Bandy UPA

– Po wojnie były czasy, które wiele kosztowały naz naród – mówi dziś tata. – Trzeba było odbudować zniszczony kraj, co stanowiło priorytet! A poza tym na polskich ziemiach brakowało spokoju.

Po zakończeniu wojny trzeba było dalej walczyć o umacnianie granic. Tata jako porucznik, wraz ze swoim batalionem, został skierowany do ochrony wschodniej granicy w rejonie Głubczyc. Wcześniej był dowódcą batalionu grupy manewrowej WOP w Krośnie nad Odrą, gdzie Czesi przesunęli swoją granicę kosztem Polski.

– Z pogwałceniem zawartych wcześniej umów międzynarodowych – komentuje ojciec.

Stamtąd właśnie przeniesiono go do Baligrodu, gdzie miał chronić polską ludność przed bandami UPA.

W Instytucie Pamięci Narodowej w jego krótkiej biografii umieszczonej w dziale Komisji Badania Zbrodni nad Narodem Polskim (miejsce nadzwyczajne dla bohatera wojennego!) ten okres ktoś opisał jako walki z bandami. A chodziło o bandy UPA, które paliły polskie wsie.

Bandy UPA szły od Wschodu i likwidowały nasze strażnice, UPA chciała zająć południową Polskę aż po Kraków. Kosztem ofiar żołnierzy i ludności cywilnej, która zamieszkiwała te tereny. Ludzie nie pamiętają, że żołnierze WOP i ludność tych okolic ginęła męczeńską śmiercią, po wielogodzinnych torturach…

Ktoś mi powiedział, aby nie używać nazwy „bandy UPA”

– Bardzo się narazisz, dzisiaj to de mode.

Ale jak nazwać oddziały UPA, które paliły polskie wsie?

– Na moich oczach płonęła Mchawa, która była oddalona od Baligrodu o 2 km. Wtedy dałem rozkaz wystrzelenia z kilku cekaemów i wówczas napastnicy uciekli – mówi tata.

– Byliście cały czas w Baligrodzie?

– Tak, to trwało 6 miesięcy, bo tyle czasu ochranialiśmy to miasteczko. Staliśmy na trzech wzgórzach, gdzie były rozlokowane nasze bunkry, a w nich cekaemy, które stanowiły osłonę dla miasta.

Tata podkreśla w swojej opowieści, że jego rolą była osłona ludności polskiej w Baligrodzie. Chociaż dalej wspomina, że w mieście stał i kościół, i cerkiew. Sytuacja była skomplikowana, narodowości wymieszane, jednak z dużą przewagą ludności polskiej. Całą inteligencję stanowili Polacy, do wyjątków należał lekarz, który był Ukraińcem. Tata sam mieszkał u rodziny, gdzie ona była Polką, a on Ukraińcem. Pamięta, jak syn mówił na swojego ojca „banderowiec”… Tyle, że wtedy Baligród należał do Polski, a rolą polskiego wojska było chronić polską ludność przed napaścią banderowców.

Ojciec współpracował w tym czasie z płk. Janem Gerhardem, dowódcą 34. pułku 8. dywizji, który przybył z Francji, a któremu z czasem przekazał zadanie osłony ludności w Baligrodzie. Pamięta, jak pojechali po jego żonę na dworzec kolejowy do Sanoka, gdzie miała przyjechać z Paryża.

– Na stacji wysiadła niezwykle szykowna kobieta, wiadomo Francuzka, a my… w zwyczajnych mundurach polowych. Co prawda, podjechaliśmy amerykańskim Wyllisem z obstawą 8 żołnierzy wyposażonych w broń automatyczną, ale na niej to nie zrobiło wrażenia… Potem żona płk. Gerharda szybko uciekła z Baligrodu, bo to była przecież dziura.

W Sanoku stał wówczas sztab płk. Chabowskiego, przedwojennego oficera, z którym współpracowaliśmy – tłumaczy tata. – Z kolei walki z bandami UPA nadzorował dowódca krakowskiego okręgu wojskowego gen. Prus-Więckowski, też przedwojenny oficer… Wszyscy wtedy włączyli się w umacnianie granic Polski.”

To był fragment mojej książki „Sybirak który został generałem” (dział: Wojsko Polskie).

Barbara Jagas

O mnie

Nie wiem kim jestem i całe życie się dowiaduję. – To fascynujące!