AI nie może być twórcą

A może odwrotnie… tych wątpliwości miałam całe multum. Tym bardziej, że tekst powstawał w oparciu o autorytety w tej kwestii. Sami oceńcie, jak jest naprawdę.

*

Czy AI może być twórcą?

To pytanie zadałam sobie jakiś czas temu, gdy o

sztucznej inteligencji niewiele

wiedziałam, lecz samo pojęcie coraz częściej było

obecne w mediach. Znalezienie

nań odpowiedzi wydawało mi się wówczas proste:

wystarczy przecież znaleźć grupę

naukowców, którzy będę „na tak” lub „na nie” i

sprawa załatwiona. Naukowcy to

twórcy, jak i ja, a więc powinniśmy znaleźć nić

porozumienia, a może też będą

myśleli podobnie(?)

*

Najpierw zadzwoniłam do znajomego profesora,

znanego z licznych publicznych wystąpień, do tego

niegłupich. Powiedz mi, proszę, czy twoim

zdaniem, sztuczna inteligencja może być twórcą?

Odpowiedział bez wahania, że

tak, i podał mnóstwo przykładów włącznie z

osobistym, jak ten, gdy codziennie prosi syntetyczną

piękność, aby powiedziała mu coś miłego od rana, i

ona to robi, za każdym razem inaczej, mrugając

przy tym okiem. Byłam wstrząśnięta, bo nie takiej

odpowiedzi spodziewałam się od tego sprawnego w

swej dziedzinie naukowca. Ale kiedy wymienił nazwę

jakiegoś robota, wykorzystywanego przez

Amerykanów na ostatniej wojnie, który potrafił

skuteczniej zestrzeliwać samoloty niż człowiek,

zaczęłam się zastanawiać.

*

Drugi telefon był do absolutnej sławy w medycynie. Ale i

tym razem moje nadzieje potwierdzenia tezy o twórczości

jako cesze przypisanej jedynie rasie ludzkiej okazały się

płonne. Profesor Henryk Skarżyński, bo o nim mowa, był

nieugięty, i na mój opór zareagował szybko i zdecydowanie:

„Tak, tak, tak”, dodając, że przykładem jest „aplikacja

Hearbox, która może przeprowadzić badania przesiewowe

pod kątem zaburzenia słuchu i rozumienia mowy u dzieci i

dorosłych.” I że jest w stanie to zrobić praktycznie w

każdym miejscu świata. A na końcu dodał, że jeszcze kilka

lat temu myślał podobnie jak ja, ale teraz już zmienił

zdanie. „Sztuczna inteligencja może wytworzyć taki sam

produkt jak człowiek, może też znacznie szybciej wszystko

przeanalizować – to, co zajęłoby nam kilka lat, ona zrobi w

20 minut” – napisał jeszcze raz do mnie.

Byłam zdruzgotana, nie wiedziałam co robić dalej, moja

teza, że AI nie może być twórcą zaczęła się sypać.

*

Wymyśliłam, że kolejne kroki skieruję do znanego

matematyka, i on mi da na pewno „poprawną” odpowiedź.

Dał, ale taką samą jak jego poprzednicy. Prof. Piotr

Sankowski stwierdził że AI może być twórcą, ponieważ

pisze w sposób kreatywny teksty i tworzy obrazy, a także

pomaga naukowcom w udowodnieniu twierdzeń i hipotez

badawczych. A poza tym, aby to robić nie trzeba być

samoświadomym. Prosił też, abym się nie martwiła, AI

nam nie zagraża, a gdyby coś, to i tak „wszystko mamy

pod kontrolą”.

Nie dałam za wygraną i zadzwoniłam do prof.

Przemysława Głomba, kierującego Zespołem Uczenia

Maszynowego w Instytucie Informatyki

Teoretycznej i Stosowanej Polskiej Akademii Nauk. I tu –

ku mojemu zaskoczeniu, ale i, nie ukrywam, zadowoleniu

znalazłam odpowiedź, która chociaż trochę

wpasowana była w moje przekonania. Profesor

odpowiedział mi, że trudno o AI mówić jako twórcy, jest

tylko narzędziem generującym treści; do tego właściwie

coś takiego, jak „sztuczna inteligencja” w ogóle nie

istnieje. Bardzo mi się to podobało. „AI to określenie

modeli uczenia maszynowego projektowanych w celu

realizacji określonych zadań” – podał mi definicję. Taki na

przykład Chat GPT jest uczony uzupełniania tekstu, co

można sobie wyobrazić jako rozbudowany tekst

dopełnienia. Po wielokrotnych powtórzeniach

model uczy się statystycznych zależności obecnych w

danych treningowych. Gdy więc zapytamy czata i zadamy

mu konkretne pytanie, model, posiłkując się

wyuczonymi schematami, będzie generował kolejne słowa,

wybierając te, które najbardziej pasują do kontekstu.

„Modele nie są odpowiedzialne za wynik i nie są jego

sprawcami.” To był miód na moje serce!

Z drugiej strony, miałam dwie wypowiedzi dwóch

matematyków, które były tak różne. Bojąc się więc zapytać

trzeciego, zajrzałam do definicji AI sformułowanej w 1956

roku przez jej twórcę Johna McCarthy’ego, a brzmiała

ona tak: ”Sztuczna inteligencja to dziedzina informatyki

zajmująca się tworzeniem programów i maszyn, które

potrafią naśladować ludzką inteligencję”.

Znamiennym było dla mnie samo słowo „naśladować”…

Przecież co innego jest małpować, a co innego robić coś

samemu od początku.

Jak teraz tę całą nową wiedzę o sztucznej inteligencji

zebrać, gdy już na wstępie pojawiło się tyle rozbieżności?

Do tego jeszcze prof. Włodzisław Duch dorzucił swoje,

zrównując inteligencję człowieka z inteligencją maszyn

(sic). I wcale niepotrzebny tutaj jest rozum – dodał, jakby

wyprzedzając  moje kontrargumenty.

A rozsądek? „To tylko suma przesądów jakie

nagromadziliśmy przed 18 r. ż”– odpisał mi w mejlu.

 

Miałam wrażenie, że moje przekonania i informacje, jakie

zdobyłam o AI przestały naprawdę do siebie pasować.

Jak można mnie – człowieka, o którym już dość sporo

wiem, choć nie wszystko, porównywać do jakiegoś…

robota?

Jednak, gdy kolejni przedstawiciele nauki zaczęli wytaczać

w moim kierunku coraz cięższe działa podając następne

przykłady,  jak wykryte przez AI leki

przeciwnowotworowe czy wynaleziony niedawno rodzaj

białka odpowiedzialnego za wystąpienie idiopatycznego

zwapnienia płuc, to ręce, a raczej skrzydła mi opadły. Do

tego prof. Paweł Dłotko, znowu matematyk, dorzucił

jeszcze nowe twierdzenie matematyczne, którego sprawcą

miał być ściśle wyspecjalizowany model dopiero co

lekceważonego przeze mnie „Ejaja”. Co prawda,

dodał, że „sztuczna inteligencja” (ciągle biorę ją w

cudzysłów, bo mnie ta nazwa uwiera) czasami wymyśla bez

sensu, ale fakt jest faktem – w tym przypadku jest twórcą

(!) – Nie miałam nic do powiedzenia.

*

Postanowiłam zmienić taktykę i bardziej szczegółowo

rozmawiać z naukowcami.

Bingo! Wtedy zaczęły pojawiać się nowe odpowiedzi.

Nareszcie… Gdy ich dociskałam kolejnymi bardziej szczegółowymi pytaniami, np.

czy AI może być autonomiczna, czyli sama z siebie stwarzać wynalazek czy

dzieło sztuki, to wtedy odpowiadano mi, że nie, w takiej

sytuacji twórcą być nie może, bo nie ma intencji ani

woli. Prof. Dariusz Jemielniak, wiceprezes PAN rzekł: „AI

nie ma tego, co filozofowie nazywają „aboutness –

intencjonalnym odniesieniem do świata i własnej w nim

pozycji”. Rektor SGH prof. Piotr Wachowiak dodał, że

”sztuczna inteligencja ani nie ma motywacji, ani

zaangażowania. Ona tylko przetwarza suche informacje,

które zostały wprowadzone. „Czy sztuczna inteligencja

może być twórcą? Nie, bo nie jest człowiekiem.” Brawo

Jego Magnificencjo, brawo Wiceprezesie PAN!

Dalej z przyjemnością słuchałam o głupotach jakie Chat

GPT może nam „sprzedać”, gdy za bardzo w niego

wierzymy. Prof. Alina Borkowska, neuropsycholożka z

Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu podawała

przykłady pisanych po angielsku, przesłanych jej do

recenzji prac, gdzie język był nierówny albo zbyt gładki –

„taki na okrągło” czy też po prostu siermiężny, a także

zawierający ewidentne błędy, co sugerowało korzystanie z

Chata GPT. (W pewnym momencie można było przeczytać

zdanie „Mam nadzieję, że byłem ci użyteczny”.) Dzięki

rozmowie z dr. Michałem Cholewą, matematykiem i

pisarzem SF, zrozumiałam, że owe „potknięcia” wynikają

z konstrukcji botów. Te, jeśli czegoś nie wiedzą, to się nie

przyznają, nie piszą bowiem „nie wiem”, tylko generują

poprawne statystycznie ciągi wyrazów. Stąd te brednie od

Chata GPT zwane są inaczej halucynowaniem.

Choć w kolejnych, nowocześniejszych wersjach tego chata coraz

mniej głupot. Ale co z tego?

Z uwagą słuchałam wywodów o nowych rozwiązaniach w

nauce, jakie podsyła AI – na zamówienie, które jednak

człowiek musi kontrolować. I tutaj przydało mi się

spotkanie z prof. Arturem Dyczko z krakowskiej AGH,

który opowiadał jak AI z jednej strony pomaga mu w

pracy badawczej, gdzie wykorzystuje ją do prognozowania

parametrów jakościowych węgli, ale z drugiej – on jako

naukowiec nigdy nie zapomina o tym, że to tylko maszyna.

„Modele potrafią poprawiać prognozę i wychwytywać

zależności trudne do zauważenia. Ale nie rozumieją

kontekstu i gdy tylko warunki badań się zmieniają

popełniają błędy” – twierdzi prof. Dyczko. I to właśnie

charakteryzuje „sztuczną inteligencję”, że może ona być

bardzo skuteczna statystycznie i jednocześnie nie rozumieć

sensu (z czym się w duchu bardzo zgadzałam). „Dlatego człowiek powinien

weryfikować rezultaty generowania przez coś treści, co nie

ma rozumu, ponieważ to „coś” wytwarza je na

podstawie danych i polecenia. A więc nie muszą one być

logiczne i zgodne z prawdą; często nie są” – mówi

naukowiec.

*

Następnie pytałam dalej – specjalistów, matematyków,

informatyków, osoby, które trenują maszyny. Chciałam

wyłuszczyć te różnice między homo sapiens a bezdusznymi

programami. I dowiedziałam się, że od strony technicznej

systemy generatywne, które nazywamy sztuczną

inteligencją działają całkiem inaczej niż człowiek. Są to po

prostu maszyny do przewidywania i konstruowania ciągów

słów, pikseli, nut czy też gestów. Uczą się one na

olbrzymich zbiorach danych, w których zapisane są

wzorce ludzkiej ekspresji, by potem składać tę „wiedzę” w

nowe konfiguracje, zgodnie z życzeniem użytkowników.

Co prawda, prof. Andrzej Dragan, autor „Quo Vaidis”,

gdzie dość przystępnie tłumaczy fenomen działania AI,

twierdzi, że są już programy, które tworzą jakby same z

siebie, jak np. AlphaGeometry czy same się ulepszają jak

AlphaZero. Ale komu potrzebne są syntetyczne problemy

geometryczne? albo jakieś gry. A poza tym i tak na samym

początku był człowiek, ani AlpaZero, ani Alpha Geometry

nie powstały z niczego. Można więc powiedzieć, że same

niczego nie chciały, bo nie doświadczały świata, życia.

*

Ale uwaga, w moim „dochodzeniu” pojawiły się kolejne

trudności. Część rozmówców oznajmiła mi, że człowiek to

inaczej biologiczna maszyna i właściwie niebawem czeka

nas koniec ludzkości, bo te biologiczne roboty będą od nas

we wszystkim lepsze… Obleciał mnie strach.

Co to za materialistyczna koncepcja człowieka, zgodnie z

którą jesteśmy tylko tworem biologicznym bez kierownika

i duszy?! Okazało się, że ma ona wielu zwolenników, tych

powołujących się na Lema, w końcu lekarza, i futurystę.

Prof. Piotr Waligórski z Instytutu Fizjologii Roślin

Polskiej Akademii Nauk w Krakowie: „Mózg człowieka

niczym nie różni się od ślimaka, między nami są tylko

zmiany ilościowe.” – A skoro tak, wystarczy, że taki

sztuczny stwór będzie miał ich więcej od nas oraz większą

liczbę sensorów, które umożliwiają interakcję z

otoczeniem, to już możemy myśleć o naszym końcu…

*

Okazuje się, że pytanie, czy AI może być twórcą zaczyna

brzmieć jak spór o definicje.

Dotyka też kilku spraw naraz: czym jest twórczość, co

znaczy autorstwo, gdzie zaczyna się intencja, a gdzie

jest zwykła kombinatoryka. Przecież w codziennym

języku „twórcą” nazywamy kogoś, kto wnosi do świata coś

nowego i rozpoznawalnego. Może to być obraz, wiersz,

melodia, idea czy styl. Jednocześnie moja intuicja

podpowiada, że twórczość to nie tylko nowość, lecz także

jakiś rodzaj sensu, odpowiedzialności i ryzyka. Okazuje

się, że to właśnie na tym AI najczęściej się „ślizga” w

dyskusji. Taki chat potrafi przecież generować rzeczy

nowe w formie, czasem poruszające i zaskakujące, ale gdy

próbujemy przypisać mu zamiar, przeżycie, motywację

albo odpowiedzialność za efekt, to zaczynamy mieć wątpliwości.

* 

Dr Aleksander Żołnierski z Instytutu Nauk

Ekonomicznych PAN mówi tak: „Myślę, że najpierw warto

zastanowić się nad tym, co oznacza samo bycie twórcą… A

to zależy od tego, kto i o co pyta… Potocznie można

powiedzieć, że AI jest twórcą, bo wytwarza – obraz czy też

tekst. I w tym kontekście jest takim samym twórcą, jak np.

młotek czy farba, które w rękach artysty mogą być

narzędziem niezbędnym dla tworzenia rzeźby czy

obrazu. Z kolei w rękach oszusta, fałszerza czy kopisty

będzie „tworzył” w sposób, który wygląda na kreatywny.”

„Potencjalna estetyka takiego „dzieła” jest

aprogramowana i programowalna. Autorzy algorytmów

mogą wyposażyć je w „umiejętności” w kontekście estetyki

obiektywistycznej, gdy piękno „dzieła” będzie jego cechą –

  1. w formie idealnych proporcji czy kolorystyki. Zatem

AI może być twórcą, ale tylko w sensie potocznym.”

A co gdyby zapytać prawnika?

„Na pewno odpowie, że AI zdecydowanie nie jest twórcą.

Albowiem nie ma osobowości prawnej, ani nie jest

człowiekiem. Twórcą może natomiast być autor

algorytmów. Jednak nie odpowiada on przecież za efekt

zastosowania AI; tak samo zresztą, jak konstruktor

młotka. Z tego punktu widzenia AI jest jedynie

narzędziem. I tylko narzędziem” – zwraca uwagę doktor

Żołnierski.

Prawo autorskie opiera się zazwyczaj na założeniu, że

autorstwo jest ludzkie, bo wiąże się z osobą, intencją i

odpowiedzialnością. AI nie może „chcieć” stworzyć, nie

może też odpowiadać przed sądem w sensie moralnym czy

społecznym. To sprawia, że nawet jeśli AI generuje

obiekty, które wyglądają jak dzieła, to status „twórcy”

pozostaje w praktyce po stronie człowieka albo instytucji:

osoby, która kierowała procesem, lub podmiotu, który

posiada narzędzie i organizuje jego użycie. Wiadomo

przecież, że AI potrafi namalować obraz, w stylu, który

przypomina impresjonizm, skomponować harmonijny

układ akordów albo zaproponować metafory, na jakie

człowiek nie wpadłby od razu. Wiadomo jednak, że odbiorcy

muzyki, obrazów czy powieści zawsze wolą słuchać,

oglądać, przeżywać coś, co stworzone jest przez żywego

człowieka. Wysłuchawszy „maszyny” często też czują się

oszukani, chociaż czasami naprawdę trudno odróżnić, czy

na ekranie występuje prawdziwa bluesmenka, czy też

syntetyczna Xania Monet.  „To nie znaczy, że wytwór jest

pusty, tylko że sens, który w nim widzimy w dużej mierze

dopowiadamy sami. AI nie musi rozumieć, by produkować

tekst o żałobie, tak jak pianino nie musi rozumieć, by

zabrzmieć melancholijnie, gdy ktoś uderzy odpowiednie

klawisze. Ale co z tego?” – zastanawia się Aleksander Żołnierski.

*

W kulturze często przypisuje się sprawczość nie tylko

osobom, ale i urządzeniom oraz pewnym technikom. I tak

mówi się, że fotografia „zmieniła sposób widzenia” albo

syntezator „dał  nowe brzmienie” czy też Internet

„wytworzył nowe gatunki”. To jednak jest inne autorstwo!

W tym sensie AI bywa twórcą jako siła kulturowa, bo

otwiera nowe przestrzenie praktyk i stylów. Sztuczna

inteligencja bardziej przypomina rolę medium, które

przestawia granice tego, co łatwe, dostępne i popularne,

niż rolę indywidualnego artysty.

Z drugiej strony, sztuczna inteligencja wspiera

naukowców, w tym matematyków w dowodzeniu wielu

twierdzeń, tylko – jak mówi Paweł Dłotko – większość tych

dowodów jest całkowicie bezużyteczna. A te, które mamy –

muszą podlegać weryfikacji przez człowieka. Stąd też

inicjatywa, by powstało w sieci muzeum matematyki,

którego zadaniem byłoby uczyć człowieka rozumnego

myślenia, rozumnego, czyli przede wszystkim krytycznego.

*

Ostatecznie doszłam do konkluzji, że odpowiedzi na moje

pytania zależały od tego, jakiego typu „twórcy” szukamy.

Jeśli chodzi o twórcę jako podmiot przeżywający,

rozumiejący i odpowiedzialny, AI nim nie jest. Natomiast

jeśli chodzi o twórcę jako generator artefaktów, które

mogą być odbierane jako oryginalne i wartościowe, to tak,

sztuczna inteligencja potrafi pełnić tę funkcję. Jeśli zaś

chodzi o twórcę jako czynnik zmieniający kulturę, AI już

nim jest, bo przestawia ekonomię uwagi, tempo produkcji i

definicję umiejętności. Najuczciwiej jest więc powiedzieć,

że AI nie jest twórcą w sensie ludzkim, ale bywa twórcza w

sensie funkcjonalnym. A to rozróżnienie ma znaczenie, bo

pozwala jednocześnie docenić potęgę narzędzia i zachować

ostrość pojęć, które wiążą się z odpowiedzialnością.

Jednakże najciekawszym, co wynikało z moich rozmów,

nie było to, czy AI „zasługuje” na tytuł twórcy, lecz to, jak

zmienia się rola człowieka. Gdy generowanie treści staje

się łatwe, rośnie wartość tego, czego nie da się

wygenerować samą statystyką: wyczucia kontekstu,

etycznego wyboru, odwagi, by powiedzieć coś niemodnego,

co w konsekwencji może okazać się być nieopłacalnym. A

przede wszystkim rośnie wartość samej gotowości, by

stanąć za własnymi słowami. Tak, twórczość w świecie AI

może bardziej polegać na wytwarzaniu, a mniej na

nadawaniu znaczenia, budowaniu relacji i braniu

odpowiedzialności. I jeśli w ogóle mamy bronić pojęcia

„twórcy” jako czegoś więcej niż etykiety na produkcie, to

właśnie tam warto postawić granicę: przy intencji i

odpowiedzialności, które nie dają się sprowadzić do

sprawnego generowania czegokolwiek.

*

Wiem, że tymi rozważaniami otwieram puszkę Pandory,

ale czy zrobiłaby to za mnie intencjonalnie sztuczna

inteligencja?

Barbara Jagas

Barbara Jagas

O mnie

Nie wiem kim jestem i całe życie się dowiaduję. – To fascynujące!