, scena jest bezlitosna i szybko ujawnia, czy ktoś się lubi czy nie.</p>
<p>&#8211; A ja myślałam, że śpiewanie łączy.</p>
<p>&#8211; Znam ludzi, którzy grają ze sobą, mimo, że się nie lubią, ale to jednak robią, bo ich celem jest zarabianie pieniędzy.</p>
<p>&#8211; Pewnie to widać na scenie, czuć, coś nie gra.</p>
<p>&#8211; Tak, bo scena jest miejscem transparentnym.  Czasami telewizja ma taki pomysł, żeby kogoś połączyć ze sobą, a potem się okazuje, że ten duet nie był dobry.</p>
<p>&#8211; Prawda. Rozumiem, że pani nie godzi się na takie występy.</p>
<p>&#8211; Raczej nie. Bo to nie ma sensu. Jak się z kimś nie znam i nie rozumiem muzycznie, to wychodzi potem krzywo.</p>
<p>&#8211; To ciekawe, co pani mówi, byłam przekonana, że można się połączyć głosem z drugą osobą, dopasować do niej&#8230; Ja słuchając pani, nie tyle łączę się z głosem pani mamy Ady Rusowicz, co z dźwiękami z mojego dzieciństwa, co jest bardzo słodkie i przyjemne.</p>
<p>&#8211; Bardzo panią rozumiem. Nie dalej jak wczoraj przyjechała do mnie przyjaciółka, która weszła do mojego domu, a dopiero co zrobiłam pranie i nim pachniało, stanęła i mówi: „O Jezu, dzieciństwo mi się przypomniało”. A więc jak ten zapach zapadł jej w pamięci. My w ogóle jesteśmy przykuci do tego, co w naszym dzieciństwie się działo, jakiej muzyki się słuchało.</p>
<p>&#8211; A jakiej słuchało się w pani domu?</p>
<p>&#8211; Miałam dwa domy. W jednym, to były lata 80., słuchało się zespołu „Queen”, Billy Idol’a, Kail Mimogue. Rodzice lubili  bardzo Roy’a Orbisona i pamiętam, jak kiedyś analizowali jego koncert. W drugim domu oglądaliśmy „Wideotekę dorosłego człowieka” oraz klipy z piosenkami Szczepanika.</p>
<p>Mój brat najchętniej słuchał  „Metaliki” i „Iron Maiden” i miał ich plakaty, a które mnie wtedy przerażały…  Z kolei mój kuzyn słuchał Doorsów oraz Breakoutów.</p>
<p>&#8211; A pani?</p>
<p>&#8211; Jako dziewczynka lubiłam słuchać Whitney Huston i Mariah Carey, zresztą wszystkie moje koleżanki chciały tak śpiewać i wyglądać. (śmiech)</p>
<p>&#8211; Teraz śpiewa pani piosenki big-beatowe, bluesowe, rockowe… A nie myślała pani o czymś bardziej klasycznym, wystąpić na przykład w operze, jako solistka?</p>
<p>&#8211; W średniej szkole muzycznej byłam dwa lata na śpiewie klasycznym i moja pani profesor namawiała mnie, abym to kontynuowała. Ale ja chciałam iść swoją drogą, bez wpasowywania mnie w jakieś ramy. Taki jest bowiem śpiew klasyczny, gdzie nie ma miejsca na swobodę. A ja łamię zasady! (śmiech)</p>
<p>&#8211; Wygląda mi pani na taką! (śmiech)</p>
<p>&#8211; Bo we mnie płynie krew rockendrollowców!&#8230; A to jest taka ekspresja genów, że nie da się jej powstrzymać (śmiech)… Nie mówiąc już o tym, że mam ADHD. (śmiech)</p>
<p>&#8211; Chyba mam podobnie… Słuchając pani, zaczynam porównywać ją do mamy… Ale uważam, że ma pani lepszy głos od niej.</p>
<p>&#8211; Ojej…</p>
<p>&#8211; Nie jestem może specjalistką, ale też chodziłam do szkoły muzycznej i mam tzw. słuch absolutny… Ale to już nieważne, przestałam grać na pianinie, może to zaniedbałam…</p>
<p>&#8211; Ale ta baza…</p>
<p>&#8211; …tak – została.  I miłość do tańca, śpiewu; ostatnio zaś uczę się grać na gitarze.</p>
<p>&#8211; Ja dzięki szkole muzycznej wiem jak korzystać z głosu. Edukacja dała mi podstawy, właśnie bazę, jednocześnie nie psując mojej koncepcji śpiewania. Pewnie, że mogłam dalej się kształcić. Miałam nawet pomysł, by pójść do Katowic na wydział jazzowy, ale tego nie zrobiłam, bo…</p>
<p>&#8211; …obawiała się pani, że jej głos będzie poprowadzony w określonym kierunku i w jakiś sposób wypaczony, ograniczony, prawda?</p>
<p>&#8211; Tak. Wzięłam ze szkoły wszystko to, co najwartościowsze. Natomiast dalej już poszłam swoją drogą.</p>
<p>&#8211; Rozumiem.</p>
<p>&#8211; A w związku z tym, że nie ma szkoły big-beatu i rock and roll’ a, musiałam sama tę wiedzę zdobyć. W ogóle nie ma takiej szkoły, która uczyłaby śpiewania rozrywkowego, a to jest też wielka umiejętność.</p>
<p>&#8211; No pewnie!… A niech mi pani powie za co kocha big-beat, bo to są czasy dość odległe…</p>
<p>&#8211; Kocham go za to, że jest… po pierwsze, moją spuścizną po rodzicach. Oni byli pionierami w tym, oni wzięli tę „maczetę” do ręki i poszli do „dżungli”, by wycinać ścieżkę – po to, by inni mogli jeździć już autostradą…</p>
<p>&#8211; Ładnie powiedziane…</p>
<p>&#8211; To była pierwsza muzyka rozrywkowa w tym kraju… Oni z tą płytą „Naga” poszli dalej, robili progresywnego rocka i nie bali się tego.</p>
<p>&#8211; Tak.</p>
<p>&#8211; To jest więc moja spuścizna, moje korzenie muzyczne… I druga sprawa – cały czas odkrywam z tamtych czasów nowych gitarzystów i wokalistów big-beatowych z całego świata. Bo to był taki ruch muzyczny, który ogarnął różne zakątki Europy. Jak się posłucha zespołów z Czech czy Węgier, to się nagle okazuje, że mamy studnię bez dna… W latach 60. był wybuch właśnie takiej muzyki także w Japonii.</p>
<p>&#8211; A w Polsce, co pani ostatnio odkryła?</p>
<p>&#8211; Takie zespoły jak „Tajfuny” czy „Tarpany”. Andrzeja Zauchę z zespołem „Dżamble”. &#8211; A pamięta pani Michaja Burano – cygańskiego księcia big-beatu?</p>
<p>&#8211; Tak, słyszałam go w dzieciństwie…</p>
<p>&#8211; Jest całe mnóstwo wokalistów, którzy później byli znani, a okazywało się, że zaczynali jako muzycy big-beatowi.</p>
<p>&#8211; Podobno jest pani zaprzyjaźniona ze Skaldami, niestety jeden z nich, Jacek Zieliński, już nie żyje…</p>
<p>&#8211; Tak, bardzo się lubimy i cenimy, to moi wujkowie przekochani. Dopiero co dzwonił do mnie Andrzej Zieliński… Oni zawsze do mnie mówili, mówią: „Aniu, Anusia, ty taka nasza”. I mnie jest blisko do nich, a im jest blisko do mnie. Jestem też w stałym kontakcie z Andrzejem Dąbrowskim, którego uwielbiam. Zawsze, jak gdzieś jestem, to mówię: „Pamiętajcie o artystach, którzy tworzyli muzykę rozrywkową w tym kraju”.</p>
<p>Tak jak uczymy się o Mozarcie i Chopinie, tak samo wypada znać polskie legendy muzyki rozrywkowej – bo od nich się wszystko zaczęło. Dlaczego na świecie każda gospodyni domowa zna zespół „The Beatles”, a u nas ważni są tylko nowi wykonawcy, nowy narybek.</p>
<p>&#8211; Coś w tym jest.</p>
<p>&#8211; Na szczęście pojawił się parę lat temu trend, aby doceniać artystów z tamtych lat. Ale to za sprawą ich dzieci, którzy przypominają utwory rodziców, tak jak to ostatnio zrobiła Kasia Wodecka.</p>
<p>&#8211; Prawda.</p>
<p>&#8211; Pojawiają się też imprezy jak Top of the Top Sopot Festiwal, na które w tym roku zaproszono Andrzeja Rybińskiego czy Alicję Majewską. Warto naprawdę pamiętać o tych, co śpiewali przeboje, hity, a nie, że „jak jesteś stary, to do widzenia”.</p>
<p>&#8211; Może przemawia przeze mnie wiek, ale uważam, że współcześni wykonawcy muzyki rozrywkowej są bardzo nieciekawi. Przepraszam. Np. dzisiejsze piosenkarki śpiewają dla mnie tak samo, w ten sposób, że niejednokrotnie jest mi trudno odróżnić jedną od drugiej. (śmiech)</p>
<p>&#8211; Bo o to chodzi. (śmiech) Kiedyś była tendencja taka, aby piosenkarki śpiewały w sposób charakterystyczny. A teraz…</p>
<p>&#8211; Chyba artysta powinien być charakterystyczny, dlatego właśnie jest artystą…</p>
<p>&#8211; Tak. Jak się kiedyś, teraz też tak jest, słyszało od pierwszych nut Niemena, to było wiadomo, że to jest on.</p>
<p>&#8211; Nie do podrobienia.</p>
<p>&#8211; Tu chodzi o to, że się w dzisiejszych czasach zmieniło podejście do muzyki. Stała się ona sposobem na zarabianie pieniędzy,  niestety… Kiedyś muzykom nie chodziło tylko o kasę.. Może dlatego, że to były trudne czasy i ludzie lgnęli do kultury, mieli takie potrzeby duchowe… Ale mimo wszystko&#8230;</p>
<p>&#8211; Zgoda.</p>
<p>&#8211; Bo nie było żadnej rozrywki oprócz muzyki?</p>
<p>&#8211; No nie, był teatr i film na wysokim poziomie.</p>
<p>&#8211; Tak. Ale nie było np. gier komputerowych, dzisiaj mamy więcej możliwości i większą dostępność do różnych form rozrywki… Tylko, że dzisiaj kultura, muzyka jest produktem na sprzedaż.</p>
<p>&#8211; Jak wszystko.</p>
<p>&#8211; Muzyka także służy do sprzedaży gier komputerowych oraz innych towarów w sklepach, gdzie puszcza się ją w tle.</p>
<p>&#8211; Tak, to się dzieje w każdym supermarkecie.</p>
<p>&#8211; Wyciska się z muzyki sok, jak z cytryny, by sprzedawać np. alkohol, są festiwale, które przy jej pomocy sprzedają piwo (!).</p>
<p>&#8211; Wiem, tak było na koncercie grupy „Scorpions”, na który się wybrałam, gdzie nie wolno było mieć nic ze sobą, nawet butelki z wodą mineralną, a był upał niemiłosierny, natomiast w środku było już pełno piwa, które kupowało się pod Skorpionsów.</p>
<p>&#8211; Muzyka się tak skomercjalizowała, że teraz, jeśli ktoś robi karierę, np. taki Dawid Podsiadło, to zaraz pojawia się dziesięciu prawie identycznych Dawidów, którzy identycznie śpiewają, lub podobnie.</p>
<p>&#8211; Dokładnie, jak z tymi piosenkarkami, o których wcześniej rozmawiałyśmy.</p>
<p>&#8211; Dlatego, że coś się sprzedało, więc to się staje nośnikiem do sprzedaży następnych rzeczy, a które stają się podobne. Wynika to też z maksymalizacji zarobków. Mówi się, że żywotność piosenki trwa miesiąc… A przecież takie hity jak „Dziwny jest ten świat” przetrwały dziesięciolecia!</p>
<p>&#8211; Właśnie! &#8211; A może mi pani wymienić trzy nazwiska wśród najmłodszych wykonawców muzyki rozrywkowej, jakie ceni najbardziej?</p>
<p>&#8211; Bo ja wiem… sama już nie jestem taka młoda… No ciężko powiedzieć, bo po pierwsze – nie słucham, a jeśli już słucham, to okazuje się, że nie uderza to w moje struny… A poza tym warstwa tekstowa takich utworów mnie nie dotyczy, bo najmłodsi wykonawcy są na innym etapie życia. Mnie nie będą poruszały ich sprawy…</p>
<p>&#8211; Natomiast poruszył panią tekst Agnieszki Osieckiej sprzed laty „Dziewczyna słońca” &#8211; na tyle, że stał się najważniejszą piosenką, śpiewaną przez panią na płycie o tej samej nazwie, którą pani teraz nagrała.</p>
<p>&#8211; Miałam niedawno trudny czas, różne wątpliwości mnie ogarnęły, zadawałam sobie pytania o sens tego, co robię. I oto znalazłam piosenkę Agnieszki Osieckiej, do której piękną melodię ułożył mój tata… Stwierdziłam wtedy, że to nie przypadek.</p>
<p>&#8211; Śpiewali ją pani rodzice. Ale piosenka powstała przed pani narodzinami…</p>
<p>&#8211; Dlatego wróciłam do niej. Do czegoś, co będzie zawsze we mnie świeciło i czego nie da się zniszczyć, bo to coś jest ponadczasowe i dobre. Stała się dla mnie takim kamieniem węgielnym i talizmanem. Drogowskazem.</p>
<p>&#8211; Jest bardzo optymistyczna, radosna…</p>
<p>&#8211; Ona jest takim kopniakiem dla mnie, motywacyjnym. Na zasadzie: „Ej mała, nie jęcz, zobacz, ile masz. W tobie jest wszystko, szukaj w sobie sensu, nie na zewnątrz. Szukaj w sobie nadziei, bo ktoś ci to dał.” &#8211; To jest taka przypominajka dla mnie. „Hej, posłuchaj, jesteś dziewczyną słońca.” – mówi do mnie. „Ty masz śpiewać, masz żyć, masz dawać radę.”</p>
<p>&#8211; Chcę pani powiedzieć, że jestem nastrojowcem. Bardzo długo się z panią umawiałam i co jakiś czas sobie puszczałam „Dziewczynę słońca” w pani wykonaniu. I wie pani, że ona autentycznie podnosi nastrój? Energię! &#8211; To jest niezwykłe, ale ona po prostu podnosi stan ducha.</p>
<p>&#8211; Tak, podnosi wibracje. Takie ma zadanie. &#8211; Być może tworzenie muzyki, płyty jest trochę egoistyczne…</p>
<p>&#8211; Ale tak musi być, każdy artysta jest i musi być egoistyczny, by coś stworzyć.</p>
<p>&#8211; Mam nadzieję, że jest to zdrowy egoizm… Ja szukam różnych metod i narzędzi psychologicznych, aby sama się jakoś wesprzeć…</p>
<p>&#8211; Aha.</p>
<p>&#8211; Bo musimy sami dla siebie szukać pomocnej dłoni… A jak poszukamy jej w świecie, to znajdziemy – np. w piosenkach.</p>
<p>Tak wiele zależy od nas, naszego działania… Jak będziemy patrzyli przez ciemne okulary, to wszystko będzie się w ten sposób układało. A jeśli poszukamy jasnej strony, światła, to wtedy też je znajdziemy. Ja w ten sposób patrzę właśnie na muzykę. I dla mnie „Dziewczyna słońca”, która rozpoczyna tę płytę, nadaje energię całości. Ona tak trochę okala pozostałe piosenki, które opowiadają o moim życiu – także trudnych jego kawałkach.</p>
<p>&#8211; Rozumiem.</p>
<p>&#8211; Ale zawsze „dziewczyna słońca” świeci nad tym wszystkim. Nad tym mrokiem świeci. Ponad wszystkimi utworami, które są na tej płycie. Świeci u góry i daje nadzieję.</p>
<p>&#8211; Uhm… A proszę mi opowiedzieć o pozostałych piosenkach z tej płyty, tych najważniejszych.</p>
<p>&#8211; Ważna jest „Tobie” – napisana w trakcie rozstania z moim mężem.</p>
<p>&#8211; Poznałam ją, opowiada o akceptacji tego rozstania, pani w niej dziękuje za kawałek wspólnego życia, prawda? A nie wkurza się i cierpi…</p>
<p>&#8211; Tak, ona jest na pogodzenie się z tym faktem. Jak się już nie ma wpływu na sytuację, to przychodzi taka akceptacja, zgoda, że musisz to przejść. Że trzeba coś zakończyć, pogodzić się z tym. Bo życie dalej trwa. Czasami poznajemy ludzi, którzy są na całe życie… Ale innym razem spotykamy się tylko na chwilę, prawda?</p>
<p>&#8211; Prawda.</p>
<p>&#8211; Równie ważna jest „Rapsodia”, a także „Wyśniony” – jako nadzieja na przyszłość. A także piosenka „Co się stało z naszą miłością –też takie pytanie, które sobie zadaję, a nie znam na nie odpowiedzi. Jest to więc album, który opowiada o wydarzeniach z ostatnich lat mojego życia, które zamknęłam w pewnej kapsule. Mam więc podsumowanie i z tą mądrością idę dalej.</p>
<p>&#8211; Chce pani powiedzieć, że zakończyła pewien etap w swoim życiu i już nie będzie do niego wracała? A ta płyta jest jakby troszkę takim katharsis?</p>
<p>&#8211; Tak, tak, dokładnie tak.</p>
<p>&#8211; I teraz rozpoczyna nowy rozdział?</p>
<p>&#8211; Tak, i przyglądam się życiu, co mi ma do zaoferowania. Bo przecież postawiło mnie w takich różnych trudnych sytuacjach… więc pytam go teraz: co mi dasz w zamian?</p>
<p>&#8211; Pani jest zakochana czy teraz przywołuje miłość?</p>
<p>&#8211; Ja przywołuję miłość! Przyciągam ją i coraz więcej tej miłości wokół mnie. Od przyjaciół, od mojego dziecka, od moich psów, od świata muzyki. Ja mam te radary wystawione właśnie na miłość. Ale też sama jestem jej generatorem. Zawsze musimy tę miłość wygenerować w sobie, to wtedy nie czujemy się wybrakowani, mamy przecież miłość własną i należy jej używać wobec siebie. To jest podstawa. Albowiem motorem napędowym całego świata jest miłość.</p>
<p>&#8211; Chyba się z panią zgadzam…</p>
<p>&#8211; Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Ale najpierw pokochaj siebie. To potem pokochasz bliźniego.</p>
<p>&#8211; Tak jest, ktoś kto nie kocha siebie, nie jest w stanie pokochać innych.  Rozmowa z panią jest potwierdzeniem moich obserwacji i doświadczeń.</p>
<p>&#8211; Cieszę się, że się spotkałyśmy.</p>
<p>&#8211; Ja też. (uśmiech) Wiem, że skończyła pani psychologię.</p>
<p>&#8211; Tak, dostałam bazę psychologiczną, tak jak w przypadku muzyki, o czym rozmawiałyśmy. Natomiast mój dalszy rozwój jest w moich rękach.</p>
<p>&#8211; Nie chciała pani nigdy uprawiać zawodu psychologa?</p>
<p>&#8211; Ale ja to robię!</p>
<p>&#8211; Naprawdę?</p>
<p>&#8211; Tak, prowadzę zajęcia, czasami warsztaty.</p>
<p>&#8211; O!</p>
<p>&#8211; Stworzyłam taki nurt: psychologia sceny. W przyszłym roku wyjdzie książka na ten temat. Jest to dla ludzi występujących na scenie. Ale nie z podejściem coachingowym, bo uważam, że my śpiewamy duszą.</p>
<p>&#8211; Rozumiem.</p>
<p>&#8211; Śpiewamy, kierując się doświadczeniami oraz emocjami, a nie po prostu śpiewamy, wykonując zadanie. Książka będzie zawierała wskazówki dotyczące występowania na scenie. Bo proces śpiewania jest procesem dużo głębszym niż nam się wydaje.</p>
<p>&#8211; To mnie pani zaciekawiła.</p>
<p>&#8211; Jak zaczęłyśmy rozmowę, to powiedziałam o tym, że scena nie wybacza.</p>
<p>&#8211; Tak.</p>
<p>&#8211; Że my tam wchodzimy i się odsłaniamy. Jeśli ktoś się stresuje, nie śpiewa o swych doświadczeniach – jest odcięty od uczuć, to widz to zarejestruje.</p>
<p>&#8211; Podświadomie?</p>
<p>&#8211; Tak, nie będzie wiedział o co chodzi, ale będzie to czuł.</p>
<p>&#8211; Wyczuje fałsz, strach, napięcie?</p>
<p>&#8211; Tak. Dlatego scena, jak mówię, jest taką sytuacją trochę diagnostyczną. Nawet jeśli my będziemy świetnie przygotowani, to wcale nie mamy gwarancji sukcesu i dobrego występu. Proces śpiewania, jak mówiłam, jest nie tylko celowym działaniem, które jak u sportowców doprowadza do pewnego wyniku. Tu wchodzimy w przeżycia z dzieciństwa, traumy, w to, jak zostaliśmy wychowani, albo miejsca, które ktoś nam zablokował…</p>
<p>&#8211; Prowadzi pani psychoterapię poprzez śpiewanie?</p>
<p>&#8211; Prowadzę na ten temat zajęcia. Daję np. psychorysunek, który wiele pokazuje. Mówię do uczestników warsztatów: narysujcie mi swój głos. Okazuje się, że bardzo ważne były osoby z naszego najbliższego otoczenia, które reagowały na nasze spontaniczne zachowania, jak byliśmy mali. Na przykład padały komunikaty typu „Nie wygłupiaj się!” albo „Co ty robisz?!”.</p>
<p>&#8211; A to nas blokowało…</p>
<p>&#8211; Tak. Bo ta nasza pewność na scenie tworzy się w naszym dzieciństwie, od niego zależy. Człowiek nie przychodzi z nią na świat. Pewność siebie się zdobywa, to rodzice kształtują ją najpierw w dzieciństwie w dziecku.</p>
<p>&#8211; Wiem.</p>
<p>&#8211; Stąd bierze się poczucie  „niepewności siebie na scenie” w przypadku krytycznych komunikatów, jakie ktoś otrzymał kiedyś. Na warsztatach więc docieramy do takich najgłębszych zakamarków psychiki – po to, by to pokazało człowiekowi z czym on się mierzy tak naprawdę, i ta scena mu to pokazuje.</p>
<p>&#8211; Czy pani klientami są osoby, które chciałyby śpiewać, a im to nie wychodzi?</p>
<p>&#8211; Tak, albo chciałyby się dowiedzieć czegoś o sobie.</p>
<p>&#8211; Rozumiem, to znaczy, że uprawia pani ten swój drugi zawód… A w zasadzie łączy dwa … w całość.</p>
<p>&#8211; Coś w tym stylu, u mnie jeden zawód nakręca drugi. Bardzo mnie satysfakcjonuje to, że mogę pomóc ludziom. Pisałam pracę magisterską na temat funkcjonowania show biznesu, a teraz to kontynuuję w praktyce i dalszych moich badaniach.</p>
<p>&#8211; Proszę o tym opowiedzieć.</p>
<p>&#8211; Nasz zawód jest bardzo obciążający, a idą do show biznesu bardzo wrażliwi ludzie. Często wierzący, że ich marzenia się spełnią, a tutaj nagle dostają kopa…</p>
<p>&#8211; Jest teraz tyle możliwości w telewizji.</p>
<p>&#8211; Ja jestem akurat przeciwna tym wszystkim programom typu talent show. Dowiaduję się często, że to są ustawki, że w przedziwny sposób ktoś wygrał, choć był dużo gorszy od tego, kto przegrał.</p>
<p>&#8211; Znam to z opowieści znajomych, których dzieci tam wystąpiły. Podobno bardzo liczy się opinia producenta takiego programu…</p>
<p>&#8211; No właśnie. A ludzie przecież mają marzenia…</p>
<p>&#8211; Właśnie&#8230;</p>
<p>&#8211; Idą na konkurs i wierzą, że wszystko odbywa się uczciwie…</p>
<p>&#8211; No…</p>
<p>&#8211; I potem ci ludzie zostają z pewnego rodzaju traumą, która powoduje, że np. więcej już nie chcą śpiewać.</p>
<p>&#8211; Tak!</p>
<p>&#8211; Nie chcą śpiewać, bo się obrazili na muzykę. I to, co ma ich nieść, niosło – jako pozytywne działanie w życiu, zostało im odebrane.</p>
<p>&#8211; Okropne.</p>
<p>&#8211; Ja zawsze moim klientom tłumaczę: „Wy się nie obrażajcie na muzykę, muzyka wam nic złego nie zrobiła. To ludzie was skrzywdzili, zranili, prawa kierujące show biznesem. Nie muzyka, która dalej jest waszą przyjaciółką.”</p>
<p>&#8211; I słusznie pani im to mówi.</p>
<p>&#8211; Mówię im dalej, aby nie rezygnowali i nadal szukali wsparcia w muzyce, w piosenkach, w tworzeniu.</p>
<p>&#8211; Pewnie, nigdy nie należy przejmować się tym, co ktoś o nas sądzi, nawet jeśli to była jakaś ważna komisja.</p>
<p>&#8211; Pracuję z aktorami, muzykami w orkiestrach, młodymi wokalistami, którzy mieli trudne doświadczenia po tych programach typu mam talent. Przepracowujemy je wspólnie.</p>
<p>&#8211; Jeśli ktoś trafi do pani, bardzo utalentowany z problemem: dlaczego nie może się przebić?, to jak pani mu pomaga, jak odpowiada na takie pytanie?</p>
<p>&#8211; Wtedy daję mu szereg zadań, które pokażą, co on tak naprawdę myśli o sobie. Bo to jest najważniejsze: co myślimy sami o sobie. Bo co świat myśli, to ile ludzi, tyle interpretacji nas.</p>
<p>&#8211; Zgadzam się. &#8211; Zajmuje się pani bardzo interesującymi sprawami… A co sprawia pani przyjemność, oprócz muzyki i pomagania innym? Bo pani pomaga jako psycholog i jako piosenkarka – poprzez treść swoich piosenek, poprzez ostatnią swoją płytę, która, mam wrażenie, jest taka trochę psychoterapeutyczna.</p>
<p>&#8211; Co jeszcze mnie nakręca?</p>
<p>&#8211; A może wycisza… nie wiem, czego pani potrzebuje.</p>
<p>&#8211; Przede wszystkim przyroda. Kocham moje kwiatki, kocham zwierzęta. Jeśli się ma takie podejście, że świat jest miejscem przyjaznym, dobrym, to na wszystkie rzeczy, wydarzenia, które będą przychodziły do nas będzie się miało akceptację. Ja miałam parę momentów trudnych w swoim życiu, jak np. utrata rodziców, a teraz rozstanie z mężem. I nieraz sobie myślę: „Boże święty, co jeszcze mam dźwignąć?”. Ale z drugiej strony mam taką postawę, że na wszystko, co przychodzi mam zgodę. Żyję dalej i patrzę, co się wydarzy, co mi życie pokaże, czym się zainteresuję. Lubię sport, jazdę na snowboardzie. Lubię podróżować.</p>
<p>&#8211; A dobrze, a jak się pani trafi, bo nie wierzę, że się pani nie przydarza, jakiś dołek, to jak sobie pani z nim radzi? Oprócz śpiewania…</p>
<p>&#8211; Stosuję akceptację, że taki dzień przychodzi. Bo muszą być takie dni w życiu, które będą niefajne.</p>
<p>&#8211; Aha.</p>
<p>&#8211; Ale jak jest cały tydzień taki, miesiąc, to już należy zacząć się martwić. Natomiast jak przychodzi taki dzień, w którym czujemy się gorzej, to myślę sobie: „Ok., to dobrze, że przyszedłeś.”</p>
<p>&#8211; Witam cię, smutny dniu, tak? Czy też: „Witaj, smutku”.</p>
<p>&#8211; Tak, witaj smutku, musisz być. By mi potem pokazać radość. Ten smutek trzeba obłaskawić, tę melancholię w sobie też trzeba pokochać. Bo nie można mieć idealnego życia, nikt nie ma takiego. Każdy przechodzi przez choroby, każdy przechodzi przez smutek. Tylko najgorsze jest to, że my tego smutku nie akceptujemy.</p>
<p>&#8211; To prawda.</p>
<p>&#8211; A im bardziej go nie będziemy akceptować, tym na dłużej się w nas rozgości. Natomiast jeśli powiemy sobie: ok. jest się smucić, ok. jest mieć gorszy dzień, a potem utulić siebie, ukochać, to szybciej minie. Wtedy też wiadomo, że jesteśmy normalni, iż takie rzeczy spotykamy, a nie tkwimy w jakiejś niezdrowej euforii. Najgorzej, gdy się odcinamy od uczuć, nie chcemy ich przeżywać, bo wydaje się że tak jest lepiej, bezpieczniej. Ale im większe odcięcie od emocji, tym większe straty dla nas. To jest najkrótsza droga do psychopatii, narcyzmu, makiawelizu. To są takie zaburzenia osobowości, które mówią o tym, że ludzie są odcięci właśnie od czucia.</p>
<p>&#8211; Wiem, rozmawiałam kiedyś z psychologami więziennymi, którzy opowiadali mi o seryjnych mordercach, którzy są psychopatami, a którzy przy naciąganiu spustu dopiero czuli że żyją… No dobrze, jedno pytanie dotyczące pani córki…</p>
<p>&#8211; Ale ja mam siedmioletniego synka.</p>
<p>&#8211; Oj, przepraszam, nie doczytałam. &#8211; To co pani mówi synkowi, gdy jest smutny?</p>
<p>&#8211; Że to jest zupełnie normalne i ma prawo się smucić.</p>
<p>&#8211; A kiedy płacze?</p>
<p>&#8211; Ma prawo być rozżalony, to jest normalna sytuacja. Mój synek ma akurat bardzo dobry kontakt z emocjami i panie z przedszkola go chwalą, mówiąc: „Pani Ani, jaki Tytus jest fajny, jak tylko jest jakiś problem w przedszkolu, to przychodzi do nas i mówi: proszę pani, musimy pogadać.”</p>
<p>&#8211; (śmiech)</p>
<p>&#8211; Tak, widać, że to dziecko psychologa.</p>
<p>&#8211; Dojrzały jest.</p>
<p>&#8211; Umie nazywać uczucia, które odczuwa. Wie, co się z nim dzieje.</p>
<p>&#8211; Dziękuję za ciekawą rozmowę. Czego pani życzyć na koniec?</p>
<p>&#8211; Światła.</p>
<p><em>Rozmowę przeprowadziłam  po Suwałki Blues Festival 2024, na którym miałam okazję widzieć, i słuchać Anny.</em></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-6878" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20240712_202110-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20240712_202110-300x225.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20240712_202110-1024x768.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20240712_202110-768x576.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20240712_202110-1536x1152.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/IMG_20240712_202110-2048x1536.jpg 2048w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/6872-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Żeby nie było nudy</title>
		<link>https://reportazbarbaryjagas.pl/zeby-nie-bylo-nudy/</link>
					<comments>https://reportazbarbaryjagas.pl/zeby-nie-bylo-nudy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 02 Nov 2025 20:38:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Do czytania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://reportazbarbaryjagas.pl/?p=6865</guid>

					<description><![CDATA[Roberta Luberę wypatrzyłam w Internecie. Akurat słuchałam sobie nowych-starych Breakautów, potem robiłam z nimi wywiad dla tygodnika &#8222;Angora&#8221;. Następnie zwróciłam uwagę na Tomasza Nalepę, który grał muzykę i przeboje swoich rodziców: Miry i Tadeusza. Wcześniej go po prostu nie zakodowałam, choć już występował u boku ojca jako początkujący muzyk, gdy Miry Kubasińskiej już dawno nie [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Roberta Luberę wypatrzyłam w Internecie. Akurat słuchałam sobie nowych-starych Breakautów, potem robiłam z nimi wywiad dla tygodnika &#8222;Angora&#8221;. Następnie zwróciłam uwagę na Tomasza Nalepę, który grał muzykę i przeboje swoich rodziców: Miry i Tadeusza. Wcześniej go po prostu nie zakodowałam, choć już występował u boku ojca jako początkujący muzyk, gdy Miry Kubasińskiej już dawno nie było w zespole. I wtedy zwróciłam uwagę na dwoje muzyków: właśnie Roberta Luberę i jego córkę Żanetę. Oboje o nieprzeciętnych talentach&#8230; Oto wywiad przeprowadzony w ubiegłym, tj. 2024 roku.</p>
<p><strong>Żeby nie było nudy</strong></p>
<p>Rozmowa z Robertem Luberą, muzykiem i liderem zespołu „Nie-Bo”</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-6867" src="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/Robert-Lubera-JPG1-1-300x252.jpg" alt="" width="300" height="252" srcset="https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/Robert-Lubera-JPG1-1-300x252.jpg 300w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/Robert-Lubera-JPG1-1-1024x859.jpg 1024w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/Robert-Lubera-JPG1-1-768x644.jpg 768w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/Robert-Lubera-JPG1-1-1536x1289.jpg 1536w, https://reportazbarbaryjagas.pl/wp-content/uploads/2025/11/Robert-Lubera-JPG1-1.jpg 1800w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p>&#8211; „Widziałem tych, co kłamią, i tych, co zabijają… wiem jak sprzedają ciało, wiem, jak sprzedają dusze…” – śpiewa pan na swojej najnowszej płycie. To jakieś ostrzeżenie?</p>
<p>&#8211; Tak, dla córki. Bo znam ten świat. Chociaż piosenka powstała dawno, jest ciągle aktualna.</p>
<p>&#8211;  A skąd się wziął zespół „Nie-Bo”, którego jest pan liderem?</p>
<p>&#8211; Z poczucia wolności, ponieważ chciałem iść swoją drogą, robić to, co potrafię najlepiej i po swojemu. Z drugiej strony „niebo”, to coś, co wzięło się z naszej kultury i związane jest z dążeniem do dobra, może lepszego świata… W tym kierunku zmierzam.</p>
<p>&#8211;  Gracie bluesa.</p>
<p>&#8211; Przede wszystkim, ale nie tylko, gramy także rocka, czasami z elementami pop, a także muzyki folkowej. Nie nakładamy na siebie jakichś ograniczeń. Jeśli mamy jakiś pomysł muzyczny, to po prostu go realizujemy. Nie oglądamy się na to, co robią inni.</p>
<p>&#8211; Przedtem grał pan w zespole „Sagittarius”, który przypominał trochę grupę „Genesis”.</p>
<p>&#8211; Na początku rzeczywiście miał takie brzmienie, ale od kiedy zacząłem w nim coś znaczyć, to uległo ono zmianie &#8211; na bluesowo-rockowe.</p>
<p>&#8211; Ja pamiętam jak leciały w Trójce takie wasze utwory jak „Deszczowy blues” czy „Stary jeep”. Ale podobno były też na pierwszych miejscach listy przebojów Uniwersytetu Columbia w USA!</p>
<p>&#8211; Tak, dowiedziałem się o tym od swego kolegi, który wyemigrował do Stanów i tam studiował. Miał te utwory nagrane na kasetach i po prostu je upowszechnił. No i okazało się, że się spodobały. Ciągle przychodzili do niego jacyś ludzie, aby je przegrywać.</p>
<p>&#8211; Występowaliście w tamtych czasach na Famie, w Jarocinie… Byłam raz na Famie.</p>
<p>&#8211; To była fantastyczna przygoda, która się zaczęła sukcesem na festiwalu w Opolu 85. Potem nagrała nas Trójka i zaprosił Tadeusz Nalepa, któremu towarzyszyliśmy jako zespół akompaniujący. Odtąd zaczęliśmy jeździć na wszystkie festiwale, graliśmy na dużych scenach. Wystąpiliśmy w 1996 w Sopocie, na Rawie Blues, potem na festiwalu w Brodnicy…</p>
<p>&#8211; Tego nie znałam.</p>
<p>&#8211; To były świetne czasy. Graliśmy z najlepszymi muzykami.</p>
<p>&#8211; Też je miło wspominam. A był jeszcze taki zespół „The End”, w którym również pan grał.</p>
<p>&#8211; To się stało po rozpadzie Sagittariusa, ponieważ dwóch kolegów zrezygnowało z bycia artystą i poszli do normalnej pracy. Założyłem wówczas nową kapelę pod nazwą „The End”, z którą potem nas zaproszono w 1990 roku do Opola na koncert „Premiery”, a z kolei w 1993 zostaliśmy laureatami festiwalu  „Marlbo Rock In”. Następnie graliśmy jako support na koncertach zespołu „Wilki”, od czego zaczęła się współpraca z Robertem Gawlińskim.</p>
<p>&#8211; Właśnie chciałam o nią zapytać.</p>
<p>&#8211; Wydaliśmy razem z Robertem dwie płyty: „Solo” i „Kwiaty jak relikwie”, gdzie nagrałem partie gitar. Potem występowaliśmy razem w Opolu, pojechaliśmy w trasę do Stanów. To była bardzo fajna przygoda, trwająca chyba sześć lat. Zresztą się zaprzyjaźniliśmy i spotykamy do dziś.</p>
<p>&#8211;  Pana nazwisko związane jest także z IRA.</p>
<p>&#8211; Konkretnie z liderem zespołu IRA &#8211; Arturem Gadowskim, z którym graliśmy, a także jesteśmy blisko po dziś dzień.</p>
<p>&#8211; Ale to nie wszystko. Napisał pan też muzykę i piosenki do spektaklu teatralnego „Błysk rekina”. Ależ ma pan rozrzut umiejętności…</p>
<p>&#8211; Jerzy Fedorowicz, dziś senator, a przedtem dyrektor Teatru Ludowego w Krakowie zaprosił mnie do takiego projektu w ramach dramaterapii, który był skierowany do młodzieży i miał zapobiegać agresji. W ten sposób powstał spektakl muzyczny, na licencji sztuki angielskiej, do której napisałem piosenki, a wszystko wyreżyserował Fedorowicz. To się potem cieszyło olbrzymią popularnością, spektakl grano przez 18 lat.</p>
<p>&#8211; No proszę!</p>
<p>&#8211; Kilkaset tysięcy ludzi go obejrzało! To było moje pierwsze doświadczenie związane z teatrem, bardzo fajne. A potem zrobiliśmy jeszcze jeden spektakl wspólnie z panem Jerzym, na podstawie książki Krzysztofa Jaryczewskiego z Oddziału Zamkniętego pt.”Minnesota Blues. Obudź się”. Była to opowieść o życiu rockandrollowca, na podstawie historii Jarego.</p>
<p>&#8211; Jeszcze miał pan coś wspólnego chyba z kinem.</p>
<p>&#8211; Napisałem piosenkę do filmu z Maciejem Stuhrem „Krugerandy”, gdzie nagraliśmy cztery piosenki, ale ostatecznie jedna została wybrana i Maciek ją właśnie zaśpiewał. A jeszcze niedawno napisałem muzykę  do takiej międzynarodowej produkcji polsko-islandzko-włoskiej  pt. „Jojo” , której  premiera odbyła się dwa lata temu w Brukseli. To opowieść o chłopcu, który miał uszkodzony słuch, ale dzięki implantom ślimakowym udało się go odzyskać. Piękna historia, piękne zdjęcia – robione na Islandii i we Francji. Lubię komponować pod fajny obraz.</p>
<p>&#8211; Aż się boję dalej pytać… Ale dobrze, śpiewa pan przecież piosenki Breakoutów, występując razem z Piotrem Nalepą. Która jest panu najbliższa?</p>
<p>&#8211; Trudno jest mi wyróżnić jedną, ponieważ Tadeusz Nalepa nagrał wiele płyt i było tam bardzo dużo wspaniałych piosenek, jak dzisiaj się ich słucha, to one się w ogóle nie zestarzały, przeciwnie: są bardzo nowoczesne… Zresztą Tadeusz cały czas się rozwijał i chyba ta jego przedostatnia płyta była najlepsza.</p>
<p>&#8211; Mnie podoba się najbardziej pierwsza.</p>
<p>&#8211; Mogę pani powiedzieć coś takiego – najtrudniejszym wyzwaniem dla mnie, do zagrania, zaśpiewania jest cały czas „Modlitwa” i „Co się stało kwiatom”.</p>
<p>&#8211; Tak, to są trudne i wymagające niezwykłej wrażliwości utwory.</p>
<p>&#8211; Aby dobrze je zaśpiewać, trzeba wejść w te emocje, a także mieć odpowiedni stan ducha.</p>
<p>&#8211; Wspominał pan, że grał z samym Tadeuszem Nalepą.</p>
<p>&#8211; Tak, najpierw graliśmy razem w Rzeszowie, kiedy nas pierwszy raz zaprosił jako zespół „Sagittarius”, a potem to robił jeszcze wiele razy. Ale był też moim gościem, kiedy wystąpił u nas na koncercie. Pamiętam, że czułem się bardzo wyróżniony, gdy mogłem z Tadeuszem zagrać w duecie „Jest gdzieś taki dom” , o nocnym ekspresie, a co śpiewał na bis. Podszedł do mnie wtedy i rzekł: „Chodź…” Sporo gadaliśmy w przerwach, można powiedzieć, że się polubiliśmy. Ale zawsze był dla mnie mistrzem. Przede wszystkim.</p>
<p>&#8211; A jakim był człowiekiem?</p>
<p>&#8211; Bardzo dobrym. Kiedyś szedłem sobie po Warszawie i nagle ktoś mi się ukłonił. Okazało się, że to Nalepa, akurat wychodził z hotelu Grand. Byłem zaskoczony, bo dla mnie to był ktoś. Ale on jakoś nie gwiazdorzył. I w ogóle wspierał młodych muzyków. Lubił ich. Jednak na wyjazdach pilnował dyscypliny, np. nie wolno się było spóźniać. U schyłku jego życia zagraliśmy jeszcze jeden koncert… Już nie miał wtedy siły stać, gdzieś przysiadał…</p>
<p>&#8211; Był chory.</p>
<p>&#8211; Tak, jednoczył w sobie siłę, skromność, a jednocześnie był gwiazdą, wielkim autorytetem dla mnie. I do dzisiaj nim pozostaje.</p>
<p>&#8211; A jak się panu układa współpraca z Piotrem Nalepą?</p>
<p>&#8211; No myśmy spędzili ze sobą ponad dwa lata na scenie. Zagraliśmy 500 koncertów. Piotrek ma bardzo dużo ze swojego ojca, jest po prostu świetnym facetem. W zasadzie mogę pani powiedzieć, że jest jak mój brat, zresztą jesteśmy rówieśnikami. Strasznie go lubię i szanuję. Jest świetnym kolegą także na scenie. Myśmy naprawdę zwiedzili razem pół świata – byliśmy w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Australii, Austrii, Czechach.</p>
<p>&#8211; Jako „Breakout”?</p>
<p>&#8211; To się nazywa „Piotr Nalepa Breakout Tour”. Dlatego, że zespół „Breakout” nie istnieje, nie ma go od 1980 roku. I dlatego nie wolno używać tej nazwy. Należy ona do rodziny &#8211; do Piotra i Grażyny, drugiej żony Tadeusza. A my w ramach naszego zespołu gramy koncerty pamięci Piotra rodziców, są to piosenki wyłącznie Tadeusza Nalepy i Miry Kubasińskiej.  Wielu muzyków, co prawda, gra piosenki Breakoutów , ale akurat nic w tym nie ma złego. Piotr realizuje „muzyczny testament” rodziców.</p>
<p>&#8211; Rozumiem. No oni są nie do podrobienia… Ale tutaj przejdę lekko do pana i pańskiej córki. Bo pan śpiewa „za” Nalepę, a Żaneta „za” Kubasińską. I te covery Miry w wykonaniu pani Żanetki są po prostu świetne, nie umniejszając pana talentu, rzecz jasna. Pewnie, że córka robi to inaczej, ale ma w sobie taki granat…!</p>
<p>&#8211; Dziękuję.</p>
<p>&#8211; Wyczytałam, że doszła do finału „The voice of Poland” w 2013… i co, przepadła? Czemu? Jakie są jej losy?</p>
<p>&#8211; Miała podpisany kontrakt z „Warner Music” na wydanie swojej autorskiej płyty, ale to nie doszło do skutku, nie wiem dlaczego.</p>
<p>&#8211; I państwo teraz we dwoje śpiewają, tatuś z córeczką?.</p>
<p>&#8211; Od zawsze tak jest w moich projektach, lubimy się i rozumiemy.</p>
<p>&#8211; Czy na festiwalu w Sztynorcie na Mazurach, na który pan się wybiera, a który też współorganizuje, też zagracie?</p>
<p>&#8211; Pewnie, że tak.</p>
<p>&#8211; A potem? Gdzie jeszcze można będzie was zobaczyć.</p>
<p>&#8211; Na pewno na festiwalu „Breakout Days”, który z Piotrem i estradą rzeszowską współorganizujemy w Rzeszowie we wrześniu (12-14). Ale jeszcze wcześniej będzie można nas posłuchać w Józefowie k. Warszawy na festiwalu „Lep na bluesa” (7 września).</p>
<p>&#8211; Czym jest dla pana blues?</p>
<p>&#8211; Ja bluesa lubię przede wszystkim za prostotę i siłę wypowiedzi. On tak powstał, że ludzie, którzy siadali po pracy na ławce, zaczynali sobie opowiadać różne historie, nucąc. Blues był pierwotnie muzyką ludową. Nie grało się po to, by być sławnym, ale by dawać upust własnym emocjom.</p>
<p>&#8211; Chyba podobnie powstają pana piosenki, w których opowiada pan o swoim życiu? Wielu pana kolegów zrezygnowało z kariery artystycznej, pan nie. Jak to się panu udało, jak pan wytrwał?</p>
<p>&#8211; Może dlatego, że dla mnie to była pasja, i jest do tej pory. Mógłbym nawet użyć takiego określenia jak „powołanie”, bo w momencie, gdy tak jest, nie myśli się o pieniądzach, tylko o wyrażeniu siebie. Bo z karierami jest tak, że są i odchodzą…</p>
<p>&#8211; Tak bywa z celebrytami.</p>
<p>&#8211; Właśnie nigdy nie chciałem zostać kimś takim. Nie lubię sobie robić co 5 minut zdjęcia i puszczać na Instagramie. Robię to tylko wtedy, gdy mam coś do powiedzenia.</p>
<p>&#8211; No bo jest pan artystą prawdziwym.</p>
<p>&#8211; To jest mój styl życia. Cieszę się, że udało mi się przetrwać tyle lat. Ale też dzięki muzyce nauczyłem się wielu innych rzeczy, poznałem ciekawych ludzi, którzy pociągnęli mnie dalej – w inne rewiry. Lubię spotkania z innymi i jak coś z tego fajnego wynika. Czasami z jednej myśli może powstać coś naprawdę ciekawego. Zaczyna się od piosenki, a kończy na festiwalu muzycznym czy spektaklu.</p>
<p>&#8211; Bo ktoś coś podchwyci.</p>
<p>&#8211; Także. To niesamowity proces twórczy, wciągający bardzo… Ale może udało mi się i dlatego, że moja żona jest też artystką – aktorką, i to bardzo dobrą, z którą się rozumiemy, wspieramy nawzajem i szanujemy.</p>
<p>&#8211; Żona, Marta Bizoń, występowała na festiwalu piosenki aktorskiej we Wrocławiu.</p>
<p>&#8211; Nawet wygrała ten konkurs. Jest jeszcze nasza młodsza córka Matylda, która gra na harfie i fortepianie oraz przymierza się do wydania płyty… i syn Mateusz, który grał w spektaklu „Tajemniczy ogród” w Teatrze Bagatela w Krakowie dziecięcą rolę, skończył szkołę muzyczną pierwszego stopnia w klasie perkusji i fortepianu…</p>
<p>&#8211; Jednym słowem, artystyczna rodzina, to fakt.</p>
<p>&#8211; Nigdy nie starałem się też działać zgodnie z jakimiś modami, trendami, zawsze szedłem swoją drogą. Może jeszcze mam to szczęście, że mieszkam na krakowskim Kazimierzu, to jest taka mekka artystów, zresztą i cały Kraków, i tutaj rodzą się niesamowite pomysły.</p>
<p>&#8211; Jakieś plany na przyszłość są?</p>
<p>&#8211; Oczywiście, że są. Teraz akurat bardzo się koncentrujemy na tym, co robi Matylda i próbujemy wymyśleć całą strategię jak poinformować świat o jej wrażliwości, piosenkach. Bo w dobie Internetu to się robi inaczej … I oczywiście sam też nie przestaję  koncertować i robić inne rzeczy…(śmiech).</p>
<p>&#8211; A kto napisze piosenkę dla Żanety, aby pokazała co potrafi?</p>
<p>&#8211; Żaneta sama pisze piosenki, jest w trakcie realizacji swojej kolejnej autorskiej płyty. Nie wchodzę w to, bo lubię poczekać, aż wszystko będzie gotowe.</p>
<p>&#8211; Czego panu życzyć?</p>
<p>&#8211; Zdrowia i żeby nie było nudy; abyśmy działali.</p>
<p>Rozmawiała Barbara Jagas</p>
<p>Fot. Archiwum Prywatne Roberta Lubery</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://reportazbarbaryjagas.pl/zeby-nie-bylo-nudy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
