Kocham Cię, Mruczku. Chyba nie zdążyłam Ci o tym powiedzieć, kocie. Ale myślę, że Ty to wiedziałeś. Może byłeś mi czasami jak starszy brat, który wiele wybaczy. Jak to, gdy starałam się Tobą zaopiekować, nosząc Cię po schodach, bo miałeś coraz mniej sił, a Ty chciałeś do końca być męski, silny i okazywałeś mi wtedy zniecierpliwienie zamiast wdzięczności.
– Mrrruk
Albo jak mama nie chciała wpuścić Cię do salonu, bo nie trzymałeś już kupy i mogłeś jej obsmarować drogocenne dywany. Pamiętam siedzącego Cię karnie w przedpokoju, na legowisku, jaki Ci zgotowano w kącie, a ja wtedy cierpiałam na Twój widok. Bo patrzyłeś tęsknym spojrzeniem na mamę, Twoją mamę, jakby rozumiejąc, że ona Ci zabrania pławienia się w jej pieleszach, ponieważ dla niej ważny jest ład i higiena. A Ty nie mogłeś tego zagwarantować.
– Chciało mi się płakać
Co robiłam?
Brałam Cię na ręce i szłam do swojego pokoju, gdzie chciałam Ci otworzyć niebo. Tuż przy kanapie, w maleńkiej wnęce urządziłam ubikację. Ale i tak mówiłam: „Mruczuś, możesz tu robić wszystko. Nawet kupę na kanapie!”
Sadzałam Cię na fotelu, potem na krześle, następnie na poduszkach na narożniku. Ale Ty nie chciałeś.
– Czemu
Temu, że byłeś czarodziejskim kotem, nieziemskim, supermądrym i ekstrawrażliwym, nie mówiąc o Twoim uduchowieniu. Nie chciałeś być dla mnie kłopotem, znając swoje ograniczenia. Nie wiedziałeś tylko o jednym – że nigdy nim nie Byłeś.
Siedziałeś więc spokojnie w miejscu, które Ci teraz wyznaczono. I tyle.
Gdzie jesteś mój Cudowny Kocie?…”
CD. już odpłatnie

