Księga Życia

Spotkanie dwóch osób – kobiety i mężczyzny, które jest jak taniec dwóch sił: dobra i zła, wojny i pokoju, racjonalności oraz zmysłowości. Powieść pisana jak dziennik, obejmuje okres demokratycznej Polski, który przypada na dojrzałe życie głównych bohaterów. To ich historie, ale także wyobrażenia o sobie nawzajem, niczym różne spojrzenia na tę samą rzeczywistość, są jak głosy w duszy człowieka. Mogą być dwa, ale przeważnie jest ich znacznie więcej, a każdy z nich ma swoje przeciwieństwo. W tej książce przejrzy się każdy, kto doświadczył świata w dwóch różnych epokach: PRL i RP. Ale bynajmniej nie jest to powieść polityczna, a raczej filozoficzno-psychologiczna, rzecz o człowieku, jego powiązaniu z tym, co w kraju, na świecie, a nawet we wszechświecie. Nie na darmo już starożytne filozofie mówiły, że jesteśmy mikrokosmosem, a być może jest nim pojedyncza komórka, z których zbudowana jest istota ludzka. I tu, i tam obowiązują takie same reguły, splatają się identyczne siły, mające swój początek w Nieznanej Nieskończoności. Jest to historia o tym jak zmiana na zewnątrz czyni je wewnątrz nas i jak jedno z drugim jest powiązane – bodziec z reakcją i reakcja z bodźcem. – A tak naprawdę zaczęło się od drobnej zmiany…

————-

Autor: Barbara Jagas

Tytuł: Księga Życia

Część I Rozdz.1

Zastanawiała się nad pierwszym zdaniem. To ono miało być otwierające, jak u Murakamiego, jej ulubionego pisarza. Ale nie mogła go wymyślić. Patrzyła na ścianę choinek, którą miała za oknem, jak by czekając aż podpowiedzą temat. Tak, temat. Bo pierwsze zdanie miało być iskrą rozpalającą resztę… opowieści. Tym, co powinno się wynurzyć z nieświadomości. Niczym drogowskaz.

Tak, drogowskaz. Szukała go w życiu od wielu lat. Właściwie od zawsze… Modliła się. Medytowała. Wyjeżdżała w dalekie kraje. Ale to nic nie dawało. Nie dostawała odpowiedzi na podstawowe pytania.   A może właśnie powinna zostać pisarką… Marzyła o tym od zawsze. Wyobrażała sobie jaka będzie szczęśliwa, gdy jej powieść okaże się bestsellerem. A przede wszystkim jaką przyjemnością będzie samo tworzenie. Ale wraz z upływem czasu traciła zapał. W końcu teraz wszyscy piszą książki. Po co mi to?, zastanawiała się. Innym razem dochodziła do wniosku, że szkoda życia. Niejednokrotnie czytała w biografiach znanych pisarzy, że potem żałowali czasu spędzonego na układaniu zdań, że został on zmarnotrawiony, bo lepiej było po prostu żyć. – A teraz tym bardziej. Skoro tak niewiele brakowało jej do okrągłej liczby, od której umownie zaczyna się starość, to już żałowała każdego kolejnego dnia, który byłby zmarnowany. Nie chciała go spędzać byle jak. Najbardziej zaś było jej szkoda tych pustych godzin, które mijały, a kiedy nie robiła nic. – Nic? A może jednak coś…, pytała samą siebie. Bo te nic nieznaczące godziny spędzała jednak na myśleniu. Zastanawianiu się, co ma sens, a co nie.

I po co mi ten szczeniak… do szczęścia. Pojawił się nie wiadomo jak. Przecież wcale go nie szukała. A czynił jeszcze większe zamieszanie w jej życiu, podczas gdy ona marzyła o ładzie. Dziś, proszę, znowu się nie spotkali. Zadzwonił godzinę przed umówioną porą i ściszonym konfidencjonalnie tonem rzekł: ” Przepraszam, cię piękna, ale nie zdążę przyjść…”

 Cz.II. Rozdz. A

 Czuła, że jej mięśnie były coraz bardziej sprężyste. W końcu wzięła się za nie, zwłaszcza chodziło jej o uda i ramiona. Wiedziała i pamiętała to z różnych kursów, że za ciałem podąża umysł. Jeśli więc będzie miała silniejsze nogi i ręce, to wzmocni się psychicznie, a zatem unormuje swoje życie, sprawi, że będzie ono mądrzejsze. Przestanie więc być taka rozproszona, zacznie udzielać poszczególnym zadaniom w życiu tyle uwagi, ile trzeba, ani mniej, ani więcej. Nawet zapisała się na kolejne warsztaty zarządzania czasem. Ale ostatecznie zrezygnowała z nich, ze względu na brak czasu.

***

K…wa jego mać! Nareszcie poczuła złość, którą latami tłumiła, będąc na drodze duchowego rozwoju. Bo żyła przez ten czas jak w zakonie. To się nazywało, że pracuje nad swoim charakterem. Nie wolno jej było złościć się na nikogo, ani walczyć o swoje. Miała być dobra i wybaczająca. Nie mówiąc już o tym, że groziło to jej powrotem do używek, którymi dawniej łagodziła stresy. Ale nie tylko. Było to również jej panaceum na lęki, samotność i tak – przede wszystkim: na złość. Nie używała jej prawie wcale. A jeśli już, to tylko przeciwko sobie, oskarżając się o wszystko, poniżając siebie. Albo wpadając w depresję – to był zupełnie nieświadomy odruch samoniszczenia.

***

Ostatnio nawet doszła do wniosku, że ludzie chcą wojny. Nie wszyscy, rzecz jasna. Ale przecież są młodzi ludzie, którzy chcieliby w ten sposób zaistnieć. Choćby on, Tajemniczy. Chyba jej ostatnio mówił, że gdzieś spiskuje i chodzi na strzelnicę. Może jest zadowolony z sytuacji na Ukrainie. Ostatnio przysłał jej dziwne zdjęcie, gdzie stoi tyłem. A może on jest w jakimś tajnym Gromie? Tego nie wiedziała, bo Tajemniczy już od dłuższego czasu nie odzywał się. Czasami tylko wysłał mejla. Ni stąd ni zowąd. To ją zresztą nie dziwiło. Zawsze miała szczęście do jakichś popaprańców.

***

O czym tu pisać, zastanawiała się. A może to są brednie i po prostu nikt się nie utożsami z jej przemyśleniami, drogą, ani nie będzie ich ciekaw. Przecież każdy z nas inaczej rozumie świat, przez siebie – swoje doświadczenia, aktualne emocje itp. A ona czuła, że jest wyjątkowa… tak samo jak inni. Dla kogo więc piszę, zastanawiała się. Dla kogo piszesz, spytała ją któregoś dnia jej znajoma, podobno coach, bo ostatnio się przekwalifikowała z ekonomistki na ten modny zawód. Nie potrafiła jej na to pytanie odpowiedzieć. Początkowo odrzekła, że dla siebie i sobie podobnych. Potem powiedziała, że dla wszystkich. A może dla osób po 50? Dziś wiedziała na pewno, że nie wie dla kogo pisze. Chociaż tak się w tym świecie powinno postępować – najpierw trzeba znaleźć odbiorców, a potem zaproponować im towar. Bo wszystko jest towarem. Nawet książka. Można też odwrotnie – najpierw napisać, a potem poszukać odbiorców. Ale lepiej jest od razu pisać pod konkretnego czytelnika, wtedy wiadomo, że książka się sprzeda. Niby logiczne, ale ona tego nie rozumiała. Ona pisała z potrzeby serca. A jeśli nikt tego nie przeczyta, to trudno. Rękopis, czy w tym przypadku plik, zostanie w domu. Szkoda, że nie napisała najpierw historii rodzinnej, dopóki żyją rodzice, toby zostało ku potomnym. Tylko że jej na tym nie zależało. Może mogłaby napisać o ojcu – ku przestrodze, aby był to swego rodzaju manifest antywojenny, bo tata dużo przeżył, Syberię, a potem trafił do Andersa. Cudem wrócił do Polski, to go posadzili. Aż w końcu zapisał się do partii i został dyrektorem zjednoczenia, był zdolnym organizatorem oraz konstruktorem. Ale… Właśnie. To wymagałoby pewnej strategii. Ona tego nie umiała. Przymierzała się do takiej książki już od kilku lat. I co? Jajco. – Bo najtrudniej jest rozmawiać z własnym rodzicem. Nie to, że nie potrafiła. Ale nie wiedziała jak jemu sprawić przyjemność i jednocześnie być obiektywną, i jak w ogóle być obiektywną, skoro jest się jego córką.

***

Pewien rodzaj Porozumienia miała też z Bratem ze Wspólnoty Braci i Sióstr, który był Jej Eksem, aktualnym Eksem, no prawie Eksem, bo już chyba dokonali swej Ziemskiej Sprawy. Chociaż nie była tego pewna do końca… Cały czas, z przerwami, ciągnęło ją do niego. Dziwne, zupełnie dziwaczne, wydawało się, że już wszystkim się obdarowali, co mieli dla siebie, a były to różne rzeczy: dobre i złe. Jednak okazywało się, że – pod wpływem różnych wydarzeń, skojarzeń, a także myśli – pojawiały się wciąż nowe treści, którymi musieli się wymieniać, to tak jakby Skarbczyk nie miał Dna. Może to za sprawą wielu wcieleń, odezwała się któregoś dnia Czarna. Przecież wiesz, Oczyszczenie następuje z różnych Żyć, a wy – być może związani byliście wielokrotnie.

***

Nie lubiła o nim rozmawiać, zadał jej wiele ran. Ale ostatnio… Jakoś Złość nią zawładnęła i musiała się z niej Oczyścić, wyrzucając jej kawałki w postaci sms. Podczas gdy adresat dzielnie milczał, albo też był Zablokowany. Rozumiała Czarną i jej historię bardzo dobrze.

Sama była świadoma, że Energie Różnych Uczuć ludzie przenoszą z człowieka na człowieka. I jeśli – tak jak w przypadku Mruka – nie oczyszczą się, to kolejna jego partnerka dostanie to, co miała otrzymać Czarna. Zjawisko Przeniesienia – tak znane we współczesnej psychologii, doskonale funkcjonowało w Świecie Ducha.

***

Kiedyś sądziła, że Eks jest bardziej uduchowiony, wziął ją na lep sztuki. Niestety, okazało się, że działa w niższych energiach. Przecież i wśród artystów są ludzie wyżej i niżej na etapie kontaktu z Bankiem Energii. Weźmy takiego Tajemniczego, też wydawał się być na Drodze Duchowej. Ale jak się dowiedziała, że jeżdżąc w pogotowiu odbiera zmarłych, tak przynajmniej mówił, i nic nie czuje, to już zwątpiła. Musi być dosyć nisko, jak to medyk, widzi tylko to, co oczy widzą. I nic więcej. W przeciwnym razie musiałby być uzdrowicielem, a nie mechanikiem od maszyny, jaką jest ciało. Chociaż zdawała sobie i z tego sprawę, że lekarze tak naprawdę są alchemikami, nie wiedząc o tym, są cudotwórcami, nie wierząc w cuda. Są nie obudzeni. Tyle. I tak ma być

***

Postanowiła nie tyle zakończyć książkę, co dokonać radykalnego zwrotu akcji. Ileż będzie pisała o tych filozoficznych bredniach. Czas na fakty. Teraz pora na konkretną postać. Opisze w niej Tajemniczego. To nie szkodzi, że go prawie nie zna. Podejrzewa, że jest dziennikarzem albo… lekarzem, a to wystarczy, aby na tej bazie stworzyć jakąś konkretną osobę.

&&&

 Część II. Rozdz. B

Od dziś wykorzystuję tylko to, co mam!, wrzasnął euforycznie. Był przekonany, że odkrył własną drogę. Nareszcie! Starczy tego błądzenia. A raczej życia marzeniami, nie odkrytymi możliwościami, nieosiągalnymi celami i upiornym myśleniem o lepszym życiu, co mu raczej zatruwało egzystencję. Chociaż nie… czasami odpływał w podobną błogość. A gdyby tak zamieszkać w górach, myślał słodko. Albo wyjechać do innego kraju, najlepiej do Australii – bo tam jest ciepło. Albo w ogóle zmienić zawód, w końcu był coachem, czyli już go zmienił, tylko że on myślał o jeszcze innej profesji, która dawałaby mu i więcej satysfakcji, i radości, a przede wszystkim pieniędzy. Lub też przeciwnie – zrobić coś odlotowego, na przykład – jak jego kolega – wyjechać do Rosji (czyli naszego wroga państwowego) i tam się osiedlić. Jak by był młodszy, toby pojechał na jakąś wojnę, też fajne, przecież nie musiałby od razu walczyć. Jako korespondent wojenny? To chyba nie… Bo widział co się dzieje z freelancerami, jak ich traktują w takich miejscach, gorzej niż śmiecie. Tego typu pomysł to już by było ekstremum. Może… gdyby nie miał syna… I nie musiałby być ojcem – przynajmniej teoretycznie póki co, bo dawno już swojego dziecka nie widział. Jego matka mści się nie wiadomo z jakiego powodu, przecież zostawił jej cały dobytek.

Jeszcze raz, muszę to zapisać w notesie, mówił do siebie. Teraz koncentruję się na tym, co mam, czyli umiem, jest w moim zasięgu, a nie czego bym chciał. Czyli odwrotnie niż uczył klientów na pierwszych sesjach coachingowych. Bo tam pomagał w wydobywaniu na wierzch marzeń i stawiał pytania o możliwe cele życiowe, aby rozwinąć potencjał delikwentna, tj. pomóc mu w tym. Wobec siebie zastosował taktykę odwrotną – postanowił bardziej się ograniczyć. (Ponieważ z marzeniami akurat nie miał kłopotów, bardziej z ich wyborem, bo miał za dużo pomysłów na życie.) Po raz pierwszy, tfu – po raz drugi tak naprawdę, w życiu zdecydował, że będzie stawiał na kasę. To znaczy – pracę będzie wykonywał w zależności od ceny zlecenia. Już się śmiał do siebie, że to nie do końca możliwe ze względu na to m.in., a czego uczył się na psychologii, że nasze poczynania są zdeterminowane przez system wartości. To on jest tak naprawdę kreatorem naszego życia, nie żadne sztucznie stworzone cele. A poza tym jak tu się targować o wierszówkę, skoro do redakcji są kolejki dziennikarzy, a niektórzy piszą w ogóle za darmo. Choćby ci najmłodsi – aby zaistnieć.

***

Nie mógł się skupić na pracy. Ciągle dostawał jakieś mejle. Teraz najwięcej było od koleżanek i kolegów z różnych warsztatów rozwojowych albo ze szkoły podyplomowej. Wklepali go sobie do bazy i traktowali jak klienta. Jak tylko coś robili, dostawał zaproszenie na kolejny warsztat krótkiej ścieżki pozyskiwania funduszy europejskich albo nauki asertywności. Nie rozumiał dlaczego go tak traktują. To znaczy wiedział, był dla nich potencjalnym klientem, na którym można zarobić. Teraz wszyscy wszystkiego się uczyli, szkolili. To samo w środowisku coachów. Jeden drugiego nauczał i brał pieniądze albo polecali sobie klientów. Oczywiście pozyskiwanych wśród znajomych z FB. Niektóre znajome, jak obserwował, prowadziły rozmowy na FB ze swoimi podopiecznymi. Jedna, znana psycholożka, nawet wywieszała nagrania i wiersze, chcąc przypodobać się klientom. I dzieliła się swoimi myślami oraz uczuciami. Rzeczywiście, wspaniałe miejsce w dzisiejszych czasach – gdy tak pędzimy i jesteśmy pozamykani w biurach i czterech ścianach. Nawet psycholog nie ma jak i z kim pogadać. To co robi? Nap…la z pacjentami.

————-

To były fragmenty „Księgi Życia”.

Promocyjna cena całej książki w postaci e-booka to 45 zł.

 

 

 

 

 

Barbara Jagas

O mnie

Nie wiem kim jestem i całe życie się dowiaduję. – To fascynujące!