Świetny reportaż, Baśka, rzekł do mnie Paweł, jeden z wybitniejszych intelektualistów, jakich poznałam, a także niezły dziennikarz, autor bardzo interesującego serialu o Kościele katolickim w Polsce (chyba pokazała go kiedyś telewizja). A wtedy, po „rozwałce” katolickiego „Słowa Powszechnego”, gdzie był kierownikiem działu kultury, przyjmował do „Powściągliwości i Pracy” czasem moje teksty, a także innych znajomych. Aby nam pomóc w przetrwaniu (nie finansowym!, rzecz jasna).
Mój tekst wydrukował w dwóch odcinkach na rozkładówce, miał tytuł „Odejście i przyjście”, odpowiednio cz.1 i cz.2.
Pozwolę go sobie przytoczyć, z niewielkimi kosmetycznymi wręcz poprawkami, pytając wcześniej o zgodę Wydawnictwo Michalineum, Pawla Smogorzewskiego nie zapytam, bo dawno nie żyje.
***
ODEJŚCIE I PRZYJŚCIE (cz.1)
Poniedziałek 18 kwietnia 2005 roku
Odszedł nas Gazda – to zdanie powtarzane przez górali i cytowane przez prasę dzwoni w uszach, kiedy z ulicy Wadowickiej w Krakowie skręcamy w Zakopiankę. Czeka nas droga do jego ukochanych Tatr, które po raz ostatni odwiedził w roku 1997. Usłyszał wtedy na pożegnanie raz jeszcze: Góralu, czy ci nie żal, samolot wspiął się w górę, a niebo nad całym Podhalem się zachmurzyło, a potem rozpłakało. Ale nad Babią Górą promienie słońca przebiły się przez obłoki i utworzyły świetlistą koronę, co pocieszyło baców i gazdów.
Kto jak kto, ale górale kochali go całym sercem i była to miłość odwzajemniona. To do nich mówił: Na was można liczyć, gdy odwiedzali go w Watykanie. – Kiedy z kolei Jan Paweł przyjeżdżał do Krakowa, a wiadomo było, że nie będzie na Podhalu, to całe Zakopane pustoszało, bo wszyscy ruszali na spotkanie z nim – wspomina 28-letni Antek z Kościeliska. – Na wiadomość, że samolot z Papieżem przeleci nad górami, wychodziliśmy na pola i paliliśmy mu ogniska – mówi młody gazda.
Dziś rozpoczyna się konklawe. Wszyscy czekają na biały dym, będziemy witać nowego papieża. Ale droga do Zakopanego jest w smutku, widać żałobne flagi.
Kościół Świętej Rodziny na Krupówkach, późne popołudnie. Tutaj Jan Paweł II podczas ostatniej pielgrzymki spotkał się z dziećmi, które przystępowały do Pierwszej Komunii. – Drogie dzieci –mówił – dzisiaj przychodzi do was papież, aby w imieniu Pana Jezusa, powiedzieć, że on was kocha. Dzisiejszy główny ołtarz kościoła jest zasłonięty, w środku pusto i ciemno. – Mamy żałobę do wyboru drugiego papieża – mówi siostra zakonna, która sprzedaje książki w sklepiku parafialnym. Większość lektur jest o Janie Pawle lub jego autorstwa. Na wystawie leży „Pamięć i Tożsamość”, której nie można było dostać w Warszawie. Siostra mówi, że każda z pozycji ma swoją wartość, więc nie chce niczego doradzać. Opowiada, że spędziła 26 lat w Rzymie, więc miała okazję przebywać blisko papieża. – Ojciec Święty szczególnie lubił śpiewać z nami – wspomina. –Mówiłyśmy o nim „nasz tatuś”. Dlaczego? Bo był dla nas jak prawdziwy ojciec: jak trzeba -łagodny i jak trzeba – wymagający… ale zawsze troskliwy – tłumaczy. Kiedyś bolał ją strasznie brzuch, tak, że nie mogła uczestniczyć we wspólnej modlitwie, więc poszła do Ojca Świętego się poskarżyć. Papież najpierw mnie przytulił, a potem położył ręce na głowie. Ból minął… jak ręką odjął. – Ale może lepiej o tym nie mówić – dodaje wzruszona siostra.
Wtorek, 19 kwietnia
Na Krupówkach pustki. Niby normalne, bo jest po sezonie, ale cale Zakopane tkwi w jakimś odrętwieniu. Prasa pisze o Watykanie, przypomina kolejnych papieży, czeka na wyniki konklawe i trochę spekuluje na ten temat, ale bez zbędnych emocji. Nawet tabloidy zwykle karmione sensacją, przyjęły spokojniejszy ton.
Na trasie na Kalatówki nie ma żywej duszy. Dopiero po terenie klasztoru albertynek kręcą się jacyś ludzie, to turyści ze Szwecji. Pustelnia Brata Alberta była jednym z ukochańszych miejsc Karola Wojtyły – lubił tutaj pomedytować. Ostatnio był u albertynów w 1997 r., spędził wówczas na modlitwie około 20 minut.
Dom Brata Alberta jest otwarty, można wpisać się do Księgi Pamiątkowej. Ostatnie treści są pełne wdzięczności za pontyfikat Jana Pawła II. W samo południe biją dzwony kościelne. Atmosfera nieco mistyczna. Czyżby wybrano nowego papieża?
W schronisku na Kalatówkach restauracja nieczynna. Na dole w barze też nie ma nikogo, tylko jakaś pani w kąciku przegląda prasę. Na Kondratową nikt nie idzie. Po drodze pełno śniegu, trzeba uważać, aby nie wpaść w zaspę… Innym niebezpieczeństwem jest możliwość spotkania wygłodniałego misia. Na taką myśl samotnej turystce przechodzą ciarki po plecach. .. Schronisko na Kondratowej w żałobie, na zewnątrz wywieszona flaga papieska, jest zamknięte. To tędy szli na Giewont taternicy, aby zapalić na pociechę umierającemu Janowi Pawłowi światełko.
Wieczorem media podają, że nowym papieżem został Joseph Ratzinger.
Środa, 20 kwietnia
CDN.